środa, 3 czerwca 2020

Czy pani warsztaty są w duchu wychowania katolickiego?

Przed każdymi warsztatami dostaję zapytania: "Czy pani warsztaty są w duchu wychowania katolickiego?"

Z jednej strony nie chcę i nie zgadzam się, żebym musiała się w tej sprawie opowiadać. 
A z drugiej strony, rozumiem, czemu uczestnicy POTRZEBUJĄ to wiedzieć i mają do tego prawo.

Gdyby świat był czarno biały, powiedziałabym : NIE!
To najprostsza odpowiedź. 

Czy moje warsztaty są w duchu buddyjskim? Czy mają coś wspólnego z judaizmem, szamanizmem, islamem?
Nigdy nie dostałam takiego pytania.

 

I tak, i nie w sumie.
Tak, bo czerpię ze wszystkiego, co wokół mnie. 
Nie, bo staram się kwestionować wszystko, co wokół mnie. 


Na każdym moim warsztacie są osoby niewierzące, wątpiące, wierzące gorliwie, osoby, które w jakiś sposób ustosunkowują się do Kościoła Katolickiego. 
Bo żyjemy w Polsce. 
I ja to szanuję. 
Nie ma dla mnie znaczenia z jakimi poglądami, jaką wiarą do mnie przychodzisz. 
Nie chcę Cię do niczego przekonywać. 
Nie chcę zmieniać. 
Mówię o tym jak ja postrzegam seksualność, jak ją rozumiem. 
I zapraszam, żebyś myślał/a czuł/a i wybierał/a. 
Masz wolną wolę. 

Każdy mój warsztat traktuję jak szwedzki stół. Zapraszam, powąchaj, skosztuj, wybierz co jest dobre dla Ciebie. 

I do takiej relacji zapraszam. W wolności. 

Ale tak. Mam swoje poglądy. Pytanie jak to wpływa na Ciebie?

Tak, mam wiedzę, którą czerpię z różnych źródeł. 
Tak, większość tej wiedzy nie spodoba się Kościołowi Katolickiemu (a przynajmniej jego części). 
A przecież wierzę, że ciało jest świątynią ducha. 
Wierzę, że kontakty intymne z innym człowiekiem to Duża Decyzja. (A jeśli masz inaczej, masz prawo mieć inaczej)
Wierzę, że warto czasem pościć, żeby zrozumieć więcej. (Ale dopiero wtedy, kiedy rozumiem sens postu i on mi służy, a nie jest nakazany z góry)
Tak, mam wiele wątpliwości, co do przyjmowania hormonów. (Ale sama sobie zaleciłam antykoncepcję hormonalną, kiedy byłam młodą dziewczyną i nie żałuję, bo to było adekwatne do mojej sytuacji i potrzeb)
Nie, nie uważam, że aborcja jest ok. (Ale wesprę Cię niezależnie od decyzji, bo jest Twoja)
Domagam się głośno praw - równych praw! nie ochłapów - dla osób nieheteronormatywnych (łącznie z adopcją dzieci)
Tak, chcę głośnego mówienia o przyjemności. O równouprawnieniu. O przemocy. O płci. 

W sprawach seksualności Kościół chciał dobrze. 
Jestem przekonana o dobrych intencjach. 
Żeby było zdrowo, bezpiecznie i w drodze do nieba. 
Żeby chronić, bronić, żeby się rozwijać. 
No, ale wyszło... Jak zawsze, kiedy zapomina się o wolności. 


W rodzicielstwie, wychowaniu są różne drogi. Kiedyś było wielu ekspertów, jest ich wielu i dziś.
Ufam tym, którzy mówią: nie słuchaj mnie. Nie traktuj mnie jak wyroczni. Przymierz to dla siebie. 
Ufam tym, którzy traktują mnie jak równoprawnego, myślącego i czującego partnera do rozmowy. 
Tak, przychodzę po wiedzę. 
Przychodzę z jakąś trudnością. 
Ale nie potrzebuję rady, a wsparcia, żeby moja świadomość się poszerzyła, moja perspektywa zmieniła, żebym rozwiązanie samo się znalazło. 
Każde rozwiązanie wklejone sztucznie do naszej rodziny, może narobić jeszcze więcej problemów!
Bo to nie o metody i rozwiązania chodzi. 
A przede wszystkim relację i rozwój. 

