sobota, 20 maja 2017

Matka.

Matką stałam się dokładnie 12 lat temu. To było w wynajmowanym, wtedy jeszcze z narzeczonym, mieszkaniu na Stalowej. Pojawiły się mityczne dwie kreski, a mój brzuch w magiczny sposób natychmiast stal się wielki, wypychałam go do przodu, nosiłam ciążowe sukienki i wymagałam od wszystkich pomocy w noszeniu siatek. Unosiłam się nad ziemią w zachwycie nad tą nagłą  przemianą z kogoś pojedynczego w Matkę.

3 lata później, już w drugiej ciąży, robiłam remont mieszkania, malowałam sufity i dopiero pod koniec zorientowałam się, że  trzeba zwolnić i czasem poleżeć.

Trzeciej ciąży nie pamiętam;) 

Wraz z tą pierwszą, a potem kolejnymi ciążami, dołączyłam do wielkiej, chyba nie kończącej się grupy Winnych. 
Początkowo jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy. Ale kiedy mój syn miał kłopoty z ssaniem piersi, winny był przecież rozmiar moich piersi! Kiedy córka ssała palec, każda jazda autobusem uświadamiała mi - ustami innych pasażerek-matek - że jeśli chce być dobrą matką, powinnam przywiązywać jej rączki z dala od buzi. 
Kiedy odmawiałam szczepienia noworodka, chcąc odczekać  kilka miesięcy, spotykałam się z TYM spojrzeniem: matka! Matka wariatka. Dla ojca, panie w przychodni zawsze były miłe, więc szybko nauczyłam się nim zasłaniać. 
Kiedyś przyjechaliśmy z chorym dzieckiem na nocny dyżur i okazało się, że - o zgrozo! - nie wiem jaką dokładnie gorączkę ma nasze dziecko, usłyszałam: "co z Pani za matka!" Kiedy wszedł mąż, panie zrobiły się przemiłe.

No, co ze mnie za matka?
Matka, co chociaż nie pracuje, to czasem na obiad daje pizze z pudełka i przeważnie ma w domu bałagan. Matka, która znów nie poszła z dzieckiem na rehabilitacje, bo nie może wcisnąć jej nigdzie w kalendarz. Matka, co pozwala ssać palce i już odkłada na aparat  na zęby. Matka, co przy każdym zakupie lodów w sklepie na rogu, zastanawia się, ile tam cukru i czemu nie robi sama w domu takich naturalnych, bez ulepszaczy... Winna. 
Jestem winna. 

Jeśli dziecko pyskuje, nie mówi dzień dobry mijanym staruszkom, jeśli nie radzi sobie w szkole, jeśli nie chodzi na karate, dodatkowy angielski i tenisa!...  A nie daj boże któreś z dzieci ZA-CHO-RO-WA-ŁO... Jestem winna! (To choroba genetyczna, wypadek, bakterie? Nie ważne, na pewno TO JA  zrobiłam coś nie tak!)

I nie jestem sama.
Jestem w doborowym towarzystwie, starających się ze wszystkich sił nie być w naszej grupie, ale z góry skazanych na niepowodzenie, pięknych, silnych i mądrych kobiet. 
Są tu samotne matki, które utrzymują rodzinę i niewyobrażalnym wysiłkiem sprawdzają jeszcze wieczorem, czy synek ma spakowany do plecaka  strój na wf. Niestety, zapomniały  o nowej szczoteczce do zębów na fluoryzację...
Są kobiety robiące karierę, które - nie do pomyślenia - decydują się nie karmić piersią, żeby ich partner mógł przejąć nocną opiekę nad dzieckiem - suki!
Są też zwyczajne, lekko utyte od czasów ślubnej sukienki, matki kilkorga dzieci, które dawno nie były u fryzjera. I znów zapomniały, że dziś miała być dodatkowa lekcja plastyki. Brak farb, brak bloku! jak Pani myśli, ile razy inne dzieci mają pożyczać Pani dziecku klej?!
Są tu matki, które nie pojechały z dzieckiem na basen, nie odrobiły z nim  lekcji, nie uczesały jak trzeba, nie zaszyły dziury w skarpetce... 
Jest nas tu masa. Starych i młodych. A nasze dzieci biegają po świecie i bardzo się starają zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. 
Dlaczego mama znów nie załapała żartu, czemu ma zaciśniętą szczękę, dlaczego pusto patrzy w okno, czemu trzęsą jej się plecy. 

Nasze dzieci nie znają nikogo piękniejszego i bardziej zachwycającego.  
Tęsknią za naszym zapachem, kiedy nie  ma nas w domu. 
Ze 100% zaangażowaniem - również języka - rysują nasze portrety na kolejnych i kolejnych  laurkach.
Powtarzając (trochę przemądrzale) nasze  słowa w dyskusjach na tematy, z których jeszcze nie wszystko rozumieją, wypróbowują bycie dorosłymi. Bycie dorosłym takim jak my.
Wierzą nam.
Ufają.
Uczą się od nas, z nas.
I odchodzą, żeby z łatwością obwinić nas o swoje kłopoty. 
W końcu już my to zrobiłyśmy. Wystarczy się dołączyć. 


Dziecko nago na plaży?

Kiedy zaczynałam pisać ten artykuł dla serwisu dziecisąważne, wydawał mi się zbędny. W czym rzecz? Dzieci biegały i biegają nago po plaży i już. Ale im głębiej wychodziłam w temat, im więcej osób pytałam, tym mocniej uświadamiałam sobie, że istnieją różnice i kontrowersje.
Ten temat dotyka w nas wrażliwych miejsc: seksualności, wyznawanych wartości, przekonań, poczucia własnej wartości... Dużo na raz i w dodatku często nasze uparte przekonania utrudniają nam inne spojrzenie. Ciekawa jestem Waszych głosów. Zapraszam do lektury:)

sobota, 13 maja 2017

Rodzic jako przywódca stada - audycja radiowa

Zapraszam Was do wysłuchania audycji w radio TOK FM o najnowszej książce Jespera Juula "Rodzic jako przywódca stada". Link TUTAJ:)

czwartek, 11 maja 2017

Czy zawsze warto być grzecznym i kto CHCE pocałować ciocię? Kilka słów o integralności.

Ostatnio przeczytałam w sieci artykuł o tym, że ... zjadanie glutów przez dzieci  ma wielki sens. Jest to naturalna szczepionka. Okazało się też, że naukowcy  potwierdzili sens przytulania się do drzew, związany z bardzo zdrowymi jonami.  Co do tego, czy smoczek jest zdrowy, czy nie, nigdy nie dojdą do porozumienia, ponieważ...  czasem jest a czasem nie jest, ale czasem tak bardzo pomaga matce, że lekko krzywy zgryz, to pikuś;)

I ponieważ w wychowaniu dzieci można znaleźć tyle różnic, tyle kontrowersji, pomyślmy: kogo słuchać?  Zwykle na początku prowadzonych przeze mnie seminariów, mówię: to co usłyszysz, przepuść przez siebie, weź to, co ci się   przyda, a na wszystko patrz krytycznie, bo to, co dobre dla jednych, nie musi pasować do drugich.
Czy to potrafimy?
Usłyszałam kiedyś radę, od starszej już osoby: traktuj to co  dostajesz od życia jak szwedzki stół, weź to, co chcesz, co ci się przyda, a za resztę podziękuj. 
Nie tak łatwo podziękować za dobre rady, dotyczące wychowania naszych dzieci, szczególnie, kiedy jesteśmy zapracowani, w słabej formie, przestraszeni, a do tego chcemy jak najlepiej! Nie tak łatwo podjąć decyzje, które wpływają na życie naszego dziecka, być  może CAŁE jego życie, mając świadomość, że być może popełniamy BŁĄD.

Co może nam pomóc, kiedy błądzimy w gąszczu dobrych rad?
Jesper Juul podpowiada nam, że warto kierować się  czterema głównymi wartościami. Oto one:
1. równa godność wszystkich członków rodziny
2. integralność
3. autentyczność
4. odpowiedzialność osobista
Do nich każda rodzina dołącza kolejne, te które są szczególnie bliskie jej członkom. Ważne, by co jakiś czas upewniać się, że ciągle chcemy się nimi kierować, i by wierność tym zasadom, nie zasłaniała nam zwykłego człowieczeństwa i bliskich nam ludzi. 
Wartości są naszymi kierunkowskazami i warto się im przyglądać, sprawdzać, czy cele, które sobie w życiu  wyznaczamy,  zgadzają się z nimi.

Dziś chcę napisać o potrzebach - naszych i naszych bliskich -  w ujęciu jednej z tych fundamentalnych wartości opisywanych przez Jespera Juula - integralności. 
Przyglądam się różnym problemom rodziców, rodzin, przyglądam się swoim kłopotom, szukam rozwiązań, sensu. I im dłużej to robię, tym bardziej dociera do mnie, że często tak trudno nam w relacjach, ponieważ nie umiemy dbać o naszą własna integralność.
Dorastaliśmy w czasach, w których powszechnie nie uczono nas tego, nie zachęcano do  podążania za sobą, nie chroniono naszych granic. W czasach, kiedy byliśmy dziećmi, posłuszeństwo było ważniejsze niż potrzeby jednostki. Oczywiście, posłuszeństwo też ma sens  i jest potrzebne, żeby społeczeństwa mogły funkcjonować, ale warto pamiętać, że istnieje wybór. Mogę powiedzieć "tak" i mogę powiedzieć "nie". Mogę najpierw rozeznać się w sobie i poczuć  siebie, swoje granice, swoją prawdę.

Jesper Juul: "Próby całkowitego podporządkowania dziecka prowadzą tylko do utraty jego poczucia wartości i braku kompetencji życiowych".

Wymuszone posłuszeństwo ma wielce negatywne skutki
Przykład? Choćby ten chyba najczęściej przywoływany: "Pocałuj ciocię!"  Oczywistym jest, że dziecko może ucałować ciocię. Że to może być miłe doświadczenie dla obojga, wyraz bliskiej więzi, czy zwyczajów panujących w rodzinie. Pytanie czy w tym momencie chce? Może akurat nie chce, żeby ktokolwiek go dotykał? Może dziś nie lubi cioci i bardzo mocno czuje to w ciele? 

Boimy się zachowywać w zgodzie ze sobą, bo jesteśmy przekonani, że to "niegrzeczne". Tak nas wytrenowano. Dziewczynki mają mówić cicho, nie przerywać innym, kiedy tamci mówią, zajmować mało miejsca, być potulne. Chłopcy  mają się nie mazgaić, nie okazywać zbytniej wrażliwości, czy np. zainteresowania modą.  To dość silny przekaz kulturowy i odruchowo reagujemy zdziwieniem, czy oburzeniem na odstępstwa od tego wzorca.
Wystarczy jednak zajrzeć choćby do innych kultur, gdzie panują zupełnie inne zwyczaje. W Japonii w ogóle nie wypada całować się publicznie. Na południu można mówić znacznie głośniej. A nawet swobodniej  się dotykać, okazując radość ze spotkania. 

Integralność, to coś, o co możemy uczyć się dbać  w każdym momencie naszego życia. Skanować swoje uczucia i odczucia. Swoje myśli, emocje i ciało. I warto, żebyśmy zaczęli od siebie, ponieważ tylko dbając o własną integralność, jesteśmy w stanie nauczyć się szanować czyjąś
To tak, jakby nasza integralność  była instrumentem muzycznym. Kiedy o nią dbamy, stroimy instrument, coraz lepiej też słyszymy muzykę innych. 
Uczymy się, że odmowa nie jest odrzuceniem. 
Przestajemy bać się  "nie", bo widzimy w nim też "tak" dla czegoś innego. "Nie, nie pójdę z tobą do sklepu, bo potrzebuję poleżeć". mówię tak, swojej potrzebie odpoczynku.  "Tak, chętnie się z tobą pobawię". "Nie, dziś bardzo potrzebuję ciszy, więc nie włączę radia głośniej". 

Zaczynamy szanować swoje decyzje i decyzje innych. 

Zagubienie dzisiejszych dorosłych w gąszczu porad wychowawczych, to między innymi owoc braku dbania o naszą integralność. I daleka jestem od obwiniania naszych rodziców i ich rodziców. Wojna i komunizm odcisnęły swoje piętno, a ogólne rozumienie relacji rodzic-dorosły było kiedyś całkowicie inne.

Moje doświadczenie jest takie: oddychaj. Popatrz na siebie
Zastanów się jak dbasz o swoją integralność? 
Wysypiasz się? Masz kontakt z naturą? Masz czas dla przyjaciół?  Czy  jesteś w stanie cieszyć się swoim dzieckiem i jego obecnością? 

Popatrz  na swoją rodzinę. Ona, jako całość również zasługuje na dobre traktowanie. Czy dbacie o integralność tej całości, którą tworzycie razem? Kiedy zachwiejemy równowagą potrzeb - gdy potrzeby jednego dziecka, czy jednego z rodziców stają się najważniejsze (szczególnie  przez dłuższy czas), przestaje być nam razem dobrze i bezpiecznie. Jednym słowem, jako dorośli, powinniśmy starać się mieć na oku i potrzeby poszczególnych członków rodziny i wszystkich razem.

Nie stawiaj dziecka w centrum waszej rodziny. To nie jest jego miejsce. 
Ten kto jest w centrum, jest bardzo samotny. 

Dziecko przychodzi do nas, do rodziny, nie po to, żeby zostać królem, czy królową, ale by kochać i być kochane. Po to by obserwować nas, których kocha i uczyć się życia. 
Obserwując nas, uczy się też dbania o siebie. Na NASZYM przykładzie. Niezaprzeczalnie podstawą emocjonalnego i duchowego zdrowia każdego człowieka, podstawą bliskich relacji między ludźmi są, jak pisze Jesper Juul, obecność, autentyczność  i wierność  sobie. 
Po prostu próbuj WIDZIEĆ swoje dziecko, siebie, swoich bliskich. Tylko i aż tyle. 
Widzieć takich jacy są. 
Dla mnie to najtrudniejsza lekcja w całym rodzicielstwie, zaraz koło mówienia "nie";) 
Tym, co przeszkadza nam zobaczyć nasze dziecko i jego potrzeby, są często nasze wspomnienia z dzieciństwa: niespełnione marzenia, doznane urazy, traumy i niezaspokojone tęsknoty. Nic mi  nie kupowali?  Kupię  dziecku wszystko. Itd.


Szanuj granice dziecka, kiedy ci je pokazuje. A pokazuje na pewno, ponieważ rodzi się z nimi. Wie, kiedy jest głodne, a kiedy nie, kiedy mu zimno, a kiedy gorąco. I wie z kim chce gadać, a z kim nie.
A im lepiej zatroszczysz się o własne ciało i duszę, tym łatwiej będzie ci troszczyć się o innych.
 
 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Jesper Juul o ekranach i byciu online

 Jesper Juul zabrał głos w palącej nas wszystkich sprawie. Polecam. Artykuł tu.

czwartek, 16 marca 2017

O szpinaku, "niegrzecznych" dzieciach i odpowiedzialności za domowe awantury.

Kiedy byłam mała, bardzo nie lubiłam szpinaku. Zielona breja na talerzu przyprawiała mnie o odruch wymiotny. Ale szpinak był wszędzie. I kaszanka. W przedszkolu, w sanatorium, w domu. Podobnie było z cebulą i porem, które moja mama wyjadała z zupy i, widząc moją wykrzywioną minę, mówiła: jak dorośniesz, to polubisz!
Kaszanki nigdy nie polubiłam, ale szpinak! Cebula! Por! Mniam:))) 
 
No i oczywiście teraz to moje dzieci patrzą z obrzydzeniem, jak się zajadam zieleniną , a ja spokojnie mówię, że może kiedyś polubią, bo to co lubimy się zwyczajnie zmienia.
 
Pamiętam też z dzieciństwa jak bardzo wierzyłam, że kiedy dorosnę to albo nigdy (PRZENIGDY!!!) nie będę miała dzieci, albo będę taką super-mamą: cierpliwą, rozumiejącą, czytającą w sercach, otwartą, wspierającą, a na pewno, ale to na 100% nigdy na moje dzieci nie będę krzyczała!


No, poszło jak ze szpinakiem. 
Krzyczę. Nie zawsze rozumiem. Nie wspieram tak jak bym chciała. Często wolę pisać o dzieciach niż się z nimi pobawić. Z cierpliwością też  jest bardzo różnie. 


W zasadzie towarzyszy mi dojmujące poczucie, że ciągle jestem spóźniona. Kiedy załapuję, co się dzieje w dziecięcych emocjach, jest już nowa III wojna światowa i trzeba bawić się w detektywa od nowa. 
Kiedy odkrywam jak postępować w jakiejś sytuacji, okazuje się, że to działa tylko czasem, albo tylko z jednym z dzieci. 
No tak, bo dzieci to ludzie, a nie urządzenia i nie ma jednej metody. Nie ma żadnej metody. Jest wyczucie, empatia, oddech. 
A czasem brak oddechu. 
Jest relacja. A czasem jest tylko zmęczenie.
 

Na prawdę czasem nie rozumiem moich dzieci?
Tak, na prawdę. 
Gdyby dziecko chciało jak ja zostać artystką, nosić rozwiane włosy, dziurawe spodnie i malować wszędzie kwiaty... Proszę bardzo, ten rodzaj buntu rozumiem. Akceptuję. Chce być pisarzem, aktorem, poetą? Proszę bardzo. 
Chce podróżować dookoła świata? Czemu nie.
Ale być e-sportowcem???!!! Co to w ogóle jest? Siedzenie przy komputerze - jak to niszczy oczy i plecy! I  co to w ogóle za e-praca???!!! 
I to ja go urodziłam???


Inny. Inna. Inny człowiek. Drugi. Osobny. Nie ja. 
Lekcja uważności. Pokory. Miłości. 
Lekcja zaufania.


Nie wiem jaki będzie świat jutro. Nie wiem do czego oni rosną. 
Mogę tylko ufać i wierzę, że to moje zaufanie jest najlepszym, co może być. Jest tym tajemniczym składnikiem, który sprawia, że w niektórych domach kwiaty lepiej rosną, psy szczekają weselej a dzieci... Dzieci nie muszą się chronić przed rodzicami.
 
Wiem, że nie są mną i ich zadaniem nie jest spełnianie moich marzeń i leczenie moich traum. Ich zadaniem jest przeżywanie ich własnego życia i wzrastanie tak, żeby być jak najbardziej sobą samym. Autentycznym. Żywym. Czującym. Na ile potrafią. 
 
Moim zadaniem jest zajmować się sobą.
 

Moim zadaniem jest  ogarniać moje sprawy i pozwalać im ogarniać ich. Pozwalać na samodzielność.
 


Moim zadaniem jest być tak szczerą, prawdziwą i obecną jak tylko potrafię.
Moim zadaniem jest dawać im przestrzeń.

Pozwalać im na bycie dziećmi. 
 
I widzieć ich takimi jacy są.  To takie trudne, przestać widzieć siebie, a widzieć dziecko. To konkretne dziecko w jego istocie, w jego osobności i inności. Nie siebie małego. 
Jedna taka osoba w naszym życiu, ktoś kto nas zobaczy i jesteśmy uratowani:)
Za to kiedy pojawiają się jakieś trudności patrzę bardziej na siebie. Bo tylko siebie mogę zmieniać. Tylko. Ale uczę się patrzenia z uważnością i łagodnością. Bo jestem taka jaka jestem. Poczucie winy nie pomoże. To największa lekcja od pana Juula.
Uważność i łagodność wobec siebie pomagają wybaczać sobie uniesiony głos i robić krok, żeby następnym razem się udało powiedzieć ciszej, albo chociaż przeprosić. 
Patrzenie na siebie z uważnością i łagodnością pomaga zobaczyć również innych z uważnością i łagodnością.


To dość ekstremalne spojrzenie - dziecko nigdy nie jest winne. Ale wspaniale porządkuje relacje. To ja - dorosła - jestem w pełni odpowiedzialna za relację z dzieckiem i atmosferę w domu. To ja mam moc wprowadzania zmian, dbania i sięgania po pomoc. Dziecko, kiedy cierpi, kiedy dzieje się coś złego, ma tylko krzyk, bicie i kopanie. Ma wszystko to, co nazywamy niegrzecznością. 
Na tym polega dziecięca kompetencja. Daje nam autentyczny feedback, autentyczną informację o tym jak nam się w rodzinie układa. 
Cóż, że zaszyfrowaną...
Kiedy przyjrzymy się "złym" zachowaniom dzieci, zawsze stoi za nimi jakiś ból, jakieś wykluczenie.  
Do nas dorosłych należy przełożenie języka agresji na język bardziej zrozumiały. 
Bijesz braciszka? Aha, spędzam z nim więcej czasu i czujesz się odrzucona?
Rozbiłeś mój ulubiony kubek? Nie zauważyłam, że masz kłopoty i nie wiesz jak mi je wyjawić?
Kłócisz się tak bardzo z siostrą co wieczór, bo wiesz, że za chwilę zgasimy światło i zostaniesz sam ze swoim wielkim strachem przed ciemnością?
Nie daje się z tobą wytrzymać?Właśnie zaczęły pylić drzewa, na które jesteś uczulony i wszystko cię drażni.
 
Nie, nie wierzę, że to się będzie zawsze udawało. Nie wierzę w rodziców supermocarzy. Jesteśmy ludźmi i mamy swoje ograniczenia. Niedopitą kawę, marzenie o odpoczynku, czy dobrej książce. Mamy kłótnie z szefem, niespłacony kredyt czy teścia w szpitalu. 
Ale pamiętajmy. Jeśli zobaczymy w każdym zachowaniu dziecka jego kompetencję, współpracę, dobra wolę, łatwiej rozwikłamy tę naszą domową rozsypankę. 

 

Rozmowy przy stole

 Jeśli jesteście ciekawi co napisałam o rozmawianiu przy stole, to zapraszam na stronę serwisu dziecisawazne.pl. Artykuł TUTAJ.

sobota, 11 marca 2017

Dzieci są ważne

Zapraszam Was do przeczytania mojego debiutu na stronie dziecisawazne.pl, którą to w całości polecam i bardzo lubię. Napisałam o tym, jakich nazw używać, rozmawiając z dziećmi o intymnych częściach ciała. Artykuł TU
Ps. A ponieważ właśnie piszę kolejny artykuł, chwilowo brak nowego wpisu!

czwartek, 2 marca 2017

Rozmowy o intymności.

 Krok po kroku edukacja seksualna staje się dla mnie coraz ważniejszym kawałkiem. Dobrze się tu czuję. Rozpoczęłam szkolenie, które umożliwi mi uczenie w szkołach. Jestem podekscytowana. 
A dziś zapraszam Was do posłuchania audycji, w której miałam przyjemność brać udział. Rozmowy o intymności w Radio Wnet.

środa, 22 lutego 2017

Podróż. Bezcenny czas jeden na jeden.





Za oknem szaro, buro i mokro. W domu troje dzieci w różnym wieku. Radosna przedszkolaczka, pełna energii drugoklasistka i lubiący spać do obiadu jedenastolatek. Każdy ma swój pomysł na udany dzień. 
Ktoś chce na basen, ktoś leżeć z książką, mała chce urządzać pikniki w namiocie z koca. 
A ja poza tym, że gotuję i robię to wszystko, co określa się jako "siedzenie w domu";) też mam swoje potrzeby: napisać coś do Was, poczytać książkę... wieczorem spotkać z mężem i porozmawiać (ciekawe, że dokładnie wtedy wszystkie dzieci chcą czegoś innego!)...

Codzienne układanie puzzli potrzeb całej rodziny. 

Dzieci zawsze chcą od nas dużo uwagi i czasu. Więcej niż możliwe jest jej dać? Tajemnicą jest dla mnie czemu, kiedy planuję czas dla nich, nagle okazuje się, że właśnie bawią się ze sobą, albo koleżankami i ...mogę poczekać na swoją kolej;) Myślę, że jakimś szóstym zmysłem wyczuwają obfitość cierpliwości i dobrą atmosferę. Rozluźnione, mogą bawić się bez nas. Jeśli tylko pojawia się we mnie napięcie i pośpiech, jakieś "muszę", "spieszę się"... Klops! Natychmiast przybiegają i dokładają swoje "mamo, teraz ja, ja, ja!".
Długo uczyłam się jak zadbać w tym wszystkim o siebie. Teraz już nie sprawia mi to większego kłopotu. Wiem, co lubię. Lubię gadać przez telefon z przyjaciółką. Lubię wychodzić na różne warsztaty i szkolenia. Lubię włóczyć się po muzeach i księgarniach. Lubię las. 
Potem wracam z naładowaną baterią

Jeśli zaś chodzi o bardzo różne potrzeby wszystkich domowników, najlepszym sposobem jaki znam, jest podróżowanie. W dodatku podróżowanie parami
I urządzamy sobie takie mini wakacje w różnych konfiguracjach. Dwa, trzy dni. Niekoniecznie daleko. Samo planowanie tych wyjazdów to już święto.

A w samej podróży... Tworzymy razem coś wyjątkowego i tylko naszego. Powstaje nowa jakość w relacji. Podróż świetnie się do tego nadaje. Zakłada odrobinę przygody, trudności, coś nowego i dla małych, i dla dużych. Możemy się czymś wykazać, pokazać dzieciom jak sobie radzić w różnych sytuacjach. 
Taki czas jeden na jeden sprzyja rozmowom i sprzyja milczeniu
Sprzyja budowaniu więzi
Pozwala spojrzeć na drugą osobę inaczej, ale pozwala też nam dać się poznać od nowej strony. 

No i koniecznie wśród wyjazdów z dziećmi, znajdźmy tez czas na wyjazd z partnerem. 


PS. Poziom master:  bez komórki;)









wtorek, 7 lutego 2017

W równowadze. Gotowanie zupy ze śniegu i szukanie siebie.

Wiesz, że nazwa tego bloga jest przypadkowa? Tak, ja też nie wierzę w przypadki!:)))
Kiedyś to był blog kulinarny. O zdrowym odżywianiu. A ponieważ zdrowe odżywianie doprowadziło mnie do jednego z najważniejszych zdań w moim życiu, przeszedł metamorfozę i oto jest. Taki, jaki jest. 
Chcesz wiedzieć jakie to było zdanie? Bardzo juulowskie, choć Juula jeszcze wtedy nie znałam. Oto ono: "O wiele ważniejsza od tego co jest na talerzu, jest atmosfera przy stole."


I - nie wiem, czy uwierzysz, o wiele łatwiej jest mi smacznie i zdrowo gotować, niż sprawić, by pięć spokrewnionych osób  usiadło chętnie o tej samej porze do ciepłego posiłku i zjadło go mile gawędząc.  Przynajmniej w naszym domu;) Ten chce coś dokończyć, tamten nie lubi buraczków, a ktoś jest nie w sosie...

Zależy mi na tym, żebyśmy wszyscy w domu dobrze się odżywiali. W końcu jestem matką - polską matką! - i jeśli Ty też nią jesteś, wiesz o czym mówię. To najprostszy, wyssany z mlekiem matki sposób na okazanie miłości. Na dbanie o dom i rodzinę. Na odnalezienie sensu w życiu...


Posiłki często spędzają rodzicom sen z powiek. Czy dziecko je za mało, czy za dużo, czy je to, co zdrowe, a może tylko jedną potrawę tygodniami? Jesper Juul napisał na ten temat książkę: "Uśmiechnij się, siadamy do stołu", ale nie będę dziś pisała, co zrobić, żeby dzieci chciały siadać do stołu. Ani o tym co powinny mieć na talerzach. 

Najważniejsza lekcja od Jespera Juula jaką odebrałam, brzmi: a jak ja się mam? Co ja czuję? Co o tym myślę? Kim jestem?

Czy chcę gotować?  Czy to co wkładam poza marchewką do garnka to miłość? Czułość? Zniecierpliwienie? Złość? 
Czy moją "zupę miłości" wmuszam?  Czy proponuję?
Znam fajne matki, które nie wiedzą do czego są te pokrętła na kuchence;)  

Co jest dla mnie ważne? 
Może dziś jest taki dzień, że zamówię pizzę?
A może będzie obiad z dwóch dań i deser?
Nie znam recepty. Mam tylko drogowskaz. 
Kim jestem? I czy zmuszam, czy zapraszam?
Nasza rodzina to suma wielu zmiennych i to my decydujemy, czy wolno jeść słodycze, czy nie, czy posiłki są o stałych porach, czy kiedy złapie nas głód. Możemy eksperymentować i szukać najlepszego dla nas rozwiązania. 
To samo dotyczy zabawy. 
Zdarzało mi się w przeszłości zmuszać siebie do zabawy. Już tego nie robię.  Zbyt wiele potem było we mnie nagromadzonej irytacji. No i czego to uczy? Że dla szczęścia innych mogę naginać siebie? Czy chcę, żeby moje dziecko tak postępowało? 
Dziś bardzo dbam, żeby lubić zabawy w których uczestniczę
A jeśli waham się czy chcę wziąć w nich udział - zaglądam w siebie. W swoje uczucia i wartości. Wartością jest dla mnie czas spędzony z dziećmi, wartością jest czas, kiedy nie pędzę, kiedy pochylam się nad kamyczkiem, trawką, robaczkiem...  Biorę go jak prezent od moich dzieci, bo samej czasem trudno mi wyhamować. 
Co czuję? Czasem, że tak - chętnie się pobawię, ale najpierw potrzebuję herbaty. A czasem, że nie. Nie ma we mnie miejsca na zabawę. 




PS. Zauważyłam, że bardzo lubię sięgać do zabaw z mojego dzieciństwa. Gotowanie zup ze wszystkiego to mój absolutny hit! :) Też tak macie?


środa, 18 stycznia 2017

Poród. Siła opowieści, siła słów w budowaniu historii życia. To ma znaczenie.





































Wczoraj po kąpieli zawinęłam Danusię w ręcznik. Bardzo lubi bawić się w dzidziusia i poprosiła, żebym wzięła ją na ręce i zaniosła pokazać innym jaka jest malutka. 
"Mamy małego dzidziusia!" zawołałam. "A czemu jest taki mokry?" zapytał Marcin. Na to Danusia wypaliła: "No bo ja się urodziłam do wanny!" 
Narodziny do wanny, do wody, to część jej osobistej historii
Wie o tym, często dopytuje o coraz to nowe szczegóły: czy od razu ssała pierś? Czy miała otwarte oczy? Czy krzyczała?  Czemu tak śmiesznie skrzeczała?
Spotkanie Danusi tego Pierwszego Dnia, po kilku godzinach, ze starszym rodzeństwem na szczęście mamy nagrane na filmikach. To najlepszy antydepresant na świecie: ilość miłości, wzruszenia między nami wszystkimi wyciska ze mnie łzy przy każdym oglądaniu. 
Nowy człowiek w rodzinie!

Mamy różne  historie. Budujące, radosne, traumatyczne, smutne... Jakie by nie były, możemy je opowiedzieć sobie i dzieciom na nowo, po swojemu. 
Żeby to zrobić, warto tam wrócić - samemu, z albumem zdjęć, z partnerem, przyjaciółką, a może terapeutą?
Poród to jedna z najważniejszych chwil w życiu, i jeśli coś tam "utknie", będzie się odbijało czkawką i nam, i naszym dzieciom. 
 
Poświęćmy czas tej chwili. Czy coś tam zostało? Co Cię boli, zawstydza? Może masz jakiś żal głęboko w sercu?... Wiecie jakie żale często się powtarzają?  Że wchodzili obcy ludzie, że była atmosfera pośpiechu, presji, że nie udało się naturalnie i może to moja wina?... Że nikt nie pomógł karmić, albo, że partner odbierał smsy...
 
Nazwijmy to, opłaczmy, zauważmy. 
 
Zbierzmy to co było dobre, co możemy zapisać w pamięci jako "udało się". Czasem mamy tylko to słynne amerykańskie: "zamiast pokrzywdzona - ocalona!" 
A jednak poszukajmy: pamiętacie porę dnia? Może była burza? Albo wielki upał? Co miałaś na sobie? Kto był blisko?  Czy mieliście już imię dla maleństwa? Jak bardzo czekaliście na nie?
Płakaliście ze szczęścia? Ktoś robił zdjęcia?
Ktoś powiedział Wam coś pięknego po porodzie? 
 
Utkajcie dla każdego dziecka jego własną, piękną historię oczekiwania, trudu, cierpliwości, wysiłku, wzruszenia, cudu działania hormonów i natury, a może medycyny? 

Bliski jest mi projekt fotograficzny Dominiki Dzikowskiej, która fotografowała kobiety rodzące, ale też ich koszule porodowe
Pamiętam przejmujący wywiad z Dominiką w Wysokich Obcasach, w którym dziwiła się, że choć potrafimy wydawać grube tysiące na ślub i wesele, tak rzadko doceniamy wagę porodu, skąpiąc sobie na niego. 
Marzę o dniu, kiedy to się zmieni. 
Jestem głęboko wdzięczna Fundacji Rodzić po Ludzku za istnienie i ich prace. Tak samo wszystkim mądrym położnym i doulom.
Polecam Wam też stronę Vivat Poród, gdzie wspierane są kobiety rodzące, właśnie przez opowieści, przez dobre historie. 
(Właśnie się dowiedziałam, że bliska mi osoba będzie  miała dzidziusia! Co za energia dziś w powietrzu!!!)
 
Chcemy wiedzieć. Chcemy słyszeć o tym jak czekano na nas z otwartymi ramionami, jak nasi bliscy się przygotowywali na nasze przyjście na świat i jak ono wyglądało. Co się działo. Tych emocji i słów nigdy nie zapomnimy
 


Zauważyliście, że lekarze, robiąc wywiad o dziecku, zaczynają od ciąży i porodu? To na prawdę ma znaczenie dla emocji i zdrowia w całym naszym życiu. 
 
Brakuje książek, filmów, publikacji, które pokazują poród z szacunkiem i czułością. Które nie zakłamują rzeczywistości, nie fałszują, nie straszą. Które przygotowują. 
Nawet w pięknych książkach dla dzieci często sam poród opisany i pokazany jest medycznie, nieciekawie, źle. 

A jak można pokazać dobrze? Może tak? Zapraszam Was  na jeden z pięknych filmów dostępnych w necie:) Moje dzieci oglądały z zapartym tchem, a ja pokazałam im go z radością i zaufaniem, że dzieje się dobrze.

Odczarujmy go!  Odczarujmy poród! Opowiedzmy go naszym dzieciom, a szczególnie naszym córkom jako coś, co jest w ich Mocy, co jest ważną inicjacją, wspaniałą częścią bycia kobietą, człowiekiem. Dajemy życie. Jesteśmy częścią czegoś Większego. Jesteśmy Naturą. Jest w nas też to co Dzikie. I to ważna część nas. 

Jeśli zdarza nam się cesarskie cięcie, albo je wybieramy, zadbajmy o intymność i świętość tej chwili. Wierzę, że to możliwe, mimo koniecznej ingerencji medycyny. Dziękujmy za bezpieczne przyjście na świat naszego dziecka. 
Jeśli nasze dziecko jest adoptowane - przecież też na nie czekaliśmy - i to oczekiwanie było bardzo podobne. I też było Pierwsze Spotkanie. Pierwszy dotyk. Pierwsze spojrzenie.

Pamiętam każdy z moich porodów - wybieranie koszuli, szpitala, robienie badań, radości i niepokoje, pamiętam jak liczyłam skurcze i jak zdziwiona byłam, że świat dalej "idzie", choć tu zdarzył się taki cód: urodziłam dziecko. 
Pamiętam tę myśl: każde dziecko, jest świadectwem, że jakaś kobieta to przeszła! Patrzę na matki już zawsze inaczej.
Pamiętam poczucie siły jak rodziła się we mnie po porodach. Moja wiara w siebie rosła. Rosła wiara we własne możliwości. 

Pamiętam wiele tylko naszych historii i historyjek, innych przy każdym z trójki dzieci. O mleku niechcący tryskającym z mojej piersi na gości w salonie, o pierwszych maskotkach i uśmiechach. 
I opowiadam im. Uwielbiają oglądać zdjęcia z tamtych chwil. Zapamiętują.  
Budują swoje historie.  




PS. Ilustracja otwierająca ten tekst pochodzi z autorskiej książki Marianny Oklejak pt. "Cuda wianki"



Dojrzewanie, miesiączka, ciało, które się zmienie, emocje. Książki, które pomogą nam porozmawiać ze starszymi dziećmi o seksualności.

- Mamo, masz krew, czy możemy iść na basen? pyta moja 3-latka. Temat od dawna oswojony, znany. Kilka razy zdarzyło się, że moje podpaski służyły za pieluchy dla misiów, albo ...naklejki. W pierwszym odruchu czasem miałam chęć bronić tych "dóbr", ale potem pomyślałam: "Hej, czy nie o to właśnie chodzi? Żeby to było normalne?" 
Dziś o książkach, które warto czytać z dziećmi, bądź im podarować przed okresem dojrzewania.
Tak, żeby wiedziały co się może dziać, i że o wszystkim możemy rozmawiać. 
Bo to, co obgadane, znane i "dobrze przewietrzone" mniej niepokoi. Tam, gdzie milczymy za długo, zbiera się niepotrzebne napięcie i w końcu nie ma dobrego wyjścia, jest nieporadność i zakłopotanie. Zadbajmy o nasz komfort i o komfort dzieci!

1. "Mała książka o życiu"
 Czarna Owieczka wydaje odważne i oryginalne pozycje. Moje dzieci bardzo lubią książki z tej serii - dziwnie ilustrowane pozycje o rodzinach, owłosieniu, jedzeniu, przemocy itd. 
Postępowe i zabawne - można lubić bądź nie, ale z pewnością te książki są pomocne do tego by rozmawiać na wszelkie tematy. 

2. "Wielka księga cipek" i "Wielka księga siusiaków"

Zabawnie i otwarcie - wszystko o cipkach i siusiakach. Wydała te cuda "Czarna Owca" i trzeba się trochę naszukać - znika z półek! Udało mi się - i tu zdradzam adres jednej z moich ulubionych warszawskich księgarni - kupić je w Bullerbyn.
Zdecydowanie słuszny jest napis z okładki: bez tabu! Autor Dan Höjer napisał te książki ze złości, że tak trudno dowiedzieć się czegoś o tak naturalnych i dotyczących każdego sprawach. Jemu było trudno zdobyć wiedzę i postanowił pomóc innym. Śmiało o masturbacji, wzwodach i różnych światowych zwyczajach. Sporo ciekawostek, anegdot i wiedzy. Myślę, że to książki z gatunku tych odczarowujących - coś co zdawało się trudne i kłopotliwe, staje się zwykłe i codzienne. Wielki ukłon dla autora!
PS. W "Wielkiej księdze siusiaków" jest sporo o ich obcinaniu itd, dlatego zdecydowanie polecam dopiero dla chłopców około 11-letnich, kiedy ich to już nie przestrasza, a fascynuje.



3. "Zwykła książka o tym skąd się biorą dzieci"
 Alicja Długołęcka! Co my byśmy bez niej zrobili:))) Czarna Owieczka wydała tę książkę i próżno szukać na polskim rynku podobnej. Nie ma. Po prostu brak. Pusto. Dziura!
Tym bardziej trzeba się nią cieszyć. Tak jak poprzednie dwie, sprawdza się, kiedy tylko dzieci zaczynają czytać. Pozostawione sam na sam z tą lekturą, nie oderwą się póki nie przeczytają kilka razy:) 
Zdecydowanie podręcznikowa, wiedza, wiedza, wiedza a do tego rozmowy z dziećmi. Polecam!
PS. Drobne wady... ilustracja porodu - medyczna, plus informacja, że poród sprawia ból. A przecież nie zawsze! Chciałabym żeby więcej było odczarowywania porodu... Żeby pokazać poród domowy, wodny, orgazmiczny. Pisać o zaufaniu do swojego ciała i mądrości natury. Ten fragment do poprawki. Ale poza tym: bezcenna.


4. "Obie"
 Wracamy do krainy poezji. Wydawnictwo Wolno. Autorki ilustracji nie trzeba przedstawiać: Iwona Chmielewska. Z jej spotkania z poetką, pisarką Justyną Bargielską musiało urodzić się niezwykłe dziecko. 
Podarunek, list od matki dla córki. O stawaniu się kobietą, o byciu ciałem z ciała... O darze życia i kobiecości. Poetycko, niezwykle. 

5. "Królestwo dziewczynki"
W pełni autorska książka Iwony Chmielewskiej, z czułością, dbałością o detal wydana przez Wydawnictwo Entliczek. Mamy tu różne faktury, koronkę, zanikanie tekstu... Jest metafora, działanie na wielu poziomach, dotykanie głębokiej symboliki, a jednocześnie prostota tej historii o dojrzewaniu i o pierwszej miesiączce. Najpiękniejsza! Dla każdej dziewczynki, dziewczyny, kobiety. 

 6. "Kiedy dziewczynka staje się kobietą" 
A skoro jesteśmy przy wchodzeniu w dorosłość i pierwszej miesiączce, nie może zabraknąć niedawno wydanej przez Wydawnictwo Yemaya książki Lucy H.Pearce "W rytmie księżyca". Bardzo kobieca książka. Napisana dla własnych córek i innych kobiet z szacunkiem i miłością. Zaprasza do Czerwonego Namiotu, gdzie wstęp mają tylko kobiety, uczy poznawać swój cykl i cykl życia. Opowiada o ciele i jego świętości. Wspaniała odtrutka dla przekazu jaki płynie z naszej cywilizacji, z mediów. 
Tu uczymy się wsłuchiwać w swoje ciała. Szanować je i uznawać za święte. Dobre.
Książka dla córek i dla matek. Dla każdej Kobiety. Ma Moc.

piątek, 13 stycznia 2017

Ciało. Seks. Miłość. Emocje. Książki, które pomogą nam porozmawiać z małymi dziećmi o seksualności.

