poniedziałek, 7 stycznia 2019

Warszawa - warsztat 19 stycznia - zapraszam!

Warsztat w Warszawie - chwilowo mój jedyny całodzienny, otwarty warsztat w temacie seksualności dzieci.  INFO TU. Zapraszam! 

Gdziekolwiek się nie rozejrzymy wokół nas są tematy związane z seksualnością.
Dlatego, że mamy ciało poprzez które spotykamy się ze światem, ciało, "którym żyjemy".
Mamy zmysły poprzez które odbieramy świat.
Mamy też płeć, która determinuje nasze życie i funkcjonowanie w społeczeństwie.
Codziennie spotykamy słowa i obrazy z płcią i ciałem związane. Również z seksem, bez którego by nas tutaj nie było, bo od niego zaczyna się nasze życie.
Jeśli macie nurtujące Was pytania, wątpliwości jak i na ile można rozmawiać z dzieckiem o seksualności, jeśli czujecie, że z jakiegoś powodu trudno wam odpowiadać na pytania waszych dzieci, jeśli potrzebujecie wiedzy- zapraszam.
W przestrzeni tego warsztatu, będziemy trochę eksperymentować, ćwiczyć, przyglądać się sobie i tematowi.
Bez presji. Nas tyle na ile potrzebujecie.
 
PS. Przyniosę też dużo książek do oglądania:)
 

piątek, 4 stycznia 2019

Subiektywne podsumowanie roku w równowadze 2018

Sylwester zawsze skłania mnie do oglądania się za siebie i wypatrywania w przód... Ulegam ogólnoświatowej tendencji:)
Ale ok. 
Podsumowałam sobie ten rok. 
1. Założyłam firmę.  
Choć nigdy nie myślałam o sobie jako o osobie z firmą. Jeśli zbadać mój poziom lęku, to jestem człowiekiem zatrudnionym na umowę stałą ;) I nic, nic i nikt by tego nie zmieniło, gdyby nie urodzenie dzieci ("teraz mogę wszystko") i wsparcie męża. 
Ostatecznym impulsem, który dał mi tę moc, było też wsparcie Justyny Kwiatkowskiej (serdecznie polecam Wam kurs Zadbana Finansowo), która zanim jeszcze miałam zlecenia, kazała mi siedzieć i pracować - wybrać sobie dzień na sztywno w kalendarzu i ... pracować, robić cokolwiek, ale na 100%. Po kilku tygodniach takiego "siedzenia" zadzwonił telefon i ... dostałam zaproszenie do pracy w ten dzień właśnie. Za chwilę znów zadzwonił i prowadziłam w tym dniu już dwie grupy! No a potem poszło:)
W równowadze żyje i  rozwija się a ja razem z nią:)

2. Dzięki firmie podróżowałam po Polsce z warsztatami dla rodziców - głównie o seksualności dzieci, ale też np. o wysokiej wrażliwości i stresie w naszym życiu. To były boskie przygody. 
Przeczytałam przy okazji tonę książek i wiele się dowiedziałam:)
3. Udało mi się trochę oswoić barak pewności, bezpieczniej poczuć w świecie, gdzie tyle mam pytań i zrozumieć, że może nigdy nie będzie inaczej. Moja terapeutka bardzo głośno się ze mnie śmieje, kiedy pytam o sens życia;)
Dużo pokory, dużo śmiechu. 
Choć czasem jeszcze bardzo tęsknię do pewności:) i gubię się w morzu wątpliwości. Mam coraz więcej sposobów, które wtedy działają .... telefon do przyjaciółki, spacer, kąpiel, masaż, albo gotowanie zupy. Życie. Nieperfekcyjna doskonałość.

4. Oglądam wpływ tego z czym ciągle się stykam, na to co myślę. Co czuję.
Na to, to mam mocną jazdę! I wiele tu mogłabym wymieniać osób, dzięki którym udaje mi się podważać oczywistości. Mistrzynią podważania jest (zaraz obok mojej terapeutki) Aga Stein. Ciągle coś podważa:) i dzięki temu można to zobaczyć z nowej strony.
Mocno doświadczam tego, jak jestem nasiąknięta kulturą, w której żyję. Jak słowa kształtują rzeczywistość. 
Czasem wystarczy coś odwrócić, czy przerysować, żeby zobaczyć absurd... tak jest na fejsbukowym profilu "mężczyzna spełniony". Tak jest w memach Marty Frej
Mój ukochany jej obraz to: "Nie mogę przejmować się tym, co mówią inni, bo jest ich dużo i każdy mówi co innego". Amen. 


Ale nie tylko słowa mają wpływ. Może jeszcze większy mają obrazy. Bardzo uważnie wybierałam w tym roku to, co oglądałam
Przede wszystkim oglądałam porody. Przepiękne, wzruszające, iskrzące cudami. I vaginy.
I wiecie co... Po roku bardziej świadomego oglądania, na prawdę jestem gdzie indziej. 
Polecam Wam to. Wybór. 
Moją Królową tego roku, jeśli chodzi o patrzenie, jest Tallulah Moon, modelka xxl z Australii. 
Pełna słońca, seksapilu i miłości do siebie. Uwielbiam patrzeć na jej śmiałe zdjęcia, na jej pewność siebie, kapiącą z niej akceptację dla siebie. Jest modelką, jest mamą, partnerką, kochanką, jest instagramerką:)
Zajrzyjcie na jej insta TU i też się pokąpcie w słońcu.
Zdjęcie z sieci. 

5. Czytałam. Dużo, głównie zawodowych pozycji i książki dla dzieci:)))) Też tęskniłam, żeby czytać więcej. Wspominałam studenckie czasy, kiedy połykałam książki...
Moja książka roku. Bezapelacyjnie. Królowa jest jedna:) 




Bo chciałabym, żeby była w każdej bibliotece, szkole, pokoju nauczycielskim, domu, poradni....
Bo chcę, żeby niosła dobre słowo i spokój, normalność na cały świat:)
Bo pokazuje, że seksualność to nie jakiś dziwnostwór, który można wypreparować i zbadać, ale integralna część naszego życia.  Przenika wszystko.
Bo mamy ciało. Bo mamy płeć. 

6. Miałam cudowne wakacje! Chodziłam boso i bez stanika. Pływałam nago w jeziorze. 



---

A co przede mną?
Co zapraszam?
Jeszcze więcej otwierania serca... Bycia w prawdzie. Ruch. Uważność. Dużo miłości i moją duszę. Żeby była blisko. Żeby mnie prowadziła. 
Wam spotkania z duszą też życzę. Z całego serca.  

niedziela, 21 października 2018

O tym jak się dziś naoliwiłam od środka.

Poczułam ostatnio taki rodzaj zmęczenia, który oddzielił mnie ode mnie. Takie rozczarowanie, wymieszane z nudą i poczuciem beznadziei. 
Czasem mnie łapie. I wtedy wiem. Pora zwolnić. Pora się zatrzymać. Pora naoliwić duszę, ciało i serce. 
Pora na pytanie. 
Kim jestem?
Kim jestem najgłębiej w środku?
Czy to widać?
Często słyszę o sobie, że emanuję spokojem. 
Hahahahah. Zawsze mnie to bawi. I zastanawia. Czemu od zawsze to widać, a nie zawsze to czuję?
Czy inni widzą moje możliwości, najlepszą wersję mnie, czy odbicia siebie, czy iluzję... Nie wiem, pewnie wszystko po trochu. 
Dla mnie ważne jest to pytanie. Codziennie. Od nowa.
Kim jestem?
Jeśli tracę kontakt z tą istotą siebie, gubię kierunek, sens, radość. Smak. 









































Dziś w pięknym październikowym słońcu błąkałam się w poszukiwaniu czegoś, co mi pomoże i całkiem bezwiednie znalazłam się pod domem mojej babci. Domem w którym żyła i który był dla mnie częścią dzieciństwa, młodości, domem do którego przywoziłam moje dzieci, by z nią pobyły. By zdążyły. 
Wzrusza mnie do dziś ta naturalność z jaką młode ciałka tuliły to pomarszczone, i ta radość z jaką ona brała ich na ręce. 
Przeszłam zwalony płot, minęłam napis "grozi zawaleniem" i powędrowałam w głąb. 


Dom jest w ruinie. Ledwo poznałam salon, sypialnię. Jakby się skurczyły, jakby zmieniły kształt. Na ścianach graffiti,  okna wyrwane z futrynami... 
Za domem ogród. Zawsze był wielki. Ogromny. Miał w sobie wiele tajemnic, zakazanych zakamarków. Czułam się w nim jak księżniczka. Bawiłam się w fontannie, dużej, okrągłej, była moją tajemnicą i skarbem, jakiego nikt inny nie miał.
Zawłaszczałam to wszystko całą mocą kilkulatki i bawiłam się w zamki, rumaki i ucieczki. 
Na końcu ogrodu, jeśli w dobrym miejscu weszło się w krzaki, można było przejść do "tajemniczego ogrodu", o którym nie wszyscy wiedzieli. Było tam wielki drzewo rosnące jakby leżało i można było łatwo się na nie wspiąć. 
Czasem był to ogród wróżek, czasem kogoś złego. 



Z fontanny została kupa gruzu...
Drzewa, moje ukochane mirabelki, które zaglądały do kuchni babci, zniknęły. 
Zostały trawy... Jedno z najwyraźniejszych wspomnień z mojego dzieciństwa to ich kolor i zapach, kiedy zaczynały się roztopy i wychodziły spod śniegu, a ja się w nich bawiłam. Godzinami, które mogły być minutami, ale czas nie istniał, a raczej był rozciągnięty w rożne strony. 









Trawy. 
Trawy spotkałam i dziś. Nie tak pożółkłe. 
Dziś mieniły się w słońcu tak jak i młode drzewka sumaków, które postanowiły rozpocząć tu nowe życie. 








































 

Uschłe badyle, kłosy traw, zwalone drewno, chwasty...
Chłodziłam po ogrodzie, w ręku czułam małą ciepłą rączkę tej dziewczynki, która w wielkiej tajemnicy próbowała wszystkich możliwych kwiatów. Irysy, róże, nasturcje, znikały w moim brzuchu, a ja czekałam - co będzie?
Umrę czy przeżyję?
Strach i ekscytacja. 
Mysz biegnąca w swoich sprawach. 
Śpiewają ptaki.  










































 

Zakwitły dalie u sąsiadów i pchają się przez płot. Takie piękne. 
Poczułam łzy tęsknoty za kobietą, która przeżyła wbrew powstańczej statystyce i dzięki temu mogę być. 
Poczułam  radość, że to miejsce ciągle jest i niepokój, czy zostanie we mnie też, kiedy już nic tu nie będzie. 
Żadnych traw. Tylko bloki. Bloki. Ulica. 
Pomyślałam "puść". 
Niech się dzieje. Niech rosną tu domu i nowe wspomnienia. 
Puść. 
Słońce i ten październik są jakimś darem bogów. 
Ciekawe co dalej. 








































 

A kiedy wróciłam do domu dzieci grabiły liście z Marcinem, żeby wrzucić je do nowego kompostownika. Kot walczył z paprotką. 
Słońce już się chowało i w cieniu zaczęło robić się zimno. 
Tylko czubki drzew błyszczały w słońcu. 
Jestem ciekawa co oni zapamiętają. 
Tak mocno. 
I do czego będą wracać. 
Jaki mam na to wpływ?
To już inna historia:)



 

piątek, 12 października 2018

Kosmos dla dziewczynek - gala plebiscytu Potęga mocy

Zabawnie się to przeplata - na galę poszłam jako fotografka, a spotkałam tyle znajomych osób! Między innymi reprezentantów Fundacji SPUNK z Łodzi :) 
Fajnie jest łączyć różne role, ciekawie jest, kiedy się przenikają. 
Tu byłam też jako mama, bo na galę poszła ze mną Hela. 


Oczywiście chciała robić to co ja i zrobiła mi zdjęcia na tzw. kosmicznej ściance;)



























Kosmos ma już rok!


czwartek, 11 października 2018

Najwięcej penisów widuję na placach zabaw - dlaczego?



To nie przypadkowe zdjęcie! 
Zbieram takie obrazki na placach zabaw:) 
Ten jest z okolic mojego domu, codziennie ten piękny okaz oglądają dziesiątki dzieci. 
Co ja tu widzę?
Wandalizm?
Wulgarność?
Skandal?
Nie!
Widzę doskonałą okazję do rozmowy z naszymi dziećmi 
o seksualności:)
Jeśli wydaje Ci się to szalone, trudne, albo ciekawe...zapraszam na warsztaty. Bieżące info znajdziecie na moim fb . 
A najbliższy warsztat o rozwoju seksualnym dzieci odbędzie się w sobotę 20 października we Wrocławiu! Link tu:)

Przybywajcie!

















sobota, 6 października 2018

O jasności, pewności i szukaniu swojego powołania. Czyli znów o seksie;)

Całą drogę z Płużnicy, gdzie prowadziłam warsztat o rozwoju seksualnym dzieci, śpiewałam.

I myślałam, że zapomniałam pogadać z kobietami, 
które przyszły na warsztat, o łechtaczce. 
Co za szkoda. Ale pogadałyśmy o tak wielu sprawach, 
że wybaczam to sobie i już się cieszę na myśl, co dziewczyny same pomyślą – wymyślą, kiedy któreś z dzieci je o to zapyta:)

Nie wiem czy znacie to uczucie, czy jest z Wami, czy może tak ja latami za nim tęsknicie: poczucie bycia na swoim miejscu.
Ja dziś byłam.
Czuję jak coś rozpuszcza mi się w ciele, w jego pamięci. Jak zachodzi biochemiczna zmiana, zmiana na poziomie molekuł, cząsteczek, atomów, i czego tam jeszcze chcecie:)



To uczucie... warto za nim tęsknić i zmierzać do niego. Warto nigdy nie tracić nadziei.


Czego się łapię (jak tonący brzytwy)? 
Tych jasnych chwil nagłej świadomości. Skurczy serca, które ośmielają się myśleć o sobie, że są pewnością. 
Co wiem o sobie na pewno?
Halo, skup się, co wiem o sobie na pewno?
Kocham wodę. 
Czasem wiem tylko to. 
Ale na tej pewności buduję kolejny krok. A jeśli się gubię, wracam.
Kocham wodę. 
I znów, rozpoznając tę jakość, szukam czegoś kolejnego, co z nią rezonuje. 
Jasność. 
Pewność.

Pamiętam, kiedy zmieniałam zawód... Raz, i drugi, i trzeci, 
gdzieś z tyłu głowy kołatały mi dwie myśli. 
Jedna: coś jest z tobą nie tak. 
Druga: dawaj, to ma sens, idź za tym uczuciem.


Pamiętam kilkanaście lat przepracowanych na lotnisku. 
I to ciągłe uczucie niedopasowania. 
Niby zarabiałam, dostawałam podwyżki i awanse... 
Miałam mundur, własne pieczątki i podejmowałam poważne decyzje. Ale w środku ciągle czułam się jakbym udawała. 
Jakby za chwile ktoś miał przyjść i powiedzieć: sprawdzam! 
A ja przecież miałam w ręku podrabiane karty.

Fotografia to spełnianie marzeń. Uwielbiam to robić. 
A jednak. 
Tu też mi czegoś brakowało. Serio? Kiedy to poczułam, to sama sobie zabraniałam nawet tak myśleć. 
A jednak. 
Zaufałam temu, co pognało mnie dalej.

A seksualność... seksualność... Tu poczułam, że tak. 
To właśnie moje miejsce.  
Tu czuję się tak cholernie na miejscu
Kompetentna
To słowo, które pasuje do mnie, do tego co czuję w środku, 
po raz pierwszy. 

Jeszcze nigdy nie czułam się tak na miejscu, tak dopasowana.

Wielu rzeczy nie wiem, jasne, o wielu nie mam pojęcia. 
Ciągle się uczę. Ale nie w tym rzecz. 
Czuję się w tym temacie tak dobrze, że dostaję skrzydeł 
i roznosi mnie energia. 
Czuję się podekscytowana i spokojna jednocześnie. 

 Czuję się tak kompetentna, że spokojnie mogę powiedzieć „nie wiem”.