poniedziałek, 28 września 2020

Moja Mała Dziewczynka

Kiedy zaczynałam swój (najnowszy) proces terapii postawiłam sobie za cel stanięcie w swojej mocy. 
W Mocy. 

Potem dopiero zrozumiałam, że to nie przelewki;) i co tym  życzeniem, wypowiedzianym głośno, narobiłam!

Bałam się, że to się nie uda, a jednocześnie bardzo tego pragnęłam.

Zastanawiałam się, czy potrafię?
Jak to ma być? Jak dam radę?

Kojarzyło mi się to z jakąś niezłomnością i siłą, której nie czułam.

Teraz wiem, że to całkiem nie tak. 

Stawanie w Mocy, nie oznacza, że nie mogę być słaba. 
Oznacza, że wiem jak do mojej Mocy wracać, jak dbać o siebie i jak prosić o pomoc. 

Oznacza, że czuję na moich plecach ciepłe dłonie Innych, tych którzy mnie wspierają. 
Widzę w ich oczach Miłość.

Stawanie w Mocy oznacza, że rozpoznaję siebie, taką jaką jestem i wierzę, że taka jaka jestem - jestem właściwa. 

Oznacza, że odpowiedzi szukam w sobie, ale nie samotnie. 

Oznacza, że odważam się pokazać i w Mocy i w BezMocy. 

Nie obwiniam innych. 

Szukam w sobie Zaufania. 
Dodaj podpis



Miałam dziś sen, w którym przyjęliśmy do domu, do naszego stada małego szczeniaczka. Miał dwa miesiące i był cudną kupką futra. 
Dostał osobne łóżko. 
Kiedy się obudził, okazało się, że to mała dziewczynka. 
Miała ciemne włosy i błyszczące, głębokie spojrzenie. Miała jedną brew, która wyglądała jak księżyc na jej czole. 
Patrzyłam na nią i zrozumiałam, że to ja, Mała Kasia. 
Najważniejsze co chciałam zrobić to upewnić się, że z nami zostanie, że uda się przekonać Państwo, że to moje dziecko i nikt mi jej nie zabierze. 

Moja Mała Dziewczynko...


Zawsze po Ciebie wrócę. 
Nie zdradzę Cię już. 
Nie zawiodę. 
Jestem duża i bezpieczna, i możesz na mnie liczyć.
Widzę Cię i będę zawsze blisko. 

Możesz mi zaufać. 

Będę dbała o to Zaufanie jak o największy skarb. 

 






PS. Kiedy prowadziłam ostatnio warsztaty, po dwóch dniach, na koniec, podziękowano mi za moją MOC. Poczułam, że to klamra mojej terapii. 

PS.2. Jako wysoko wrażliwa osoba w dodatku wspierająca innych ludzi zawodowo, wiem jedno. Potrzebuję najpierw zająć się sobą. Najeść, wyspać, pobyć w ciszy. To jest fakt. 
Kiedy go uwzględniam, rzeczy układają się lepiej:)















czwartek, 30 lipca 2020

Chłopiec. Dziewczynka. Człowiek.

Walić! 
Bić!
Rozwalać!
Nauczyć się jakiejś sztuki walki i zamienić w ocean krwawej zemsty. Rozkwaszać nosy. 
Podbijać oczy.
Zadawać ciosy. Bezbłędnie. 
Umieć się bronić. 
Być groźną. 
Nie być bezbronną!
To było przez lata moje skryte marzenie, które bałam się realizować.
Uznawałam tylko miłą, łagodną i uprzejmą część mnie.
Część dzika i asertywna, część silna i głośna, musiała się chować. 


I przez lata rzeczywiście byłam "ofiarą" zaczepek, niechcianych podrywów, klepnięć po pupie itp. 
Bałam się chodzić po ciemku. 
Bałam się umówić z chłopakiem, który był wysoki i silny. Czy by uszanował moje nie? (Do dziś żałuję tej straconej randki)

Wzmocniłam się. 
Zmieniłam się. 

Poznałam też mężczyzn delikatnych, wrażliwych, używających swojej siły w sposób kontrolowany. 

