poniedziałek, 14 maja 2018

Możemy się spotkać - szczegółowa oferta W równowadze.

Często dostaję pytania "a czym ty się zajmujesz" i pomyślałam, że napiszę to w jednym miejscu. Dostępne są takie tematy i formy zajęć i jeśli Was zainteresują to zapraszam do kontaktu - także osoby spoza Warszawy :) 
Możecie mnie zaprosić do siebie, współorganizować je ze mną lub podrzucić mi pomysł, gdzie warto by je zaproponować. O bieżących wydarzeniach info na Facebooku W równowadze.

1. seminaria inspirujące 
To dwu lub dwu i półgodzinne spotkania dla rodziców i wychowawców, na których to ja więcej mówię, ale jest też szansa dla uczestników na wnoszenie własnych pytań, wątpliwości, odmiennej perspektywy.
Tematy seminariów to na ten moment: 
 

- Jestem OK taki, jaki jestem – jak dzieci rozwijają poczucie własnej wartości? 

- Sztuka mówienia „nie” z czystym sumieniem.

- Rodzice jak latarnia morska. O przewodnictwie w rodzinie.

- Agresja - niebezpieczne tabu.

- Dziecko w szkole. 
- Nastolatek w rodzinie - kiedy kończy się wychowanie?
- Seminarium praktyczne - tylko dla osób, które były już na kilku seminariach inspirujących ( u mnie lub innych trenerów) i chcą omówić swoje osobiste przypadki w tym duchu

Szczegółowe informacje na stronie Family Lab.



2. grupy wsparcia dla rodziców (również dla rodziców dzieci z dysfunkcjami, orzeczeniami, dysfunkcjami rozwojowymi)

Cykl 10 spotkań, raz w tygodniu, każde trwające 3 godziny, maksymalna ilość uczestników: 12 osób

3. warsztaty psychoedukacyjne

Tematy warsztatów są bardzo różne i ciągle dochodzą nowe. Dostępne w tej chwili: 

- Mamo, a ty masz siusiaka?
Warsztat o tym, jak wspierać dzieci w rozwoju ich seksualności.
czas trwania 2,5 godziny, grupa do 12 osób


-  Moje dziecko mnie złości. 

(warsztat na licencji Fundacji Sto Pociech, współprowadzony z Anetą Kolanecką, czas trwania - około 10 godzin rozbite na popołudnie plus cały dzień)

4. konsultacje indywidualne - rozmowa pomagająca złapać oddech, zobaczyć swoje sprawy/ problem z innej perspektywy.  Na rodzinę patrzę w duchu psychologii humanistycznej, psychologii więzi, bliskie jest mi rodzicielstwo bliskości, a przede wszystkim wartości propagowane przez Family Lab i Jespera Juula: równa godność, integralność, autentyczność i odpowiedzialność osobista.  Możliwy kontakt osobisty, telefoniczny i przez Skype'a. 

czwartek, 19 kwietnia 2018

Ręce pod kołdrę! Czyli o dotykaniu swojego ciała i tym, że to jest ok.

Ciało to ja. Ciało to mój dom. Jestem moim ciałem. 
Tu biegną moje granicę, czuję to kiedy je przekraczasz, coś się we mnie napina, coś się we mnie kurczy. 


Mam kilka miesięcy. Niezbyt delikatne ręce lekarza badają moje ciało. Badają mnie. Jest w tym niecierpliwość i pośpiech. Chcę się przed tym schować.

Mam nie więcej niż pół roku. Patrzę na deszcz mleka tryskający z piersi mojej mamy, krople błyszczą w słońcu i spadają mi na twarz. To szczęście.

Mam rok. Próbuję zdążyć z siku na nocnik. Zaciskam. Zaciskam. Rozlewające się ciepło przypomina mi, że stało się coś niedobrego. Wstydzę się. 

Mam kilka lat i bardzo boję się spać sama w ciemności. Zaciskam mocno nogi, to jest przyjemne. Skądś wiem, że tak nie wolno, że muszę o tym zapomnieć. 

Mam niewiele więcej. Stoję nad jeziorem. Wieje wiatr. Dociera znad wody, rozgrzany słońcem, oplata mnie i drzewa, które stoją dookoła. Przez długą, powolną chwilę, wiem. Jestem częścią wszystkiego. Jestem wszystkim. Jestem kroplą w oceanie i oceanem w kropli. 
Czuję dreszcz. 
Czuję rozkosz istnienia. 

Mam osiem lat. Idę do komunii. Bardzo się denerwuję spowiedzią. Powtarzam w myślach najprostsze do wypowiedzenia grzechy. Kłamałam, przeklinałam. Kłamałam, przeklinałam. Żeby tylko ksiądz nie pytał mnie o nieczyste myśli i czyny. Czuję zamieszanie, jakby ktoś chciał się siłą wedrzeć do mojego wewnętrznego świata. 

Mam czternaście lat. Chcę wejść po żółtej drabince do jeziora. Zasłaniam się ręcznikiem, bo czuję się gruba i nieatrakcyjna. 
Wiele lat później patrzę na zrobioną tamtego dnia fotografię i widzę przepiękną, zgrabną dziewczynę. 

Mam lat siedemnaście. Wyjeżdżam z przyjaciółką nad morze. Codziennie rano, kiedy wszyscy śpią, wychodzę na plażę, rozbieram się i pływam nago. Sama. 

Mam dwadzieścia kilka lat.  Za sobą dawno pierwszy seks. I drugi. Wstydzę się dotykać samej siebie. To grzech. Od dawna nie chodzę do kościoła, ale to jedno wiem na pewno. 

Pytam o to przyjaciółkę. Czerwieni się. 

Narasta we mnie bunt. Jestem zła. Chcę odzyskać moje ciało. Dla siebie.
Idę na technikę Aleksandra. Inna kobieta dotyka mnie i przekonuje: Czuj. Rozluźnij się. Puść. Wibruj. Żyj. 
Idę na kolejne i kolejne warsztaty, metody, tańce. Dotykam mojego ciała, prowadzę na masaż, na zajęcia z głębokiego oddychania. Głaszczę, poznaję, wsłuchuję się. 
Patrzę na córki przyjaciół, patrzę na swoje córki. Wolne. Nieskrępowane. Dzikie istoty, którym nikt nie mówi: Trzymaj ręce na kołdrze! Czekaj. Bądź cicho. W kąciku. Nie przeszkadzaj. Nie zajmuj sobą miejsca. Nie masz nic do powiedzenia, możemy naruszać twoje granice. Twoje potrzeby liczą się mniej niż innego człowieka.
Czekam. Czekam co z nich wyrośnie. I czuję wdzięczność, że mogę im towarzyszyć, bo ja też się od nich uczę.









































Za każdym razem, kiedy prowadzę warsztaty z rodzicami dotyczące seksualności dzieci, temat masturbacji jest najgorętszy, wywołuje dylematy i wątpliwości. 
A przecież nie brakuje nam wiedzy - są artykuły, wywiady - szeroko dostępne w sieci i jasno mówiące (nawet w kręgach katolickich) masturbacja dziecięca jest to czynność całkowicie rozwojowa.
Jednak wiedza to co innego, a co innego tabu, które ciągle obowiązuje w kulturze, w której żyjemy. Nasze przekonania, wychowanie, podświadomość, lęk i zawstydzenie.
Widać warto to wciąż powtarzać:

Masturbacja jest ok. 
(Zamierzam zrobić sobie taką koszulkę)
Masturbacja nie uzależnia. 
Nie powoduje pryszczy ani chorób. 
Masturbacja nie seksualizuje.
Masturbacja jest normalna. 
Masturbacja jest przyjemna. 
Masturbacja nie jest obowiązkowa. 
Wręcz przeciwnie - jest obszarem wolności człowieka
(W ramach tej wolności dojrzały człowiek MOŻE podjąć decyzję, że w ramach ćwiczenia samodyscypliny, albo/i w imię swoich przekonań, odmawia sobie masturbacji.)
Masturbacja jest częścią CZŁOWIECZEŃSTWA. 
Choć występuje też w świecie zwierząt. 
Ilustracja pochodzi z książki dla dzieci "Życie intymne zwierząt".

Czyli co?
:)
Ciało to wolność. Ciało to siła. Ciało to ja. Ciało to mój najlepszy przyjaciel - jeśli dobrze go poznam i dbam o nie, żyje mi się lepiej. 
Ciało daje nam odpowiedzi na pytania, ciało pomaga wybrać, jest barometrem tego jak się czujemy w jakiejś sytuacji. 
Odcięci od jego mądrości, tracimy wiele. I właśnie odcięci od niego zaczynamy traktować siebie instrumentalnie. 
Dzieci są ze swoim ciałem jednym. Nie boją się go wąchać, dotykać, smakować. Czy to cipka, czy oko, czy kolano, czy miód z ucha. Wszystko jest ważne, ciekawe, a one dążą do poznania i  zrozumienia. 
Niektóre z nich są go bardziej ciekawe, inne mniej. 
Dla niektórych masturbacja będzie codzienną praktyką przez jakiś czas, dla innych bardzo rzadką, lub się nie zdarzy. 
I to co najtrudniejsze dla rodziców - przeważnie dopiero koło 5 roku życia możemy spodziewać się od dzieci, że zaczną rozumieć intymność tej sytuacji i spełniać nasze prośby o nie masturbowanie się publicznie. 
I tak. Wasze dzieci często masturbują się w przedszkolu - poznałam i rozmawiałam o tym z wieloma paniami przedszkolankami, które - uwierzcie - na szczęście najczęściej traktują to jako coś NORMALNEGO. Tak było, jest i będzie. Zawsze. 
Seksualność dziecka jest czym innym niż seksualność dorosłego, czy nastolatka. Dopiero w okresie dojrzewania pojawia się u ludzi typowe napięcie seksualne. Zanim to nastąpi, masturbacja wynika nie z niego -  i potrzeby rozładowania go - ale z mieszanki różnych potrzeb i odczuć. Jest w tym zwykłe napięcie - czasem rozładowane płaczem, czasem obgryzaniem paznokci, a czasem onanizmem. Jest ciekawość. Jest normalna przyjemność, jaką daje dotyk. Jest wrażliwość na odczucia zmysłowe
Najlepsze co możemy zrobić dla siebie i naszego dziecka, to spokojnie i dając sobie czas, uczyć je, że masturbacja jest czymś intymnym. 
Nie ma jednej odpowiedzi, kiedy interweniować w zachowania dziecka. Każda rodzina, sytuacja, dziecko są inne.
W wychowaniu, towarzyszeniu dzieciom ważne jest aby starać się je poznać, zrozumieć i przede wszystkim widzieć. A także jego potrzeby, które kryją się w rożnych zachowaniach. 
Potrzebna jest do tego nasza uważności i refleksja. 
Na pewno warto zareagować jeśli dzieci próbują manipulować w okolicach intymnych jakimiś przedmiotami, które mogą zranić. Wkładanie do pochwy czy penisa różnych przedmiotów, szczególnie o ostrych krawędziach, jest niebezpieczne. Trzeba dać dziecku taką informację i powstrzymać je, jeśli próbuje. 
Jeśli masturbacji u dziecka jest bardzo dużo, jest uporczywa, można przyjrzeć się uważnie sytuacji - czy dziecko ma inne sposoby rozładowania napięcia? Czy dzieje się coś trudnego i dziecko potrzebuje więcej wsparcia? Pomocy? Może pojawiło się rodzeństwo, może rodzice więcej się ostatnio kłócą, może jest nowa pani w przedszkolu? 
Karanie i  napominanie tylko zwiększy napięcie i możemy wpaść w błędne koło.

A jeśli nadal niepokoi nas jej ilość i częstotliwość, skonsultujmy się z mądrym specjalistą. 
Może Dziecko potrzebuje wsparcia w jakimś obszarze, może więcej uwagi i bliskości? A może więcej ekscytujących przygód albo ruchu na świeżym powietrzu? A może warto zbadać integrację sensoryczną?
A może to my potrzebujemy wsparcia, żeby nie reagować nieadekwatnie, nerwowo? Żeby zrozumieć swoje napięcie, zawstydzenie. Warto się zastanowić, co nas stresuje w takiej sytuacji. Może wstydzimy reakcji innych osób? Może silnie wracają wspomnienia zakazów z naszego życia?
Zanim zareagujemy nieadekwatnie na to, że nasze dziecko dotyka swoich miejsc intymnych - odetchnijmy głęboko, pogadajmy z partnerem, żoną, przyjaciółką. Lub specjalistą.

Dajmy sobie czas.
A co z nastolatkami? Mam silne poczucie, że masturbacja jest aktem rewolucyjnym.
Szczególnie dla kobiet, bo o naszej seksualności od lat mówi się i pisze w męskiej narracji, która wszystko widzi przez pryzmat błony dziewiczej (wiecie, że jest mitem?) penisa i penetracji. Co za zubożenie! Dziewczyny dowiadują się jakie mają być dla mężczyzn, żeby były atrakcyjne. A co z prawdziwą atrakcyjnością? Nie tą zbudowaną z oczekiwań innych, ale tą wynikającą ze znajomości siebie, kontaktu ze swoim ciałem, własną mocą?
Sam na sam ze sobą w sypialni, dziewczyny po prostu są. Nikt nie patrzy. Nikt nie ocenia. Nikt niczego nie oczekuje. Sam na sam ze sobą mogą sprawdzać, co tak na prawdę czują, co sprawia im przyjemność. Poznać siebie i postawić siebie na pierwszym miejscu. A potem, kiedy spotkają partnera/partnerkę - na równorzędnym.

Jeśli zaś chodzi o chłopców... Szczerze mówiąc z nimi jest podobnie. 
Uczmy ich że ich ciało to ich przyjaciel, uczmy akceptacji. 
Ja i moje ciało jesteśmy ok. Pragnienia są ok. Nie muszę ich tłumić, wstydzić się ich - mogę poznawać siebie, uczyć się jak sobie  radzić, samoregulować, decydować w sprawach seksu, przyjemności i relacji.
Zakazywanie masturbacji nastolatkom wydaje mi się okrutne - nie dość, że mają jeszcze nie uprawiać seksu, odkładać to na później, to jeszcze coś jest "nie tak" z samodzielnym rozładowywaniem napięcia seksualnego. 


I tak - są osoby uzależnione od masturbacji, pornografii, bo można uzależnić się od wielu rzeczy, ale to nie "przedmiot " uzależnienia jest temu winny. To nie masturbacja powoduje kłopot, ale brak bliskości, lęk, niska samoocena, niska samoświadomość, brak relacji ze sobą, innymi, przeżywane kłopoty, nieumiejętności społeczne, itd. powodują przedmiotowe traktowanie siebie.
Pytanie brzmi: czy badam i eksploruję swoje ciało? Szukam przyjemności?
Czy męczę się ze sobą? Uciekam, używam siebie?


Jeśli chcemy nauczyć dzieci jak palić ognisko, nie możemy być przerażeni ogniem. 
Możemy dawać zaufanie i wiedzę, jak ognia używać w bezpieczny sposób. Rozpalać ognisko z dala od drzew i suchej trawy. Uczyć się  regulować moc płomieni. Umieć je gasić. 
Strasząc seksualnością, nie pozwalając na jej naturalny rozwój, narażamy nasze dzieci na kłopoty - kiedyś mogą całkiem nagle znaleźć się w niewłaściwym miejscu i czasie z zapałkami w ręku.




 

środa, 7 marca 2018

Pamiętam. Przemoc, której nie widać.

Pamiętam to uczucie. Wracam ze szkoły. Mam jakieś siedem, osiem lat. Starsi chłopcy zaczepiają mnie. Pojawia się strach, ale pod nim jeszcze coś. Wstyd. 
Wstydzę się, że oni to robią. 
Wstydzę się, że nie umiem zareagować. 
Wstydzę się, bo babcia będzie zła - mówiła mi wyraźnie, że to moja wina. Jeśli ktoś mnie zaczepia, to znaczy, że to ja COŚ robię. Ale co?
Wstydzę się, bo takie bycie w centrum zainteresowania jest nieprzyjemne
Wstydzę się, bo przecież jednocześnie jest przyjemne.
Wszystko mi się miesza, moje uczucia są jak pranie w czasie wirowania pralki. Nie rozumiem co się dzieje.
I najgorsze - wiem, że jestem z tym sama. Każda próba powiedzenia komuś jest skazana na niepowodzenie.
Nie mam na to słów, nie mam przestrzeni, mam strach.

Kilka lat wcześniej. Jeszcze nie chodzę do szkoły. Odwiedza mnie syn sąsiadki. Bawimy się. Jest lato i ciepło. Włazimy w krzaki i w jakiejś intensywnie rozciągniętej chwili pokazujemy sobie, co mamy pod majtkami. To bardzo ciekawe, wręcz ekscytujące. 
Niestety babcia nas przyłapuje i awantura jest do wieczora - krzyki, zawstydzanie, kara. Poczucie, że to był koniec świata. 

Przewijam taśmę. Mam jakieś 13 lat, zaczynają mi rosnąć piersi. Idę ulicą w wakacje z moją ciocią. Jakiś człowiek, dla mnie stary, zatrzymuje się i zaczyna mówić o moich piersiach. Jak mu się podobają. Umieram, rozpadam się  na kawałki i chcę zniknąć.  Na szczęście ciocia odpiera atak, choć widzę, że to dla niej też trudne. 

Kilka lat później, jakiś chłopak podchodzi do mnie na ulicy i po prostu dotyka moich piersi. Jestem jak sparaliżowana. Dopiero po chwili zaczynam wrzeszczeć. On ucieka. Płaczę i przez wiele dni próbuję otrzepać się z jego dotyku. 

Znów jestem mała. Jeszcze nie zaczęłam szkoły. Na większości rodzinnych przyjęć leje się alkohol, dziadek chce wiedzieć za kogo wyjdę za mąż. Może za niego? 
Jest mi niedobrze. Chcę się schować. Ale wszyscy się śmieją. To wesołe, no, idź do dziadziusia na kolana. 
Umieram wtedy po kawałku. 
Wciskam te uczucia gdzieś, gdzie będą czekały wiele lat, aż nauczę się głośno wrzeszczeć i krzyczeć. 
Odrazy do mężczyzn nie pozbyłam się do tej pory. Brzydzę się większości z was, tak generalnie, bo po prostu ciągle jeszcze nie rozpakowałam wszystkiego, każdej takiej sytuacji... Było ich tak wiele, ze przesiąknęłam nimi i z trudem wierzę, że może być inaczej.
To przez takie okulary patrzę na świat. 
Zdejmuję je czasem, przecieram, ale po chwili zauważam, znów są na moim nosie, zrośnięte ze mną. 
Nie wiem czy kiedykolwiek się to zmieni. Mam nadzieję.
Pracuję nad tym, bo ciągle jeszcze na samą myśl o tych i innych sytuacjach trzęsę się cała. 
TRE, terapia, Lowen, łzy, łzy, łzy i wrzask.
W moim widzeniu świata  pojawiła się szczelina. Mała, wąska szczelina. 
Mój pierwszy chłopak. 
Delikatny, wrażliwy, pełen szacunku do świata i do mnie.
Zawdzięczam mu pomysł, że może być inaczej.
Nauczyciel na zajęciach z Lowena. Pełen męskiej siły, dzikości. 
I jednocześnie niezwykle uważny, szanujący moje granice. 
Tak. To coś nowego.
Teraz rozglądam się i potrafię wskazać  fajnych facetów, takich, przy których czuję się bezpieczna.Zaczęłam i ich widzieć.
By tak było muszę jednak wykonać codzienny wysiłek przedarcia się przez przekonania z dzieciństwa. Ciążą mi. 
Przeszkadzają. 
Są zawsze na pierwszym miejscu, trzeba je wypraszać bez końca. 


Wulgarność, przekraczanie granic, żarty nie w porę i pod niewłaściwym - bo dziecka - adresem, albo po prostu w jego towarzystwie.
To przemoc.

Jest jak kamienie, które noszę w dłoniach. Zanim zaufam, ściskam je na wszelki wypadek. 

Dlatego to takie ważne:
- pytam  o zgodę, zanim kogoś dotknę, nawet jeśli to "moje" dziecko
- bez pytania nie komentuję czyjegoś ciała (wyglądu, wagi itd)
- wobec zakochań dzieci staram się być delikatna i subtelna
- dbam o to jak mówię o seksie, cielesności, choć nie zawsze trzeba na poważnie, można bez wulgaryzmów
- ćwiczę się w uważności, żeby nie zawstydzać, nie przekraczać
- nie karzę naturalnej ciekawości
- odpowiadam na pytania o seks, tak jak na pytania o dziurę ozonową
- mam absolutną zgodę na dziecięce zabawy "w doktora", eksplorowanie i doświadczanie, wiem, że to rozwojowe, naturalne i ważne
- pukam, kiedy drzwi są zamknięte
Staram się pamiętać, że drugi człowiek, druga istota, niezależnie ile ma lat, jest święta, jest jak szanowany gość, a ciało to mieszkanie duszy. 








środa, 28 lutego 2018

Wrażliwość. Wysoko wrażliwe dziecko staje się wysoko wrażliwym dorosłym.



Przynależność. 
Przynależę do grupy dzieci, które nie cierpiały być w przedszkolu.
Przynależę do dzieci, które rozmawiały z wiatrem.
Przynależę do tych, co w liceum czytali poezję i nosili dziwne ubrania.
Przynależę do wąskiej grupy, która płacze, kiedy mówi o czymś ważnym dla siebie. (To bardzo utrudnia wizyty na poczcie i proszenie o podwyżkę).
Przynależę do tych, co sercem zawsze stają po stronie najsłabszego. W filmach to byli Indianie, a czasem konie, bo niezależnie od tego kto wygrał bitwę, one ginęły i nie mogłam z tym żyć.
Przynależę do tych, których przerasta presja. Pod presją wybór skarpetek zaczyna mnie przerastać.
Przynależę do tych, którzy nie przyjdą na imprezę, bo ta rok temu kosztowała ich tak dużo, że jeszcze się zbierają. Wolę umówić się w cztery oczy. 
Przynależę do tych co nie cierpią niespodzianek. 
Przynależę do tych, którzy widząc zmarszczkę na czole nauczyciela zapominali całą swoją wiedzę  - kiedyś dostałam za to wpisane do dziennika zero.
Przynależę do tych, których w szkole męczyły bardzo dobre oceny, bo zaczynali się bać, że gorszą oceną zawiodą innych. Ten lęk był paraliżujący.
Przynależę do tych, którzy nie mogą znieść płaczu dziecka, bo tak z nim empatyzują, że ich boli. Z płaczącymi dorosłymi zresztą też.
Przynależę do  tych,  którzy mocno czują. Widzę smutek, który ktoś chce ukryć. Złość, o której sam jeszcze  nie wie. Wyczuwam napięcie.


Przynależę. 
Do 20% ludzkości nazwanej przez Elaine Aron "wysoko wrażliwymi". 
Przynależę do normy. 
Pierwszy raz odkąd pamiętam. 
Nie jestem dziwna. Odmienna. Stuknięta. 
A kiedyś tak się czułam. Podejrzana. Zwykle na marginesie grupy, albo poza nią.  
Dziś widzę siłę i sens w tym, że tak długo tam byłam. To uczy zadawania pytań, kwestionowania prostej ścieżki. Uczy myślenia i nazywania rzeczy po imieniu.
Dziś mam już swoje stado, swoich bliskich, swoją grupę. Potrafię przynależeć i być - zachować siebie -  jednocześnie.
Kiedyś myślałam, że nigdzie nie pasuję. I myślałam, że to moja wina.
Że muszę się bardziej postarać, zagryźć zęby, ukryć łzy i zmienić. Coś. Cokolwiek. Najlepiej siebie.
Tego się nie da zmienić. 
To ja.
Taka się urodziłam, takie geny dostałam w spadku, taki świat napotkałam. 
Mogę poznać siebie.
Mogę krok po kroku, kawałek po kawałku zaopiekować się sobą. Ułatwić sobie życie. 
Mogę zdecydować. Prosić o pomoc i wsparcie tam gdzie mi trudno.
Schować się i złapać oddech, kiedy to konieczne. Nawet częściej niż wypada.
Mogę coraz lepiej obsługiwać swoją wysoko-wrażliwość, nie przystającą do świata hałasów, tłoku, presji. Mogę dać sobie więcej czasu.
Mogę uznać siebie.  

Mój talent rozkwita tam, gdzie jest przestrzeń i wsparcie. 
I tylko tam. 
Poza tym miejscem mogę tylko próbować przetrwać. Umiem przetrwać, ale to za mało. 
Chcę poznawać siebie dalej, rozwijać się, rosnąć. Wypełniać się światłem.

Wysoko Wrażliwe Dziecko staje się Wysoko Wrażliwym Dorosłym. 
Juul mówi, że wiedza, wiedza kim jesteśmy i akceptacja tego są podstawami poczucia własnej wartości. 
Dokładnie to poczułam po przeczytaniu książki Elaine Aron. Ucichła we mnie jakaś burza. 
Właściwy puzzel wskoczył na swoje miejsce.

Wokół widzę dużo wysoko wrażliwych - dzieci i dorosłych.

Czasem rozpoznajemy się w jednym spojrzeniu.
Jeśli podejrzewasz, że jesteś takim dorosłym, witaj:)
Jeśli podejrzewasz, że Twoje dziecko jest wysoko wrażliwe, nie panikuj;) 
Potrzebujesz odrobiny ciekawości jaki jest jego świat, odrobiny otwartości, morza cierpliwości i poczucia humoru. Potrzebujesz wsparcia, kiedy cierpliwości już brakuje i zaufania, że wszystko będzie ok. 
Choć nie zawsze spełnicie swoje wzajemne oczekiwania, a już na pewno nie oczekiwania świata. 
I choć świat będzie Wam wmawiał, że tak się nie da, że wrażliwość nie jest wartością. 
Jest.
Tak jak i różnorodność jest wartością.
Świat  bardzo potrzebuje również tych talentów związanych z wrażliwością. Artystów, terapeutów, filozofów dnia codziennego:) 
I wielu wielu innych.

W przedszkolu mojego synka, mądra, doświadczona opiekunka, pozwoliła dziewczynce (która potrafiła mówić, ale w grupie miała z tym kłopot) nie mówić. Nie ciągnęła, nie zmuszała. Czekała. Rok. I drugi. Aż ta zaczęła i każdy dzień zaczynały od przytulenia.
Trawa nie rośnie szybciej, kiedy ją ciągniemy, prawda?
A wysoko wrażliwe dzieci nie stają się śmielsze i mniej wrażliwe na bodźce, kiedy je do tego zmuszamy.
Wprost przeciwnie. 
Potrzebują bezpieczeństwa i wsparcia. Potrzebują, żebyście w nie wierzyli, czasem chronili przed światem,  dawali im czas, dużo czasu. I jeszcze raz zaufanie. I jeszcze raz czas. 
Akceptacja jest bezcenna. 
Jak każdy, wysoko wrażliwe dzieci, potrzebują być zobaczeni i przyjęci tacy jacy są. One, może potrzebują tego tylko trochę bardziej.
I kiedyś, zapewne dużo później niż byśmy chcieli, zrobią ten krok. Spróbują nowej potrawy, pobawią się z innymi dziećmi, powiedzą same z siebie głośno "cześć".


PS. Wysoko wrażliwe dzieci są bardzo różne. Nie tylko "nieśmiałe". Czasem wręcz agresywne. Nie tylko malują. Czasem chcą być kierowcą ciężarówki. 
Zachęcam Was do czytania książki Elaine Aron:)

 

wtorek, 20 lutego 2018

Kosmos

No i jest:) 
Obiecana kooosmiczna niespodzianka - w ramach współpracy z świetną grupą kobiet, które stworzyły magazyn Kosmos dla dziewczynek, napisałam o dzieleniu się (a także mówieniu dzień dobry itp) - sprawa o tyle ważna, że codzienna. Zapraszam do czytania artykułu, wspierania pisma i oczywiście - to już z dziećmi - czytania Kosmosu.
LINK TUTAJ :)

środa, 14 lutego 2018

Seksualność dzieci i młodzieży

Dobre wieści:) 
9 marca (w moje imieniny!) będę współprowadzić z Agnieszką Stein warsztat o seksualności dzieci i młodzieży. 
Jeśli nie znacie Bliskiego Miejsca w Warszawie,  to warto poznać - ciekawe warsztaty, wygodne kanapy, pyszne jedzenie i dobra energia. No i ludzie:) 
Zapraszam!
Link TUTAJ


piątek, 2 lutego 2018

Praca wre:)

Na blogu cisza. Ale nie dajcie się zwieść, pióro aż trzeszczy, piszę dla Was cały czas, tylko, że trzeba chwilę poczekać na efekt, bo szykuję  niespodziankę... Koooosmiczną niespodziankę. Nadstawiajcie uszu:)