Dlaczego kocham Jespera Juula? 
Bo jest na równi ze mną. Zaprasza mnie do dialogu. 
Nie mówi "Jestem specjalistą i rób jak każę, bo pożałujesz".
Mówi: "Zobaczyłem to, to i to. Popatrz".
A ja go rozumiem!
Nie musi używać specjalistycznych dziwnych słów i przekazywać tajemnej wiedzy wąskiej grupie wtajemniczonych. Daje tę wiedzę  rodzicom, i ufa, że sobie poradzą. 

Czytałam ostatnio wywiad z pedagogiem i duszpasterzem z Peru Alejandro Cussiánovichem i on mówi o Kościele tak:
"Jak to możliwe, że instytucja o dwutysiącletnim stażu wciąż się trzyma? Odpowiedź jest prosta: straszy. Duszpasterze od wieków pracują na poczuciu winy: sprawiają, że czujesz się winny, przeklęty, skazany. Mówią: jeśli to zrobisz albo tego nie zrobisz, to wpadniesz w ręce diabła, a jeśli to uczynisz, to czeka cię niebo. Ta dialektyka nagrody i kary jest wszechobecna. Spotkałem nawet ludzi, którzy trwającą teraz pandemię postrzegają jako przewidzianą w Starym Testamencie karę.
W tym paradygmacie, który przeniknął również do szkolnictwa, działasz w obawie przed Bogiem. Strach przed karą – proszę mi powiedzieć, co to w ogóle jest za motywacja? Sprawdza się, gdy chodzi o sprawowanie kontroli. Ale jest toksyczna – zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Niszczy relację między nimi."

Kościół straszy i wpuszcza nas od setek lat w poczucie winy. Toksyczne i niszczące.
To traktowanie wiernych jak lekko przygłupich i bezwolnych. 
Nie mam na to zgody. 

Toksyczny wstyd, poczucie winy, lęk przed karą, odmawianie rzetelnej edukacji, skostniały patriarchat  - są szkodliwe, niszczące i zatruwają nam życie. Zatruwają już długo, i potrzebujemy się z tego leczyć. 
W sprawach seksualności, mimo dobrych intencji, Kościół Katolicki zrobił wiele złego, bo metody, którymi chce prowadzić swoje owieczki, są dla tych owieczek niestrawne. Nie karmią. 
Nie uwzględniają mądrości i równej godności owieczek. 

Cieszę się, że dziś ta dyskusja odbywa się już też w samym Kościele - i Kobiety, Ludzie którzy ją podejmują, nie są już paleni na stosie. 
Ufam, że Kościół się zmieni. 
Bo znam też w Kościele masę pięknych ludzi. Znam tę część Kościoła w której pozwala się myśleć, czuć i rozwijać. 
Znam ludzi, którzy w swojej wierze wzrastają i nie mają pomysłu, żeby coś narzucać innym. 
A to czym się dzielą, ich doświadczenie, rozświetla innych. 
W Kościele są ludzie stosujący antykoncepcję, rozwodzący się, homoseksualiści. 
W kościele są ludzie. 
Dla mnie zawsze człowiek jest przed dogmatami.
A relacja z Bogiem/Boginią pełna szacunku i miłości. 
W to wierzę. 

Jeśli przyjdziesz na mój warsztat Twoje uczucia religijne są dla mnie ważne. 
Niezależnie od tego jaka to religia. 

Ja staję przed Tobą po prostu. Gotowa do dialogu.

Najbardziej lubię otwartą dyskusję. 

Najmniej donosy na mnie. 













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz