sobota, 19 grudnia 2020

Grudzień.

Grudzień to płakanie, rozpadanie się i ciemność.

Trudno mi w Grudniu. 

Sprawy przelatują mi przez palce, szwy się prują i nie mam nawet pomysłu, żeby pędzić po igłę i nitkę. 

Pozwalam im rozkładać się wokół mnie na podłodze i płaczę. 


Płaczę, bo pies znów wykopał dziury w ogrodzie, zwiał do sąsiadów i narobił im szkody.

Płaczę, bo przerasta mnie bałagan w pokoju córek.

Płaczę, bo czuję się bezradna i niewydolna jako człowiek i matka. 

Płaczę, bo codzienności jest za dużo i taka powtarzalna...



Trudno mi z tobą Grudniu. Ale też trochę już się ciebie nauczyłam przez te 45 lat.

Zapisałam się na regularne masaże i dogrzewanie taką specjalną lampą (bosze jakie to jest dobre).

Kupiłam świece pachnące wakacjami i życiem. Palę je codziennie w całym domu. 

Mam rytuał dodawania olejku eterycznego do porannego kremu i kocham tak ładnie pachnieć. 

Nie naciskam. 

Nie naciskam na siebie, nie naciskam rzeczywistości.

Może lepiej by było napisać: staram się. Staram się nie naciskać. 

Pytam się siebie z czułością: kim dziś jesteś?

Zaglądam do środka, i jeśli tylko znajduję jakiś supeł... Płaczę, albo przeklinam, zależy do czego mi akurat bliżej. (Dziękuję, że mam do kogo płakać!... To bezcenne.)

Płaczę i przeklinam. Masuję i otulam. 

Szczególnie w grudniu.


Przykro mi, że na blogu pusto. 

I że zdjęć nie robię. 

Ominęłam większość wydarzeń, na które się zapisałam. 

Ale tak to jest w grudniu. 

Bo wiecie?

Nie da się zadbać o siebie bez... bez zadbania o siebie. 

Zrozumiałam to ostatnio bardzo wyraźnie na warsztacie z Kamilą z Dobrego Ciała. Poszłam na ten warsztat drugi raz, bo po pierwszych taaaak dobrze się czułam! A nie mogłam sobie przypomnieć ćwiczeń i tego dlaczego. Nie mogłam tego rozkminić, bo wszystko było taki... Delikatne.

I załapałam.

Na tych warsztatach - polecam je każdej kobiecie z całego serca! - po prostu dbałam o siebie. 

Kamila w tym pomaga, ale przede wszystkim daje na to czas i przestrzeń.

Żeby się rozluźnić.

Odpocząć.

Zrelaksować.

Bo nie ma innej opcji jak dać na to czas i przestrzeń. 

A właśnie o to czasem jest najtrudniej. 

Zostawić wszystko, rozłożyć ręce, niech wszystko wypada. 

Położyć się na macie, zamknąć oczy, zapaść w podłogę i ciemność. 

Oddychać. 

Oddychać. 

Czuć. 

Głaskać każde napięcie. 

Oddychać. 

Nie trzeba wiele. 

W zasadzie prawie nic. 

Czas i przestrzeń. Kawałek ciszy, kawałek koca i podłogi. 

Zostawić wszystkie ważne i nieważne rzeczy i sprawy.

Odpuścić.

Olać. 

Poprosić o pomoc. 


Trudno mi z tobą Grudniu. 

Nie piszę.

Nie robię zdjęć. 

Nie mam pomysłów na nowe i pozwalam na to. 

Pozwalam na wewnętrzną zimę i boję się, że ona się już nie skończy. 

Trochę ufam, że tak, że jednak minie, bo pamiętam jak mnie rozsadzało latem, ile miałam w sobie energii i siły. Bo pamiętam ten cykl z zeszłego razu, i zeszłego...

A jednak za każdym razem, kiedy pozwalam sobie na wewnętrzną gawrę, jaskinię i zimę... Boję się i potrzebuję opierać na sobie mocno. Boję się, że świat nie zaczeka. Boję się, że coś stracę. Boję się, że biznes mi upada. Boję się, że ..

Trochę tego jest. 

A ja jestem w samym środku. 


W środku, z którego nie widać jeszcze światła. 

W środku, z którego nie ma pewności, że to nie koniec. 

W środku, w którym oparcie jest jeszcze głębiej, w jeszcze większej ciemności i pustce. 


Mam luksus zapadania się i otaczania ciemnością. Mam luksus pozwalania sobie, odpuszczania. 

Dziękuję ci Grudniu. 

Bez ciebie by mi się nie udało. 








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza