czwartek, 11 czerwca 2020

Wielka góra i wielka dolina

Kiedy moje dzieci były małe i pytały mnie o wiarę, o Boga, zawsze rysowałam wielką górę, na którą prowadziło wiele dróg. Jedni wspinali się na nią szybką i stromą drogą, niektórzy szli, zawracali, znów podejmowali drogę. Niektórzy robili piknik u podnóża, ktoś próbował wlecieć... 
Nie ma drogi właściwej. Można nawet w ogóle nie wchodzić na górę, hahah. 
Ale to, co dla mnie jasne, to że szczyt jest jeden. Gdzieś za chmurami. 
Dziś, kiedy minęło kilka lat, myślę że w moim obrazku brakowało dolin. 
Bo one są bardzo ważnym elementem tej drogi.

 

Wędruję. 
Czasem schodzę w dolinę, czasem wpadam w przepaść. 
A tam... Wpadam w błoto, nurkuję w błocie. Chcę się uratować. Szarpię się, wołam pomocy. 

Nie wiem, że nic mi nie grozi. Nic poza tym, że utknę, jeśli nie otworzę oczu. Serca. 
Kiedy kieszenie mam już pełne pierwszej jakości błocka, kiedy jestem brudna, zmęczona, zaczyna się droga w górę. Zawsze się w końcu zaczyna. 
Bo ta podróż jest istotą mojego życia. 
Raz w dół, raz w górę. 
Kiedy wespnę się wyżej i  wyniosę błoto na światło, mogę zobaczyć, co mam tak na prawdę ze sobą. 
Kamyki, grudki ziemi, jakieś paprochy ... 
Chcę się umyć, otrząsnąć, pozbyć wspomnienia doliny...
A przecież w tym błocie są skarby....
Część z nich wystawiona na światło może zabłysnąć. 
Lepiej się ich za szybko nie pozbywać. Nie zapominać. 

Im jaśniej je oświetlę, tym większa szansa, że ujrzę je w ich prawdziwej istocie. I się zdziwię. 

Czas doliny, jest czasem nurkowania po skarby. 
Mam ich pełną sieć. Wplątały się nawet we włosy. 
Ale nie mogę ich docenić, póki jesteśmy tam, w dole, w ciemności. 
Im wyżej je ze sobą zabiorę tym jaśniej zabłysną. 

I znów nurkowanie. 
I znów droga w górę. 

Nurkowanie.
Wspinaczka. 

Na szczycie jest cudownie. 
Lekko, powietrze rześkie i słoneczne. 

W dolinie ciemno. Dopada mnie strach, że nie wyjdę. 

Ostatnio myślę, że nie ma różnicy między szczytem a doliną. Są tak samo dobre. 
Jedno nie istnieje bez drugiego. 
Niezależnie gdzie jestem, ufam, że pojawi się i to drugie. 

Już się nie szarpię. 
Rozglądam się z ciekawością i uśmiecham do tych, co na sąsiednich ścieżkach. 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz