środa, 1 czerwca 2022

Płeć jest jak cebula, czyli recenzja książki "Sex. To o czym dorośli cio nie mówią. Bo często nie wiedzą."

 Seria książek, o tym czego rodzice nie mówią dzieciom, bo sami nie wiedzą, zainteresowała mnie jakiś czas temu. Chciałam przeczytać o ... Polityce, bo mało o niej wiem. A tu proszę - wskoczyła mi z wydawnictwa Publicat inna książka z tej serii i... Po przeczytaniu tym bardziej mam chęć na pozostałe. 

Tytuł brzmi "Sex", ale w zasadzie chyba powinien brzmieć ŻYCIE, albo rozmnażanie? 

Bo książka w bardzo przystępny sposób - i zabawny - opowiada o tym, jak życie się rozprzestrzenia. Jak kombinuje, ewoluuje, żyje się życie na naszej planecie.

Nie ma tu wiele o seksie seksie.

 

Znajdziemy sporo wiedzy o komórkach, chromosomach, mutacjach, plemnikach, jajach, ciąży, ... Ale ja najbardziej polubiłam rozdział o płci. No, bo to temat teraz bardzo gorący, szeroko dyskutowany, przez dzieciaki mocno eksperymentowany. I warto go rozumieć. 

W tej książce wszystko jest wytłumaczone krok po kroku, jasno i prosto, a porównane do... Cebuli. 



I tak oglądamy wszystkie warstwy płci -  chromosomy, które wcale nie zawsze są xx, albo xy - swoją drogą dlaczego nikt nas o tym nie uczył w szkole???

Jest warstwa gonady, hormony, warstwa dojrzewanie, warstwa kultura (obrazek - mistrzowski - ale Wam nie zdradzę, zajrzyjcie sami do książki). I o tym, że płeć to też kwestia tożsamości, tego kim ktoś się czuje.   

Jeśli gubicie się w tym o co chodzi z płcią, niebinarnością itd - po lekturze, będzie Wam zdecydowanie łatwiej.


Wyjaśnione są też kwestie orientacji, a za przewodników robią literki LGBT.  Sporo uwagi autorzy poświęcili tematowi tolerancji, życia w szafie, rozumieniu różnych perspektyw. 

Rozbawiło mnie B:)


 Polecam do czytania dla siebie i z dzieciakami. 

Książkę napisał pan Boguś Janiszewski a narysował pan Max Skorwider i lekko im zazdroszczę, bo myślę, że się na prawdę dobrze bawili:)




 

poniedziałek, 23 maja 2022

Ciałopozytywny podcast dla rodziców i opiekunów "Oswajamy dojrzewanie"

Podcast MOONKA "Oswajamy dojrzewanie"  to taka przygoda, której powiedziałam TAK i wskoczyłam w to na główkę - to nic, że nigdy tego nie robiłam, można uczyć się płynąc na fali:) 

                               

 


     

                    LINK do SPOTIFY TU :)  a do APPLE tu:)

 

 

Kocham klimat radia, a tu jest trochę podobnie. 

A do tego całym sercem jestem w temacie ciałopozytywności i seksualności. 

Czego możecie się spodziewać w podcaście?

Do każdej rozmowy zaprosiłam innego Gościa/ Gościnię i skupiamy się na jakimś kawałku oswajania dojrzewania. 

Będzie o tym czym jest dojrzewanie, jak rozmawiać z dzieciakami 

i jak zaopiekować siebie, swoje emocje. 

 

W pierwszej rozmowie pytam Basię Pietruszczak, autorkę moonkowej serii książek "Twoje ciałopozytywne dojrzewanie" 

o  CIAŁOPOZYTYWNOŚĆ.

Jeśli ciekawi Was, jak przekłada się ona na zdrowie, pieniądze i ogólny dobrostan, i co warto robić na co dzień, żeby wspierać nasze dzieci w budowaniu dobrej relacji z ciałem - zapraszam:)


Jestem ciakawa Waszych opinii i niezwykle podekscytowana!

Projekt, w który się zaangażowałam całym sercem idzie w świat:)

Dziękuję Moonce za zaproszenie i zaufanie, a Maćkowi z podcastu Dział Zagraniczny za absolutnie niezwykłe wsparcie - życzliwe, merytoryczne i ...najlepsze! Każdemu życzę takiej nauki!


Link do strony MOONKA - TU - znajdziecie na niej również BLOGA (a na nim wiele bardzo ciekawych artykułów) i sklep z moonkowymi książkami i grą:)

 

Do przeczytania

i do usłyszenia:)

 

sobota, 26 marca 2022

Zmieniam się. Nowa, nowoczesna książka o dojrzewaniu dla nastolatków.

 

Kiedy byłam nastolatką i zaczytywałam się we wszystkim, co znalazłam o seksie, zdecydowanie wolałabym tę książkę.
Już widzę jaka by była zaczytana, hahah

Dowiedziałabym się już wtedy, że seks to nie tylko penetracja.
Że tzw. pierwszy raz to tylko koncept.
Wiedziałabym o stereotypach.
I że mam wybór.
Czy chce kogoś przytulić, ogolić włosy, być w ciąży.
Dowiedziałabym się, że są różne rodziny, i że ludzie różnie czują swoją płeć.
I że mogę pytać.
Rozmawiać.

Że czucie podniecenia jest ok.
Że zawstydzenie też jest normalne.
Że masturbacja nie powoduje pryszczy. I jest ok.

Ach. Jakbym chciała ją wtedy przeczytać.
Fajnie że jest. 

PS. Myślę, że to książka dla dzieciaków mniej więcej po10 urodzinach. Ale jak zawsze to zależy od człowieka.

środa, 2 marca 2022

"Kapelusz pani Wrony", czyli jak uczymy ośmiolatki patriarchatu.


"Kapelusz Pani Wrony" pani Danuty Parlak to lektura dla klas 2 szkoły podstawowej, wydana przez Wydawnictwo BIS. 

I - o zgrozo - zatwierdzona przez kogoś jako lektura!

Bardzo chcę, żebyście o tym pamiętali: to książka dla ośmiolatków!

 

A ten wpis jest nie tylko o tej książce - jest o tym jak działa patriarchat i kultura przemocy wobec dziewczynek, wobec chłopców, w ogóle wobec naszych ciał i emocji. 

Co może być tak strasznego w książce o zwierzątkach dla dzieci?

Wiele...

Nie mam pojęcia, co skłoniło autorkę do popełnienia tego opowiadania, ale wiem, że mamy naprawdę wiele pracy do zrobienia, żeby takie treści nie były oczywiste, przezroczyste i nie miały już szans być omawiane inaczej niż KRYTYCZNIE.

Marzę o świecie, w którym w każdym człowieku gotuje się ze złości, kiedy czyta takie treści.

Marzę o świecie, w którym to przestaje być przezroczyste. 

A zaczyna być niedopuszczalne. 


Co mnie tak bardzo wkurzyło?

Posłuchajcie. 

"Mikołaj, czyli historia pewnego bociana" to ostatnia opowieść w tym zbiorze. 

Cała rodzina bocianów nie może się doczekać aż bocian Mikołaj się ustatkuje i założy rodzinę. Niestety, jest wybredny. Kręci dziobem na wszystkie bocianie panny. (szlag!)

"Ta ma nogi za krótkie, ta znów krzywe. Ta ma dziób haczykowaty, ta z garbkiem. Ta ma szyję za mało wysmukłą, ta piórka nie dość białe." (serio?)

W końcu Mikołaj oznajmia, że przyprowadzi jakąś wybrankę. 

Ku zdziwieniu wszystkich, okazuje się, że to żabka Izabella.  

I tu wkracza mój "ulubieniec" (sarkazm!), stryj Józef, który "słynął w rodzinie ze specyficznego poczucia humoru". 

Słynął! 

No... rzeczywiście ze specyficznego: obrzydliwego, przemocowego, patriarchalnego, dziaderskiego i bezmyślnego!

Stryj Józef , w przeciwieństwie do reszty rodziny, jest zachwycony wybranką Mikołaja, cytuję: "Młodziutka, apetyczna żabka. - stryj Józef zaklekotał entuzjastycznie i z błyskiem w oku"

(Znacie ten błysk?) 

Uwierzcie, nie wiem czemu słowa "Młodziutka, apetyczna żabka" są wydrukowane w książce na czerwono. Ale są.

 Nikt nie oburza się na to zachowanie stryja. Tylko Mikołaj coś przeczuwa. 

"Zabrzmiało to nieco dwuznacznie. (oj, tak! czyli autorka czuje, ale brnie dalej!) Mikołaj na wszelki wypadek stanął bliżej Izabelli. Izabella świadoma, że cała rodzina Mikołaja uważnie ją obserwuje, wyciągnęła wdzięcznie szyję i zatrzepotała rzęsami."

Zatrzepotała rzęsami! 

Cóż innego może zrobić młoda osoba, która jest oceniana, pożerana wzrokiem i krytykowana. 

Trzepocze.

Rzęsami.

 


Ale. Stryj Józef ma pomysł jak wybrnąć z rodzinnego kryzysu. 

"Musi się chłopak wyszumieć. (...) Więcej swobody. Niech chłopak skosztuje życia."

Wysyłają więc po naradzie Mikołaja na dyskotekę, mama dyskretnie daje mu więcej kieszonkowego i ma przykazane nie wracać zbyt wcześnie. Postępowo, nie?

Ma w końcu kosztować życia. Może znajdzie pannę w lepszym kolorze i z dłuższymi nogami niż żabka Izabella. Fu*k!

Na tym się nie kończy, Mikołajowi trzeba pomóc, więc wysyłają z nim "światowego" kuzyna z Australii, który jest "towarzyski, ochoczy do zabawy i chętny do kosztowanie życia w każdej postaci". 

To książka dla ośmiolatków - pamiętacie???!!!!

 

Z planu nic nie wyszło... Doszło za to do skandalu, czyli ślubu żaby i bociana.  Przy pocałunku stał się cud: żabka zamieniła się w piękną bocianią pannę.  Pocałowali się więc znów, a znany nam już stryj "bezwstydnie wpatrywał się w całującą parę: - Zuch chłopak! Moja szkoła! A ta bestyjka apetyczna... apetyczna - zaklekotał z uznaniem"


jesteście ciekawi które słowa tym razem zostały podkreślone na czerwono?

Tak: apetyczna i bestyjka. Bo kto patriarchatowi zabroni?


Niestety nie zrozumiałam morału tej historii, który brzmi "Nie całujcie żab, chłopaki". 

Może ktoś z Was go zrozumie i mnie oświeci?

Bo mnie tylko trafił szag i kawy mi nie potrzeba. 

Dla mnie morał tej lektury jest taki: nasz gniew jest potrzebny, nasza praca i nagłaśnianie takich rzeczy jest potrzebne. Myślenie jest potrzebne i czytanie całej kultury na nowo jest potrzebne!

Mówienie z czułością, łagodnością i bez oceniania o innych ludziach jest potrzebne. 

Ciałopozytywność jest potrzebna. 

Miłość do ciała, każdego ciała jest potrzebna!

Szacunek do każdego Innego jest potrzebny. 

Porządna edukacja seksualna jest potrzebna. 

I (do cholery jasnej!) nauczmy się wreszcie: kobiety to nie tylko ciało - przedmiot. To ciało nie jest własnością wszystkich! A chłopcy mają prawo do uczuć i emocji, a nie tylko "szumienia".

Bo te mity i stereotypy o chłopcach i dziewczynkach są obraźliwe dla wszystkich zainteresowanych!

Ile razy jako dzieci byliśmy karmieni takim "g"? 

Ile z tego jest dla nas niepodważalne?

Właśnie dlatego feminizm, studia gender, krytyczne myślenie i zmiany są potrzebne!

Ciałopozytywność jest potrzebna. 

Porządna edukacja seksualna jest potrzebna. 

 

 


 

 

sobota, 12 lutego 2022

Łechtaczka.

 W Wysokich Obcasach z zeszłego weekendu przeczytałam wywiad 

z francuską graficzką Jüne Plä o jej książce "Klub rozkoszy". 


Zdjęcie przedstawia modele łechtaczki z drukarki 3d.

Cały wywiad można przeczytać TU, ale mnie poruszyła ta wymiana:

"Kiedy założyłam konto na Instagramie, wykonałam pierwsze rysunki i zobaczyłam, jak szybko wzrasta liczba followersów, poczułam się mniej samotna.