A jednak, kiedy patrzę na statyki przemocy, nie mam wątpliwości, że tam nie ma parytetu. 
Przemoc ma twarz mężczyzny. Dlaczego?

Czemu jeśli pomyślimy o ofierze przemocy i sprawcy to w 99% będą mieli określoną płeć?
I czy coś możemy w tej sprawie zrobić?

Nie mam odpowiedzi.
Szukam jej.
Mam intuicję, która mi mówi, że skoro ja jako młoda osoba bałam się pokazać "zęby", warknąć, użyć siły, zdecydowania... I miało to negatywny wpływ na moje życie,  to może chłopcy mają symetrycznie?
Może oni boją się wstydzą pokazać tę wrażliwą i delikatną stronę?

Klik. Bingo!
Nagle mi się to składa w całość. 
 
"Nie becz!"
"Chłopaki nie płaczą!"
"Nie bądź baba"

Chłopcy słyszeli to na każdym kroku, i na szczęście to się zmienia, ale ciągle jeszcze słyszą to za często.

Bo tak jak ja potrzebowałam umieć pokazać kły, tak oni potrzebują łez!

I tylko mając dostęp do jednego i drugiego, możemy rozwijać swoją moc. 


OK. 
To mi się układa w całość. 
I chłopak i dziewczyna bez różnicy potrzebują wierzyć w swoją siłę, umieć się bronić. 
I chłopak i dziewczyna bez różnicy potrzebują płakać i mieć dostęp do swojej wrażliwości. 

Siła, która nie boi się łez. 
Delikatność, która nie jest krucha. 

Kiedy dziewczynka nie może warczeć, tupać, bić, jej łzy stają się często łzami zastępczymi. A ona szuka innych sposobów, by powiedzieć swoje zdanie, swoje "nie". Nie wprost. Nie otwarcie.
I mówi: agresja jest fe. 
Agresja jest groźna.


Bo jeśli łzy chłopca nie są przyjęte, jeśli nie może płakać i znajdować w tym ulgi i pocieszenia to musi być wściekły. 
Musi walić, rozwalać, ścigać się, rywalizować. 
Musi podporządkowywać sobie innych, walczyć o pozycję, upokarzać, gnębić, niszczyć. 
I mówić: "ciota", "pedał" "baba" o każdym, kto nie jest odcięty od uczuć.

Jedno jest rewersem drugiego. 

Dziewczynki potrzebują zgody na ich złość.
Chłopcy potrzebują zgody na ich łzy. 

Gdyby chłopiec dorastał i mógł być... Człowiekiem? 
Co gdyby mógł być LUDZKI?

Przecież tak jest - rodzimy się bardzo podobni. 
Ssiemy pierś, tulimy się do opiekunów, zachwycamy światem. 

Tylko, że chłopiec dość szybko dowiaduje się, że dla niego przewidziana jest rola "twardziela"....
I kiedy z różnych, dobrych pewnie intencji, nie kupujemy mu lalki, kiedy na półce w sklepie z zabawkami dla chłopców jest więcej mieczy, kiedy żenują nas chłopięce gorące łzy nad martwym ptakiem... Kiedy zsumują się te wszystkie kulturowe przekazy, jeśli w nie uwierzy, chłopiec zaciska serce. 
Może wtedy nagrać filmik jak wyśmiewa kolegę i zakłada mu kosz na głowę. 
Bo nie zna już współczucia.
Może nasikać na dziewczynę, którą zgwałcili z kolegami. Ona nie jest dla niego człowiekiem. 
Zapomniał co to w ogóle znaczy. Być człowiekiem.

I tak, nie każdy staje się oprawcą, gwałcicielem, przemocowcem. 
A jednak.
Statystyka się zmieni, kiedy zaczniemy traktować chłopców i dziewczynki jak ludzi. 
Kiedy uszanujemy i ich wściekłość i ich smutek. 
Kiedy pomieścimy ich uczucia i pozwolimy by wybrzmiały, znalazły miejsce i spotkały się z naszą czułą obecnością. 
Oko w oko. 
Serce w serce. 

To się stanie tylko jeśli otworzymy nasze serca. 
Jeśli odważymy się ... Zaryzykujemy śmieszność, zranienie. 
Zaraz przy nich jest poczucie że żyjemy, radość, satysfakcja. 

Chciałabym żebyśmy uwierzyli, że siła i wrażliwość mogą się łączyć w jednym ciele, niezależnie od płci. I że to ok. 


Tak więc, kiedy chcemy żeby dziewczyny były bezpieczne idąc przez park nocą, sposobem nie jest mówienie im: nie noś mini. 
Po co tam poszłaś?
Sposobem jest zgoda na to, żeby chłopcy mogli czuć. 


Bać się.
Płakać. 
Cieszyć. 
Wzruszać. 
Tęsknić. 
Zachwycać.


Żebyśmy uznali chłopców za ludzi. 
Wtedy więcej z nich będzie się zachowywać jak ludzie. 



PS. Ilustracje pochodzą z książek:
"Ulica Garmanna" wyd.FISO
"Jak mama została Indianką", i "Chrum, chrum, Bolusiu" wyd. Zakamarki
"Billy jest zły", wyd. EneDueRabe

PS.2 Tamara, dziękuję Ci za rozmowy o agresji i więzi. Wszystkie.





piątek, 10 lipca 2020

Wakacje!

Wakacje!
Będę pływała i chodziła boso. 
Będę się śmiała i brudziła. 
Będę leżała na mchu. 
Będę jadła rękami.
Będę malowała i czytała. 
Będę żyła bez budzika. 
Będę liczyła piegi na twarzy córki i będę zlizywała najsmaczniejsze.
Zgubię plany. 
Postrącam oczekiwania jak krople deszczu z liści nad głową.
Będę mrużyła oczy w słońcu i drzemała w hamaku. 
Będę oglądała gwiazdy i Drogę Mleczną. 
Będę grała w gry i gadała ile w wlezie z ludźmi, których kocham i lubię. 
I jak najwięcej tego wszystkiego zabiorę w moje codzienne życie.
Amen.



czwartek, 9 lipca 2020

PRZYJEMNOŚĆ

Przyjemność jest dla mnie bardzo ważna. 
Zapraszam ją do mojej codzienności. 
"Nie za dobrze ci?" pytano mnie w dzieciństwie. 
Nie, nie za dobrze. 
Chcę, żeby było mi dobrze. 
Jeszcze lepiej. 
Najlepiej. 
Bo czemu nie???

Cóż za absurdalny pomysł, że miałabym tego nie chcieć!?!
Przyjemność ... Wstydzimy się jej, czasem żenujemy, ociągamy z jej szukaniem. Bez sensu!
Mamy tak ograniczony czas z naszymi ciałami i oddechami. 
Sięgajmy po nią. 
Wypełniajmy nasze życie przyjemnością. Frywolną, zmysłową, intelektualną, seksualną, i każdą, każdą inną!
Przyjemność patrzenia na kolory, rozpoznawania kształtów ptaków i motyli. Las. Drzemka na mchu.
Przyjemność zanurzania się w wodzie, przyjemność (arcyprzyjemnosć!) dobrej rozmowy. 
Podróż wewnętrzna i ta daleko, daleko. 
Smak potraw. 
Długa spódnica ocierająca się o kostki, wirująca w tańcu.
Muzyka!
Najlepsze lody pistacjowe w Warszawie (Słodka Italia, koło Soho, sprawdźcie!)
I koniecznie, koniecznie zabierzcie przyjemność na wakacje!
Pamiętajcie: Wasze (wewnętrzne) dzieci czekają! Gotowe do zabawy i życia. Życia! 



poniedziałek, 29 czerwca 2020

Przedszkolaki i plemniki. Kiedy rozmawiać z dziećmi o seksualności?

Zwykle, kiedy myślimy w pocie czoła, czy nie jest za wcześnie na rozmowę z dzieckiem o seksualności, jest właśnie za późno. 
Tak. 
Dokładnie.
Jeśli dziś odkładamy to na potem, jesteśmy spóźnieni. 
100%


Bo seksualność, tak jak życie, dzieje się teraz. 
A dzieci są uczestnikami życia też dokładnie w tym czasie: teraz.
Słuchają radia.
Oglądają Wam przez ramię wiadomości. 
Widzą plakaty na mieście - i uwierzcie, bardzo często żałuję, że nie mam ze sobą karabinka z farbą...
Słyszą rozmowy innych ludzi - dzieci, dorosłych.
Dzieci są uczestnikami życia i chcą je poznawać, chcą jak najwięcej zrozumieć. 
I mają do tego prawo.
To chyba w kultowym filmie E.T. jest scena jak E.T. dobiera siedo telewizora i wchłania wiedzę w przyspieszonym tempie...? A może w innym. W każdym razie taka scena powtarza się nie raz w filmach o "obcych" - oglądają masę filmów i wchłaniają kulturę, historię ludzkości, a na koniec najczęściej płaczą...
Jak mówi Jesper Juul dzieci są jak tacy "obcy" z innej kultury, Zjawili się i potrzebują cierpliwego objaśniania zasad i praw obowiązujących nas, ziemian. 
Gdyby odwiedził nas kosmita, nie oczekiwalibyśmy, że wszystko wie i rozumie. 
Warto mieć też cierpliwość do prób i błędów, do całego procesu nauki naszych dzieci. 
One, ze swoją świeżością i otwartym sercem, często szybko widzą co jest "nie tak", nie logicznie, nie fair, głupio.
A ich pytania są niewinne. I ważne.




Jeśli chodzi o loty kosmiczne - ucieszymy się, że pytają.
Jeśli mówią, że nie można jeść zwierzątek, bo mają mamę, możemy czuć się skonsternowani.
Kiedy gubią zęby, kupujemy im książeczki o mleczakach i stałych, trzonowcach i siekaczach. Te słowa nas nie bulwersują. 
A przecież miesiączka, poród, adopcja, seks, wzwody poranne i polucje to dokładnie to samo. 
Kosmiczny lot naszego ciała. 
Penis, wagina, łechtaczka. 
Łokieć, udo, dziurka w nosie. 

Dzieci są ciekawe CAŁEGO świata, ale z różnych powodów my niektórych kawałków nie chcemy im pokazywać. 
Warto zadać sobie pytanie: dlaczego?

Oczywiście - odpowiedzi na każdy temat maja być ADEKWATNE do wieku. 
Tak jak nie analizuję z dwulatkiem budowy rakiety kosmicznej, a skupiam się na fantastycznym efekcie dźwiękowym, tak nie opowiadam maluchowi ze szczegółami o stosunku seksualnym.
Ale też nie zatajam prawdy. 

Urodziłeś się przez cipkę. Siusiak czasem sterczy, bo mu przyjemnie. Tak, tobie też kiedyś urosną piersi. Skóra się marszczy z wiekiem. Mam krew, bo mam okres, kobiety krwawią raz w miesiącu, to znaczy, że są zdrowe a ich macica się oczyszcza. 
I tak dalej, i tak dalej. 

Krótkie, prawdziwe odpowiedzi. Jeśli będą chciały - zapytają dalej. 


I zapytają wiele razy, bo zwykle zaraz im to wypada z głowy

Jeśli macie jakieś wątpliwości czy warto rozmawiać z maluchami o seksualności, zastanówcie się czy odmawiacie im wiedzy o kosmosie? O układzie słonecznym? Nie?
A to przecież bardziej abstrakcyjne niż własne ciało. 

Na zachętę umieszczam jedną z wielu rozmów z pewną przedszkolaczką:) 
Imiona dzieci zostały zmienione:)

Cała sytuacja ma miejsce w aucie. Dyskutuję z mężem o surogatkach - pojawił się ciekawy artykuł o tym zjawisku. 
Na to włącza się Danusia i mówi:
- Chyba jak dziewczyna i dziewczyna chcą mieć dzidziusia to mogą coś sobie wstrzyknąć...?
- Tak, a wiesz co?
- Jajeczko? 
(zwracam Waszą uwagę, że Danka wie doskonale "skąd się biorą dzieci" , czytałyśmy wiele książek i gadałyśmy, ale właśnie tak to jest, ta wiedza potrzebuje się utrwalać i umiejscawiać w siatce tego co dziecko już wie, nie jest tak, że raz się dowie i już, pyta wiele razy)
- Nie. Dziewczyny już mają swoje jajeczka.
- No tak. Nie pamiętam co.
- Plemniki.
- Acha.
- A skąd o tym słyszałaś, że można je wstrzykiwać?
- Ania (koleżanka z grupy) mówiła w przedszkolu! Bo Małgosia i Zosia się w sobie zakochały i Ania im powiedziała, że mogą wziąć ślub i urodzić dzidziusia, że się tak wstrzykuje. A ja im powiedziałam, że mogą adoptować! Ale one powiedziały, że jednak nie chcą dziecka. 

Cała rozmowa bez ekscytacji, jak najzwyklejsze sprawy. 

Ludzie się w sobie zakochują, chcą mieć ślub i dzieci. 

Żadnego gender-potwora, po prostu życie sześciolatków.







środa, 17 czerwca 2020

Niebieski kocyk, czy różowy?

Wyobraź sobie taką Grę. 
Cel: szczęśliwe życie lub przetrwanie
Rodzisz się / Losujesz postać, którą grasz i zaczyna się!

Dostajesz kolor oczu. Kolor skóry. Kolor włosów. 
Dostajesz płeć biologiczną i tę w środku, którą czujesz. 
Dostajesz orientację seksualną. 
Wszystko przypadkowo. 
A do tego, również przypadkowo, dostajesz kontekst, czyli to jak w twojej kulturze traktuje się seksualność - czyli ciało i płeć, jak traktuje się mężczyzn i kobiety, chłopców i dziewczynki.
Jaką mają pozycję (ile punktów na start).
Ile szacunku (wsparcia).
Na ile swobodnie mogą być sobą i eksplorować (jak trudna jest plansza).
Im sztywniejsze zasady i rozgraniczenia tym jest Ci trudniej, bo masz mniej możliwości. 
Np. rodzisz się kobietą, a chcesz być kierowcą rajdowym. Nawet nie ma na to nazwy. Uważa się, też że kobiety gorzej prowadzą. Może też się zdarzyć, że trafisz na opcję gdzie w ogóle nie wolno ci prowadzić auta. 
Za swój cel musisz zapłacić bardzo dużo specjalnymi żetonami. 
Albo inaczej. 
Jesteś chłopcem. Lubisz bawić się w tatę i kołysać do snu swoje lalki. Uwielbiasz przytulać się do babci. Babcia pachnie ciastem. Rośniesz i ktoś ważny dla ciebie zabiera twoje lalki, każe ci się wstydzić, tracisz punkty.
Babcia cię jeszcze przytula, ale dotykanie twojego przyjaciela z ławki w szkole jest już surowo karane. Kiedyś biegliście po meczu piłki za rękę i do tej pory krzyczą za wami: "pedały".
Oczywiście poleciały ci punkty.
W tej wersji twoja postać ma małe szanse na dotrwanie w zdrowiu do końca gry, bo nie umiesz czerpać punktów "życia" z bliskości: otwartych rozmów i przytulania z rodziną i przyjaciółmi. Syn cię nie cierpi. Walczysz. Walczysz w pracy, walczysz z codziennością, zaciskasz się coraz mocniej. Dorabiasz się jakiś powikłań. 

Czasem na starcie masz farta i dostajesz dużą pulę żetonów - mama i tata cię akceptują i wspierają. Także wasze otoczenie.
Wszyscy są życzliwie zaciekawieni kim jesteś. 
Kiedy jesteś dzieckiem lubisz przebierać swoje zabawki, wymyślać im stroje. Wszyscy wspierają twoją pasję. Dojrzewasz i się rozwijasz odkrywasz, że kochasz żyć, tzn. szyć. 
Idziesz do szkoły krawiectwa. 
Jednego dnia szyjesz sobie garnitur. Innego suknię. 


Słyszysz: kobiecość i męskość w tobie są bogactwem. 
Masz połączenie z jednym i drugim. Jesteś cenna/y dla naszej społeczności. 


Jednym z etapów w grze jest znalezienie sobie partnera/ partnerki. 
I tu wiele zależy od świata do którego trafisz. 
Jesteś chłopakiem, zdecydowanie podobają ci się chłopcy. Od małego kumplujesz się z dziewczynami, ale pociąga cię tylko własna płeć. Odkrywasz to przypadkiem, kiedy Twój kumpel zdejmuje koszulkę na wf. Drżysz. Nie wiesz, co się dzieje. W nocy śni ci się ta scena i nagle przez kolejne dni masz sucho w gardle przy tym chłopaku.

Zwierzasz się ojcu.  
On mówi: tak, czasem tak czujemy. To taka wielka radość życia, to takie połączenie z energią wszechświata. Czasem tę wielką siłę czujemy w sobie wobec wody, ognia, słońca, ziemi. Czasem wobec innego człowieka. To życie samo w sobie i jego energia. Czasem przejawia się jako podniecenie wobec konkretnego człowieka. Czasem przeradza się w miłość.  
Obserwuj tę energię i ciesz się nią. Kiedy się pojawia i do kogo. Z czasem nauczysz się tego o sobie, choć... Tak na prawdę do końca życia może cię zaskoczyć, bo jest Nieprzewidywalna!

Dostajesz masę punktów z którymi udajesz się w świat na poszukiwanie. 

Albo inaczej. 
Czujesz dreszcz na widok kolegi. 
Przepełnia cię przerażenie i obrzydzenie. To nie twoja wina! Nie jesteś przecież "ciotą"! 
Za to są w tej wersji gry wysokie kary. 
Skoro to nie ty, to musi być jego wina. Musi być z nim coś nie tak. Pewnie to on jest "ciotą". Namawiasz kumpli, żebyście go po lekcjach pobili. 
Dostajesz ostrzeżenie i karne punkty. Niby możesz jeszcze próbować przejść jakieś poziomy, ale nie czujesz z tego żadnej przyjemności. Wszystko cię wkurza i drażni. 

Albo jeszcze inaczej. 
Wersji jest nieskończenie dużo. 

To, co wiadomo, to że im mniej opresyjna kultura w której żyjesz tym więcej masz możliwości. Tym pełniej możesz realizować swoje talenty, możliwości i człowieczeństwo. 
Tym mniej płacisz za bezpieczeństwo i szczęście. Tym większe szanse, że dokończysz grę we właściwym czasie z zapasem żetonów w kieszeni. 




Płeć i orientacja seksualna. 
Niby są jak kolor oczu a wywołują tak wielkie emocje!
Czemu?

I płeć i orientację seksualną możemy rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Ale nie są tylko dwoma krańcami na osi. Są jak kontinuum. 
Oczywiście są osoby, które opisują siebie wyraźnie na którymś z krańców. 
Homoseksualna kobieta, heteroseksualna kobieta. 
Homoseksualny mężczyzna, heteroseksualny mężczyzna. 
Ale są też osoby w każdym miejscu osi. 
Świat jest bogaty. 


Kiedy byśmy się z tym pogodzili, zaakceptowali, świat stałby się bezpieczny np. dla dziecka, które rodzi się i ma narządy płciowe obu płci. 
Rodzice nie musieliby bać się o nie, decydować na szybkie operacje w ciemno.... Taki dziecko mogłoby rosnąć bezpiecznie i samo zdecydować. 
Teraz też w Polsce, tym kraju mlekiem i miodem płynącym, rodzą się takie dzieci. Ich rodzice często nie mogą znieść niepewności, lęku, paniki... Co ludzie pomyślą?
Jak sobie poradzić z tą niewiedzą?
Niebieski kocyk?
Czy różowy?
Marzę o świecie, gdzie kocyk może być w kratkę a dziecko żyć bezpiecznie. 
Bo od naszej akceptacji dla innych nie wyrosną nam nagle dodatkowe narządy płciowe. 
Dziś te dzieci są często okaleczane w ciemno. Bez szansy zabrania głosu.


Jedyne, co może nam się stać, kiedy otworzymy się na Innych, to że spojrzymy w lustro i poczujemy. 
Mi też podobał się kolega z ławki. I koleżanka. 
Ja też zawsze wolałam być chłopakiem, bo dziewczyny miały przesrane: nie mogły się bić i włazić na drzewa!
A ja tęskniłem, żeby być dziewczyną i nosić te wszystkie ciuszki. 
Itd, itd. 
Mamy do wyboru: odważyć się spojrzeć w siebie albo nawalać w innych. 
Zaufać tej pulsującej energii i pozwalać jej płynąć, poznać ją i nauczyć się nią kierować,  albo spychać do podziemia i patrzeć jak wybucha i niszczy w niekontrolowany sposób. 



Seksualność to wielka, potężna energia. Mamy w tym miejscu ranę do uleczenia. 
Bo płonęły stosy. Bo karano za rączki pod kołdrą. Bo zawstydzano. Bo ...
Każdy ma swoją historię. I najlepiej, żeby każdy zajął się swoją, a potem świecił jasno. 










czwartek, 11 czerwca 2020

Wielka góra i wielka dolina

Kiedy moje dzieci były małe i pytały mnie o wiarę, o Boga, zawsze rysowałam wielką górę, na którą prowadziło wiele dróg. Jedni wspinali się na nią szybką i stromą drogą, niektórzy szli, zawracali, znów podejmowali drogę. Niektórzy robili piknik u podnóża, ktoś próbował wlecieć... 
Nie ma drogi właściwej. Można nawet w ogóle nie wchodzić na górę, hahah. 
Ale to, co dla mnie jasne, to że szczyt jest jeden. Gdzieś za chmurami. 
Dziś, kiedy minęło kilka lat, myślę że w moim obrazku brakowało dolin. 
Bo one są bardzo ważnym elementem tej drogi.

 

Wędruję. 
Czasem schodzę w dolinę, czasem wpadam w przepaść. 
A tam... Wpadam w błoto, nurkuję w błocie. Chcę się uratować. Szarpię się, wołam pomocy. 

Nie wiem, że nic mi nie grozi. Nic poza tym, że utknę, jeśli nie otworzę oczu. Serca. 
Kiedy kieszenie mam już pełne pierwszej jakości błocka, kiedy jestem brudna, zmęczona, zaczyna się droga w górę. Zawsze się w końcu zaczyna. 
Bo ta podróż jest istotą mojego życia. 
Raz w dół, raz w górę. 
Kiedy wespnę się wyżej i  wyniosę błoto na światło, mogę zobaczyć, co mam tak na prawdę ze sobą. 
Kamyki, grudki ziemi, jakieś paprochy ... 
Chcę się umyć, otrząsnąć, pozbyć wspomnienia doliny...
A przecież w tym błocie są skarby....
Część z nich wystawiona na światło może zabłysnąć. 
Lepiej się ich za szybko nie pozbywać. Nie zapominać. 

Im jaśniej je oświetlę, tym większa szansa, że ujrzę je w ich prawdziwej istocie. I się zdziwię. 

Czas doliny, jest czasem nurkowania po skarby. 
Mam ich pełną sieć. Wplątały się nawet we włosy. 
Ale nie mogę ich docenić, póki jesteśmy tam, w dole, w ciemności. 
Im wyżej je ze sobą zabiorę tym jaśniej zabłysną. 

I znów nurkowanie. 
I znów droga w górę. 

Nurkowanie.
Wspinaczka. 

Na szczycie jest cudownie. 
Lekko, powietrze rześkie i słoneczne. 

W dolinie ciemno. Dopada mnie strach, że nie wyjdę. 

Ostatnio myślę, że nie ma różnicy między szczytem a doliną. Są tak samo dobre. 
Jedno nie istnieje bez drugiego. 
Niezależnie gdzie jestem, ufam, że pojawi się i to drugie. 

Już się nie szarpię. 
Rozglądam się z ciekawością i uśmiecham do tych, co na sąsiednich ścieżkach.