Obiecałam dalszy ciąg tematu - i oto on: wybór moich ulubionych książek, które dotyczą seksualności, i które są doskonałym początkiem do wielu ważnych rozmów.  
Większość z nich to nie podręczniki z wiedzą, ale opowieści o ciele, emocjach, pełne zmysłowości, radości życia. Pokazują sprawy związane z tym czego dziecko na co dzień doświadcza, z czym się zmaga, co je ciekawi.
Piszę tu o książkach dla maluszków, dla przedszkolaków i dla dzieci, które zaraz zaczną dojrzewać. Na nastolatki przyjdzie pora innym razem. Zapraszam!

1.  "Zuza chce mieć dzidziusia"
 Polecam całą serię o Zuzie, wydaną przez Wydawnictwo Entliczek. Szczególnie lubię pierwszą część serii :"Czy Zuza ma siurka". Świetna pierwsza lekcja feminizmu: to nie posiadanie siurka czy cipki decyduje czy jesteśmy odważni, pomysłowi, silni i czy lubimy mamuty;)
Zabawne i dotykające ważnych dla dzieci spraw książeczki dla przedszkolaków o wielkiej przyjaźni Maksa i Zuzy. 



2. "Nocnik nad nocnikami"
Wydawnictwo Nisza wydało książkę Alony Frankel "Nocnik nad nocnikami" w dwóch wersjach: dla chłopców i dla dziewczynek. 
Książka opowiada o sprawach nocnikowych, ale też o ciele w sposób uważny, ciepły, zabawny. Bardzo lubię szczególnie opis różnych części ciała. Prostota wygrywa:)
3. "Binta tańczy"
Gdybym wybierała się na bezludną wyspę z malutkim dzieckiem, to pewnie wzięłabym tę książkę - albo całą serię o Bincie, Babo, Lalo, Ajszy, tacie, mamie ich domu i psie, kurze, no i oczywiście bębnach. 
Boska, genialna, przepięknie zilustrowana przez Benjamina Chauda, a napisaną przez Evę Susso książka, która działa na wszystkie zmysły. Jest tu muzyka, jest deszcz, pory dnia i nocy, zapach ciasta. Jest puszczanie bąków, paćkanie jedzenia rękami:) Jest ten szczególny klimat kochającej się rodziny, do którego chce się wracać nawet przy setnym czytaniu. No i te tańce!

 4. "Piersi"
 Okładka mówi wszystko, hahahaha! Odważnie, jasno, pięknie o karmieniu dziecka piersią (plus dodatek dla dzieci karmionych butelką). Znów jest to jedna z serii książek - widziałam jeszcze o strupku i pępku. Napisana i zilustrowana przez Gen-ichiro Yagyu, wydana w Polsce przez Tako. Przy okazji poruszone są rożne ważne kwestie: wszystkie kobiety mają piersi, a nie wszystkie mają dzieci! Czasem piersi są małe, a czasem duże! No i zdarza się, że chłopaki mają biust. Książka dla przedszkolaków, ale starszaki też chętnie słuchają.


5. "Książka pełna miłości"
 Jeszcze raz Nisza i Alona Frankel, tym razem w większej i dłuższej książce, która jest historią o tym jak Michałek przyszedł na świat, historią miłości jego rodziców, ale też dostarcza konkretnej wiedzy o tym skąd w ogóle biorą się dzieci. Dla przedszkolaków. Bardzo piękna, wzruszająca i momentami zabawna. 
Jedyny zgrzyt  miałam przy akcji porodowej - nie zgadzam się, żeby kobiety musiały rodzić na leżąco! Ani w szpitalach, ani w książkach! Poradziłam sobie tak, że omijam to leżenie i opowiadam po swojemu:)
Poza tym - rewelacja:)


6. "Lalka Williama"
 Wydawnictwo Czarna Owieczka, autorka Charlotte Zolotow. Książka przeznaczona dla przedszkolaków, mówi o ważnej potrzebie wielu chłopców, żeby ćwiczyć się w roli taty: tytułowy William chce bawić się lalką, ale jego tatę to niepokoi. Z pomocą przychodzi babcia, która uznaję te ważną potrzebę wnuka i przemawia do rozumu jego tacie. Czekam na analogiczną książkę, która "pozwala" dziewczynkom biegać, wrzeszczeć i włazić na drzewa:)
Jeśli znacie kogoś kto ma podobny problem jak tata Williama, to zachęcam - po tej lekturze znikają wszelkie wątpliwości po co chłopcu lalka. Nawet anty-genderowe babcie i dziadkowie zachwycają się tą historią. Wypróbowałam:)!


 7. "W naszym domu jest"

WYtwórnia wydała zabawną książkę o rodzinie, która łączy poznawanie ciała i matematykę. Liczymy wszystko: kości, włosy i cycuszki. Piegi, głowy i długość jelit:) Oryginalne ilustracje. Zabawa dla przedszkolaków i starszych dzieci tez. Wesoła, lekka, można ją traktować również jako książkę o podobieństwach i różnicach, o kolorach skóry, upodobaniach, życiu rodzinnym. Świetny początek do różnych rozmów.

Polecam.

 8. "Miłość"

Dość świeża propozycja Wydawnictwa Entliczek. Równie ważny jest w niej tekst Astrid Desbordes, jak ilustracje Pauline Martin. 
Wszystko zaczyna się od tego, że mały chłopiec pyta swojej mamy, czy będzie go kochała przez całe życie. Jest tu oczekiwanie i kontakt z dzieckiem, które jeszcze jest w brzuchu mamy, jest dużo emocji, a nawet randka taty i mamy. Krótka, ale ładna książka o tytułowej miłości.

9. "Z Tango jest nas troje"

 Wydawnictwo AdPublik, autorzy Justin Richardson i Peter Parnell. Książka ta powiada o czymś, co zdarzyło się na prawdę w nowojorskim Zoo. Dwa pingwiny maskowe Roy i Silo opiekowały się razem jajkiem i wychowały pisklaka, który się z tego jaja wykluł - małą Tango. Te dwa pingwiny nie były jednak chłopakiem i dziewczyną, ale dwoma chłopakami, które bardzo się kochały. Prosta, piękna opowieść o potrzebie posiadania rodziny. 
Często ją  czytamy i moje dzieciaki bardzo ją lubią. Ja też:)