czwartek, 12 grudnia 2019

Warsztat w Bliskim Miejscu

Zapraszam Was link do udziału w ciekawym i specjalnym dla mnie warsztacie, który poprowadzi Aga Stein, a ja będę ko-trenerką. Dotyczy seksualności - a szczególnie spraw związanych z płcią i orientacja seksualną. 
Warsztat dla profesjonalistów. Link do wydarzenia na fb TU. Zapraszamy w styczniu! 

Agnieszka Stein o szkoleniu:

„Coraz częściej w pracy z rodzicami i specjalistami pojawia się temat szeroko rozumianej różnorodności. Zagadnienia związane z orientacją seksualną, tożsamością i ekspresją są dla profesjonalistów wyzwaniem. Wyzwaniem jest wspieranie rodziców i dzieci w sytuacjach związanych z poszukiwaniem swojej tożsamości, coming outami, konfliktami wokół tej sfery.

Jednocześnie przyrost naszej wiedzy w tym obszarze jest obecnie bardzo intensywny. Bardzo zmieniają się też postawy związane z powyższymi zagadnieniami. Często młodzież podchodzi do seksualności i różnorodności inaczej niż dorośli. I dorośli potrzebują wsparcia, żeby te zmiany zrozumieć.

Dlatego chcemy zrobić szkolenie dla wszystkich profesjonalistów pracujących z dziećmi i młodzieżą, którzy chcą się więcej dowiedzieć, zrozumieć, mieć większą swobodę i narzędzia do wspierania ludzi w trudnych sytuacjach związanych z różnorodnością. Mamy poczucie, że nie ma profesjonalisty, który prędzej czy później nie zetknie się z tą tematyką.”

środa, 16 października 2019

Edukacja seksualna. Katolicy też na nią zasługują! Nie dajcie jej sobie odebrać:)



No już nie dam rady, wkurzam się strasznie! 
Miałam dziś w planach leżenie pod kocem, ale jak widzę te sterty bzdur w sieci, to... ach! Wrrrr!  Piszę. 


1. Nie dajmy się dzielić.  
Mam poczucie, że politycy używają tematów mocno nas poruszających, do tego, żeby pogłębiać jakieś stereotypowe podziały.  Aborcja, LGBT, teraz edukacja seksualna... Tam nie ma żadnej merytorycznej dyskusji, nie ma rozmowy, nie ma niuansów. Nie ma próby zrozumienia, poznania i decydowania dla naszego dobra. To tylko gra, mająca na celu skłócenie ludzi, żeby skakali sobie do gardeł. 
OK. 
Podzielę się z Wami jak to jest dla mnie. 
Prowadzę warsztaty z seksualności w różnych grupach. 
Z rodzicami, nauczycielami.  Bardzo często są na warsztatach osoby związane z Kościołem Katolickim. Cenię to, że wnoszą swoje wątpliwości i pytania. Także swoją niezgodę. 
Dokładnie tak samo jest z osobami bardzo liberalnymi. Buddystami. I Innymi. 
Nie spotykam się z poglądami. Spotykam się z ludźmi.
Z ludźmi, którzy troszczą się o swoje dzieci - i to nas łączy.  
Dla mnie ważne jest też, że ufam, że uczestnicy tych spotkań samodzielnie myślą! I to oni decydują jak i na ile wcielać przekazaną im wiedzę w życie.
To o czym rozmawiamy to nie jest jakaś jedyna prawda. Nigdy. Oglądamy różne wybory i ich konsekwencje. I zawsze jest więcej dróg niż jedna. 
Podstawą mojej pracy jest dialog. Dzielę się swoją wiedzą i przemyśleniami, a Ty możesz z tego wziąć to, co Tobie pasuje. Co Ciebie wzbogaca. 
Możemy się różnić. 
I na każdych warsztatach widzę jak potrzebna jest rodzicom i nauczycielom ta wiedza. Jak wielką ulgę przynosi. 

2. Podziały wcale nie są oczywiste! 
To nie jest tak, że katolicy w tym kraju nienawidzą osób homoseksualnych, seksu, wszelkiej wolności i przyjemności! 
Znam wspaniałych, wierzących ludzi, dla których wiara to łaska - łaska kontaktu z siłą wyższą, i rozwój siebie, tak, by nasze serce mogło kochać coraz pełniej! I widzę jak boli ich to, co się dzieje w Kościele w Polsce. 
I na prawdę mamy już i księży i osoby świeckie, które w obrębie Kościoła mówią o radości z seksu, o jego wadze w naszym życiu.
Które podają rękę i robią przy stole miejsce Innym.  
Ale co ciekawe, znam też ludzi poza kościołem, którzy zadają sobie pytania: czy tabletki antykoncepcyjne na pewno są ok? czym życie bez ślubu różni się od takiego ze ślubem?  czy aborcja serio powinna być swobodnie dostępna? To nie są oczywistości.
Wszyscy mamy prawo myśleć, szukać, wątpić. Wybierać. Mylić się. Znów pytać. Itd. 
Podziały nie są oczywiste!

3. Do sedna. 
Na zdjęciu jest okładka jednej z wielu książek dotyczących seksualności, a napisanych przez Chrześcijan, dla Chrześcijan. 
Nie, nie jest dla mnie doskonała. Nie zgadzam się z wieloma treściami w niej. Ale dwie rzeczy są w niej wspaniałe. Uznaje seks za coś pięknego (danego ludziom przez Boga) i
nie zaprzecza rzeczywistości. Oto fakty:

a) czy tego chcesz czy nie, czy o tym mówisz głośno czy nie, przez cały czas Twoje dziecko odbiera od Ciebie lekcje dotyczące seksualności, ponieważ reagujesz, Twoje ciało reaguje, robisz miny, komentujesz... pora zacząć robić to świadomie

b) seks jest wszędzie dookoła - w filmach, gazetach, rozmowach, na plakatach.. Twoje dziecko zetknie się z nim, styka się czy tego chcesz czy nie. Jeśli będziecie gadać o tym - o płci, po ciele, o przyjemności - będziesz mieć wpływ na to jakim językiem chcesz to robić, i jakie wartości dziecku przekazujesz. 

c) im otwarciej rozmawiacie, im mniej jest tabu, tym bezpieczniejsze jest Twoje dziecko. 
Jeśli nie zna języka, trudno mu nawet się poskarżyć, że ktoś je dotknął nie tak, albo, że coś je boli...
Jeśli seks jest tabu, łatwiej zmusić dziecko do milczenia i nie skarżenia się na krzywdę! 

d) wiedza i edukacja seksualna w większości przypadków prowadzą do opóźnienia decyzji o podjęciu współżycia 

e) wiedza i edukacja seksualna nie mają nic wspólnego z rozbudzaniem seksualnym dzieci! Dobra edukacja podąża za rozwojem dziecka

f) Wiedza i edukacja są istotnym czynnikiem wpływającym na zmniejszenie liczby ciąż i chorób przenoszonych drogą płciową wśród nastolatków

I tak dalej...


Edukacja seksualna to większe bezpieczeństwo naszych dzieci. 
Większa świadomość i zdolność podejmowania dobrych dla siebie wyborów. 
Edukacja seksualna to mniej cierpienia.
Edukacja seksualna nie zrobi też z Twojego dziecka geja czy lesbijki. Nie mamy wpływu na nasza orientację seksualną. Jest nam dana jak kolor oczu. Czy jesteś pewna/y, że jesteś gotowa/y odrzucić swoje dziecko w imię wartości? Jeśli dziecko odkryje swoją odmienną orientacje, zasługuje na szacunek i akceptację najbliższych i bezpieczne życie - dość już cierpienia i samobójstw dzieci, które były same ze swoim bólem Inności. W imię czego? 



Edukatorzy seksualni są potrzebni, ponieważ nie każde dziecko dowie się w domu tego, co ma wiedzieć dla swojego bezpieczeństwa i dobrostanu. Ponieważ seksualność jest czymś dobrym i ważnym i nie wolno jej sprowadzać do podziemia.


Edukacja seksualna zaczyna się od urodzenia i trwa całe życie. Ta w szkole może być jej ważną częścią. 
 
Życzę dobrej i mądrej edukacji seksualnej, wszystkim dzieciakom i dorosłym też, bo to co się dzieje jasno pokazuje, że wśród wielu z nich króluje strach i niewiedza.


Tu link do stanowiska Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego w sprawie dziwacznego projektu obywatelskiego, który będzie czytany w sejmie.









 

wtorek, 8 października 2019

Filmowa przygoda: Niezwykłe lato z Tess

Zapamiętajcie ten tytuł! 
"Niezwykłe lato z Tess"
Film zobaczyłyśmy ja i moja córka na Festiwalu Kino Dzieci (polecam cały festiwal!)  i bardzo się ucieszyłyśmy, że wejdzie do szerszej dystrybucji. Już czekamy na kolejną szansę pobycia na holenderskiej wyspie z bohaterami tej historii. (Już planujemy tam pojechać!)
Udało się  tu to, o co chodzi w kinie - zaczarować ten oglądany przez nas świat tak, że w niego wierzymy. Że przeżywamy. Że nie nudzi nas nawet scena, kiedy nic się nie dzieje. Bo dzieje się, ale pod skórnie. I to czuć!  
Kino familijne na najwyższym poziomie. Jest głębia, jest i lekkość, jest zwykłość i niezwykłość, leją się łzy i śmiejemy się równie często. Masa wzruszeń, autentyczni bohaterowie, całkiem nie cukierkowi! 
Emocje, uczucia, przygoda... 
Dawno nie było mi w kinie tak dobrze.  
PS. Po filmie brałyśmy z córką udział  w spotkaniu z młodymi aktorami. To dopiero było PRZEŻYCIE! Fantastyczni młodzi ludzie:)

Dorosły jak latarnia morska



To seminarium to było moje największe wyzwanie wśród familylabowych tematów. 
Seminarium o przywództwie. 
Tak było dopóki nie zrozumiałam, że przywództwo jest związane z wzięciem odpowiedzialności. I że w rodzinie to zadanie dorosłego. 
Kim jest dobry przywódca? 
Po czym możemy poznać, że w rodzinie dzieje się dobrze, albo źle?
Długie, trzygodzinne spotkanie, tak żeby wysycić tematy. Żeby był czas na moje gadanie i na Wasze pytania. 
Kto jest ciekawy i ma wolny najbliższy poniedziałkowy wieczór - zapraszam! 
w godzinach 18-21  przy ul. Dantyszka 22/21
link do wydarzenia tu! 
obowiązują zapisy! 

 

poniedziałek, 7 października 2019

Seks i nastolatki - dylematy rodzica


Wiosną miałam wielką frajdę (i cholerny stress...) - po raz pierwszy w życiu wystąpiłam na konferencji dla rodziców. Była to Konferencja Wychowanie w Szacunku i całość działa się we Wrocławiu - taka PIGUŁA wiedzy o nastolatkach. Była to tak ważna i potrzebna konferencja, że organizatorki postanowiły zorganizować ja jeszcze raz - tym razem w Poznaniu. 
Z tej okazji, przed konferencją, zaprosiły mnie do rozmowy o seksualności ( w kontekście nastolatków). 
Dzielę się z Wami tym tekstem i zapraszam na konferencję!

Tu link do wywiadu

A tu link do wydarzenia na fb. 

środa, 2 października 2019

Przywódca stada. Kim jestem w mojej rodzinie.


Kim jestem?



To wciąż i wciąż najważniejsze dla mnie pytanie - także w rodzicielstwie. 
Zwykle jako rodzice szukamy rozwiązań - co mówić, co robić, jak postąpić? 
Kiedy dziecko mówi "nie" ... 
Kiedy mówi to głośno. 
Kiedy tupie. 
Kiedy bije inne dziecko. 
Kiedy nie chce bawić się z innymi dziećmi. 
Potrzebujemy wiedzieć co robić. Chcemy dostać metodę. 
Choćby po to, żeby było nam łatwiej.
I tak. Są sposoby, które pomagają w komunikacji, nasze słowa ich ton, mają znaczenie. 
Ale nie wystarczy ich "użyć". Dopasować we właściwym momencie i zadziałają jak magia. 
Trzeba tam jeszcze ...być. 

 
I to jest ten moment, ta chwila, kiedy pytam siebie: kim jestem?
 
Kiedy dzieci się biją - najpierw sprawdzam: "A gdzie ja jestem"? Czemu chcę ingerować?  Bo boli mnie głowa i potrzebuję ciszy? Czy chcę dać im wsparcie w konflikcie? Czy moja interwencja coś wnosi dla nich? 
Kiedy dziecko np. nie chce iść do szkoły - ważny jest dla mnie jego powód, zobaczenie dziecka, wsparcie go, ale tu też najpierw potrzebuję zobaczyć siebie. 
Bo jeśli akurat mam zły dzień i potrzebuję być sama, albo skupić się na pracy, to próba bycia "wyrozumiałą mamą" może wyjść nam wszystkim bokiem i skończyć się awanturą. 
Zaglądam w siebie. Tak, żeby móc wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję. 
Jeśli dziecko zostaje ze mną w domu - to ja mam doświadczenie i mogę przewidzieć, co będzie się działo. Będzie do mnie mówiło. Będzie chciało jeść, pić. Będzie... 
Moja decyzja o wsparciu innych ludzi nie może być oparta TYLKO na sytuacji tych innych - nawet jeśli to moje dzieci. Potrzebuję poznać siebie, rozeznać się w sobie, uznać swoje potrzeby, określić możliwości. I wtedy - kiedy wezmę pod uwagę siebie, siebie najpierw otoczę empatią - mogę dawać też światu. 
Bycie dobrym przywódcą oznacza nie tylko to, że wiem co robić. 
 
Oznacza, ze potrafię nas wszystkich zobaczyć w prawdzie. 
 
Że chcę. 
Że próbuję. 
Zobaczyć. I uznać. 



To bardzo trudne, bo zwykle nie jest to naszym nawykiem. 
To całkiem nowa umiejętność.
Wziąć siebie pod uwagę. 
Potraktować poważnie. 
 
Rzadko dostaliśmy to w pakiecie z domu rodzinnego. Uczyliśmy się częściej nie przeszkadzać, nie zawracać głowy, usuwać się ze swoimi uczuciami, sprawami.  
I to jest wyzwanie - postanowić, że chcę inaczej. Że od dziś krok po kroku zmieniam to. 
Mówię sobie: "Jak się czujesz, kochanie?" A nie: "nie przeszkadzaj".
Krok po kroku. 
Z pomocą bliskich. 
Z pomocą empatii. I miłości. 
I cierpliwości. 



Co się dzieje, kiedy nie traktujemy siebie poważnie? Nasza złość, nasza frustracja, nasze jęczenie spada na tych, którzy są pod ręką. 
Często to ci sami, dla których chcieliśmy tak dobrze. 
 
Bycie przywódcą w rodzinie czasem jest takie trudne, bo wymaga stałej uważności.  
Bo sprawy zmieniają się ...dynamicznie:)
Obiecaliśmy dzieciom wspaniały weekend pełen atrakcji. Ale rozbolała nas głowa, a my dalej pchamy ten wózek. I w końcu nie wytrzymujemy i wylewamy naszą złość.
To, co możemy zamiast, to ćwiczyć.  I szukać innych opcji, dostępnych, kiedy jedno z nas boli głowa. 
 
Co nam w tym przeszkadza? 
Czasem rozpęd, nieuważność, czasem wyrzuty sumienia: "nie było mnie cały tydzień, bo dużo pracowałam, ten weekend miał im to wynagrodzić..." 
Czasem trudno nam przyjmować uczucia dzieci - żal, rozczarowanie, złość. 
Trudno znajdować oparcie w sobie. Spokój, kiedy przetacza się burza dziecięcych emocji. 
Dbanie o siebie, bycie w dobrej formie, ciągły rozwój siebie - tak by coraz więcej emocji umieć nie tylko przeżywać, ale i  przyjmować, i im towarzyszyć - to bardzo ważne narzędzia rodzicielskie. 
 
Ty jesteś najważniejszym narzędziem rodzicielskim. 
Ty sam. To ile pomieścisz. To, że poprosisz o pomoc. Odważasz się pokazać siebie prawdziwego czy prawdziwą.
To Ty przytulasz, Ty mówisz "nie", Ty dajesz poczucie bezpieczeństwa. 
Dobry przywódca, to zadbany przywódca.







 



czwartek, 19 września 2019

Po co chodzimy do specjalistów?

Nieustająco staję przed Wami i opowiadam o różnych sprawach. Prowadzę warsztaty, grupy. Zwykle od samego początku mówię jasno: nie jestem psychologiem. 
Chciałam, ale nie jestem, a teraz już mi się nie chce.  
Ale i tak często ktoś z Was nazywa mnie ekspertem. 
Trudne słowo. 
Zwykle czuję takie dziwne skręcenie ciała.  
Tik w policzku. 
Niepokój w sercu. 

 

Czasem gadamy prywatnie. Rozmawiamy. Przez telefon, na ławce w parku, w sklepie, w przelocie. Jakieś moje słowo zapala w Was nadzieję.
Prosicie o konsultację. 
Mówię: "Hej, właśnie rozmawiamy. Weź to sobie. Albo dam Ci numer do kogoś, komu ufam." 
 
Sama też nieraz korzystam z czyjegoś wsparcia. Czasem trafiam do różnych specjalistów z własnej, czy nie z własnej woli. 
Bywa różnie. 
Ale wiem jedno. 
Czasem, kiedy kogoś nazywamy specjalistą, ekspertem, mamy pokusę, żeby mu oddać odpowiedzialność za swoje decyzje.
Czasem eksperci mają pokusę, żeby tę odpowiedzialność na chwilę brać. To tak nie działa. 


Nie ma lepszego specjalisty od Twojego życia i życia Twojego dziecka niż Ty.  

 
Wiesz wszystko. 
Prawda?





Tam w głębi serca wiesz.



Czasem potrzebujesz wsparcia
Czasem rozplątania jakiegoś supła.
Czasem po prostu życzliwych ludzi wokół siebie, którzy pokarzą Ci, a raczej  POZWOLĄ ZOBACZYĆ, DOŚWIADCZYĆ innych, nowych sposobów. 
Najczęściej potrzebujesz kogoś kto z Tobą pobędzie. Zobaczy Cię. Przyjmie na klatę (ucho i serce) całą tę burzę, która w tobie jest. 
 
Dobrze jest chodzić do specjalistów. 
 
Ale czy dobrze jest pozwalać im etykietować nasze życie?
 

 
Mamy taki czas jako rodzice, jaki mamy. 
Trudny. 
Posłuszeństwo legło w gruzach, kobiety dostały prawa wyborcze, dzieci bić nie wolno...  
Specjaliści też tam są. 
Może jest im jeszcze bardziej trudno. 
Powiedzieć:"Nie wiem". 
Powiedzieć:"To, że państwa dziecko nie daje rady, to nie jego wina, ale chorych wymagań systemu".
Powiedzieć: "Rozumiem, ja też widzę ten bezsens i się na to nie zgadzam!"
Powiedzieć: "Zawsze działało, ale teraz jakby przestało?"
Awaria. 
Awaria. 
Nie mam procedury na państwa dziecko. 
Nie mam procedury na państwa życie. 




Po co macie więc przychodzić do specjalistów, czy na warsztaty?


Nie wiem. 
Wiem po co ja przychodzę.
Po to, żeby nauczyć się opierać na sobie. I żeby umieć mówić: Cokolwiek się będzie działo, ja stoję za moim dzieckiem. 
 
Żeby umieć je kochać tak, żeby rzeczywiście czuło się przeze mnie kochane.
 
Wybieram tych specjalistów, który są w tym ze mną, nawet jeśli czasem mówią "nie wiem".  




PS. "Nie ma dzieci, są ludzie" powiedział Korczak...
a może powiedzmy też:
"Nie ma rodziców, są ludzie":)
A może nawet:  Nie ma specjalistów, są ludzie. 
I w tym się możemy spotkać.