Wtedy odkryłaś swoją łechtaczkę? Wiele kobiet nawet nie wie, gdzie ona się znajduje.

Tak. Dzięki internetowi w 2018 roku. Miałam wtedy prawie 40 lat. Wcześniej nikt o niej nie wspominał.

Nic dziwnego, skoro nawet we francuskich podręcznikach szkolnych łechtaczka nie była oznaczona aż do 2017 roku."


No i postanowiłam zrobić wpis o łechtaczce. 

Łechtaczki są przeróżne - tak jak i penisy!
Mniejsze, większe i różnie położone. 
Bo dlaczego nie miałyby takie być?


Zdjęcie z książki "Radości z kobiecości"

Początkowo, kiedy płód ma kilka tygodni, nie jest jeszcze rozstrzygnięte co wyrośnie z tzw. guzka płciowego. Czyli najpierw nasze organy są... neutralne płciowo. 
Dopiero potem w zależności od genów i hormonów formuje się 
z nich penis z moszną albo łechtaczka i wargi sromowe. 
(A czasem - i to też się zdarza - różne wariacje na ich temat. Mamy wtedy do czynienia z osobą interpłciową, na widok której lekarze i rodzice ciągle jeszcze często panikują i próbują, bez pytania o zgodę właściciela ciała, "poprawiać" naturę. 
Niestety to podejście, wynikające ze strachu i niewiedzy, a może też chęci ułatwienia dziecku i sobie życia, najczęściej kończy się tragedią - nie mamy bowiem możliwości dowiedzieć się od noworodka kim jest, z jaką płcią się identyfikuje i czy w ogóle chce ingerować w swoje ciało.)


Zdj. "Radości z kobiecości"

Ale. Wracajmy do łechtaczki. 
Wiemy już, że łechtaczka i penis to dwie odmiany tego samego narządu!
Mają też podobne cechy. 

Łechtaczka jak penis ma żołądź. Jego wielkość waha się najczęściej między 0,5 a 3,5 cm - całkiem spora różnica, prawda?
Żołądź jest widoczny gołym okiem, ale jest on tylko "czubkiem" organu, którego większa część jest schowana wewnątrz ciała. 
Kolejnym podobieństwem jest to, że łechtaczki mają... Erekcję!

Zarówno żołądź jak odnogi łechtaczki i opuszki przedsionka pochwy, pod wpływem np. stymulacji, powiększają się i stają coraz bardziej tkliwe. 

Większość kobiet doświadcza orgazmu dzięki stymulacji zewnętrznej części łechtaczki, ale coraz częściej mówi się, że również  tzw. orgazmy pochwowe są efektem stymulacji łechtaczki. Tyle że jej wewnętrznej części -  nabrzmiałych opuszek i odnóg łechtaczki od środka.

Główka penisa i główka łechtaczki są bardzo wrażliwe. 
Tyle, że główka łechtaczki jest jakieś 50 razy mniejsza, i ta sama ilość zakończeń nerwowych jest bardziej... hmmm, skondensowana.

Ciekawostka: Łechtaczki mają - jak penisy - samoistne "wzwody" w trakcie snu. Czasem kilka razy na noc!

No i co niesamowite - nie ma innego powodu do istnienia łechtaczki, niż rozkosz:)



Zdjęcia ilustracji z książki "Moje ciałopozytywne dojrzewanie"

Co możemy zrobić, żeby zapoznać się z łechtaczką?
Może pomóc lusterko, dużo delikatności i dobry, delikatny olejek. Zawsze czyste ręce. 

Bardzo bym chciała, żebyśmy wszyscy oswoili się z tą wiedzą. 
Ze słowem, ale i z narządem. 
Skoro większości kobiet tak wielką przyjemność sprawia właśnie łechtaczka, można zupełnie inaczej myśleć o naszym życiu seksualnym. 
Erekcja penisa nie jest już najważniejsza, mężczyźni mogą się wyluzować i nie muszą się tak bardzo "sprawdzać". 
Możemy się wzajemnie zapytać: co tak naprawdę się dla nas liczy. 
Może intymność?
Może zabawa?
Co nami kieruje? Chęć rozładowania? Ciekawość? 
Może dziś to, a jutro coś całkiem innego. 


Książki z których korzystałam i z których są ilustracje:
"Radiości z kobiecości" Niny Brochmann i Ellen Stokken Dahl
"Twoje ciałopozytywne dojrzewanie" Barbary Pietruszczak
i
"Period" Natalie Byrne:


Konflikt. Przegrana czy szansa?

Nie lubię konfliktów.

Za wszelką cenę unikam konfrontacji.

Staram się być miła.


A może...
Nigdy nie nauczyłam się, jak konstruktywnie przechodzić przez konflikty.
Brakuje mi narzędzi do rozwiązywania konfliktów.
Wydaje mi się, że konflikty niszczą relacje.
A może...
Dobrze i bezpiecznie się czuję w relacjach, także wtedy kiedy pojawiają się w nich konflikty.

Mam wiedzę i narzędzia do tego jak się wtedy zachować.

Czuję, że dzięki ćwiczeniu tych umiejętności i mojej odwadze, moje relacje są coraz głębsze i bliższe.










Mój stosunek do konfliktów ewoluuje. Nie, nie mogę w pełni się podpisać pod ostatnimi zdaniami - ale też nie czuję się już uwięziona w pierwszej serii.

Zapraszam na warsztat o konfliktach. Stacjonarnie, w Warszawie.



czwartek, 11 listopada 2021

Potwór z bagien. Złość, moja ukochana.

Jestem wściekła. 

Wściekłość buzuje, wybucha, tli się, krąży, szuka ofiary. Wściekłość utyka, zatruwa mnie, nie chce mnie uwolnić. 


Wściekłość jest ze mną już od tak dawna. 


Rozbrajam ją pomalutku. 


Jak wytrawny saper. 


Terapia, warsztaty, Lowen, TRE, spacer do lasu. 


Ona siedzi przyczajona. 


Czasem pojawia się w moim głosie, w złośliwym komentarzu, który chcę powiedzieć. Mówię?


Czasem tak, czasem zostaje we mnie tylko jego jad. 


Moja wściekłość często się zamraża. 

Każdy zły dotyk tkwi mi w gardle. 


Każde wspomnienie klapsa. 


Drwiny i żarty z mojego ciała.


Ksywki, które obrażały. 

Złośliwe koleżanki.


Moja wściekłość wyłazi z kryjówki, kiedy tego nie chcę. 

W całkiem nieadekwatnych momentach. 

Kiedy pies się nie słucha. 

Albo dziecko, czy mąż...


Moja wściekłość milczy i znika, kiedy jest mi potrzebna. 


Kiedy ktoś się wpycha przede mnie w kolejce.

Kiedy dostanę w knajpie nie to zamówienie. 

Kiedy nie ma komu wziąć ode mnie części obowiązków. 

Kiedy nie podoba mi się pana komentarz. 

Kiedy pani za blisko stoi i za głośno mówi. 

Kiedy ...



Moja wściekłość próbuje się podnieść i pokazać. 

Ale kiedy podnosi swoje wielkie, ciężkie cielsko, jest jak potwór z bagien. 


Uciekam z krzykiem, upycham ją tam z powrotem. 

Płaczę potem ze zmęczenia i... Z tęsknoty za nią...


Oszlamiona, oślizgła, śmierdząca i parszywa...

Nie ma lekko. 


Siedzi w swoich odchodach, w toksycznych wyziewach. 

Błaga o okno, o powietrze. 


O chwilę rozmowy chociaż. 



Wyobrażam sobie, że kiedyś pozwolę jej wstać. 

I popatrzę. 


Na każdą ranę, każdy wrzód, parch i kurzajkę. 

Na zastałe kości. 

Zwiotczałe mięśnie. Wielki brzuch. 



Moja wściekłość stanie w całym swoim majestacie i w świetle. 


I zobaczę. 


Jak wygląda na prawdę. 


Maleńka... Chodź, już nigdy Cię nie opuszczę. 





PS. Jeśli potem zechcę, to może i będę miła, ale na pewno niczego już nie przełknę. 

Bo nic nie muszę. 

Wszystko mogę.