piątek, 12 października 2018

Kosmos dla dziewczynek - gala plebiscytu Potęga mocy

Zabawnie się to przeplata - na galę poszłam jako fotografka, a spotkałam tyle znajomych osób! Między innymi reprezentantów Fundacji SPUNK z Łodzi :) 
Fajnie jest łączyć różne role, ciekawie jest, kiedy się przenikają. 
Tu byłam też jako mama, bo na galę poszła ze mną Hela. 


Oczywiście chciała robić to co ja i zrobiła mi zdjęcia na tzw. kosmicznej ściance;)



























Kosmos ma już rok!


czwartek, 11 października 2018

Najwięcej penisów widuję na placach zabaw - dlaczego?



To nie przypadkowe zdjęcie! 
Zbieram takie obrazki na placach zabaw:) 
Ten jest z okolic mojego domu, codziennie ten piękny okaz oglądają dziesiątki dzieci. 
Co ja tu widzę?
Wandalizm?
Wulgarność?
Skandal?
Nie!
Widzę doskonałą okazję do rozmowy z naszymi dziećmi 
o seksualności:)
Jeśli wydaje Ci się to szalone, trudne, albo ciekawe...zapraszam na warsztaty. Bieżące info znajdziecie na moim fb . 
A najbliższy warsztat o rozwoju seksualnym dzieci odbędzie się w sobotę 20 października we Wrocławiu! Link tu:)

Przybywajcie!

















sobota, 6 października 2018

O jasności, pewności i szukaniu swojego powołania. Czyli znów o seksie;)

Całą drogę z Płużnicy, gdzie prowadziłam warsztat o rozwoju seksualnym dzieci, śpiewałam.

I myślałam, że zapomniałam pogadać z kobietami, 
które przyszły na warsztat, o łechtaczce. 
Co za szkoda. Ale pogadałyśmy o tak wielu sprawach, 
że wybaczam to sobie i już się cieszę na myśl, co dziewczyny same pomyślą – wymyślą, kiedy któreś z dzieci je o to zapyta:)

Nie wiem czy znacie to uczucie, czy jest z Wami, czy może tak ja latami za nim tęsknicie: poczucie bycia na swoim miejscu.
Ja dziś byłam.
Czuję jak coś rozpuszcza mi się w ciele, w jego pamięci. Jak zachodzi biochemiczna zmiana, zmiana na poziomie molekuł, cząsteczek, atomów, i czego tam jeszcze chcecie:)



To uczucie... warto za nim tęsknić i zmierzać do niego. Warto nigdy nie tracić nadziei.


Czego się łapię (jak tonący brzytwy)? 
Tych jasnych chwil nagłej świadomości. Skurczy serca, które ośmielają się myśleć o sobie, że są pewnością. 
Co wiem o sobie na pewno?
Halo, skup się, co wiem o sobie na pewno?
Kocham wodę. 
Czasem wiem tylko to. 
Ale na tej pewności buduję kolejny krok. A jeśli się gubię, wracam.
Kocham wodę. 
I znów, rozpoznając tę jakość, szukam czegoś kolejnego, co z nią rezonuje. 
Jasność. 
Pewność.

Pamiętam, kiedy zmieniałam zawód... Raz, i drugi, i trzeci, 
gdzieś z tyłu głowy kołatały mi dwie myśli. 
Jedna: coś jest z tobą nie tak. 
Druga: dawaj, to ma sens, idź za tym uczuciem.


Pamiętam kilkanaście lat przepracowanych na lotnisku. 
I to ciągłe uczucie niedopasowania. 
Niby zarabiałam, dostawałam podwyżki i awanse... 
Miałam mundur, własne pieczątki i podejmowałam poważne decyzje. Ale w środku ciągle czułam się jakbym udawała. 
Jakby za chwile ktoś miał przyjść i powiedzieć: sprawdzam! 
A ja przecież miałam w ręku podrabiane karty.

Fotografia to spełnianie marzeń. Uwielbiam to robić. 
A jednak. 
Tu też mi czegoś brakowało. Serio? Kiedy to poczułam, to sama sobie zabraniałam nawet tak myśleć. 
A jednak. 
Zaufałam temu, co pognało mnie dalej.

A seksualność... seksualność... Tu poczułam, że tak. 
To właśnie moje miejsce.  
Tu czuję się tak cholernie na miejscu
Kompetentna
To słowo, które pasuje do mnie, do tego co czuję w środku, 
po raz pierwszy. 

Jeszcze nigdy nie czułam się tak na miejscu, tak dopasowana.

Wielu rzeczy nie wiem, jasne, o wielu nie mam pojęcia. 
Ciągle się uczę. Ale nie w tym rzecz. 
Czuję się w tym temacie tak dobrze, że dostaję skrzydeł 
i roznosi mnie energia. 
Czuję się podekscytowana i spokojna jednocześnie. 

 Czuję się tak kompetentna, że spokojnie mogę powiedzieć „nie wiem”.


środa, 3 października 2018

#sexdepl rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie







#sexdepl rozmowy Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości i seksie. 
Dobrze, że ta książka powstała
Dobrze, że towarzyszyło jej tyle szumu i cała, wielomiesięczna kampania. Jestem pod wielkim wrażeniem zaangażowania w ten projekt czasu, wysiłków, kasy. 
Świetnie, że ma tak przystępną cenę. 
Atrakcyjną oprawę graficzną. 
Czyta się ją szybko. 
Składa się z wywiadów z różnymi osobami związanymi zawodowo ze zdrowiem, seksualnością, dobrostanem i edukacją seksualną.

Cieszę się, że mam ją na półce. 
Ale
No właśnie. Ta książka to ważna i potrzebna przeciwwaga do oficjalnego WDŻ, oficjalnej polityki, kultury w której się obracamy. 
To oddech, trochę powietrza. Dystansu. 

Prostota. Konkret. Niezaciemniony przekaz. 
Ale. 
Jedyne zdjęcie, gdzie ludzie są nie w grupie "model look" jest piękne i ...samotne:
 Poproszę o więcej różnorodności. 
Doceniam, że wybrzmiało to w tekście, ale jako "wzrokowiec" zapamiętałam raczej nie zgodę na różnorodność, a dużo szczupłych ludzi. 

No i temat aborcji. Nie mogłam uwierzyć... Temat wielki, ważny, pełen niuansów i dylematów. Temat nie łatwy nawet dla Dalajlamy, tu wygląda na coś na kształt wizyty u dentysty. 
No nie! 
Przekładałam kratkę i po prostu nie mogłam uwierzyć. To już?
Koniec? Temat zamknięty?
Rozumiem, że żyjemy w kraju, w którym dużo jest przeciwnej narracji... Narracji o winie, grzechu i wiecznym potępieniu. 
Ale. 
Jednak. 
To książka do nastolatków i młodych ludzi (czemu jestem pewna, że skorzystają z niej i starsi?!!!), którzy z natury lubią MYŚLEĆ, rozkminiać, zagłębiać się w pytania o sens. 
Sama pamiętam z tego okresu wielogodzinne dyskusje o aborcji. Kłótnie. Spory. 
Marzy mi się, żeby w rozdziale o aborcji było miejsce dla różnych głosów. Tak jak w życiu. Dla jednych to ulga, inni całe życie zastanawiają się czy dobrze zrobili. To decyzja, która może powodować konflikt wewnętrzny, a jeśli nie, to jakoś zmienia bieg życia. Zmienia na zawsze. I już zawsze, w każdym gabinecie ginekologicznym będziemy odpowiadać:
- porody były? 
- siłami natury?
- cesarskie cięcie?
- poronienia?
- aborcja? 
To nasza historia. 
I nie chodzi mi o ocenę. Jestem za wolnym wyborem. Chodzi mi o to, że warto mieć wątpliwości. I warto uwzględniać różne głosy. Te w nas i te dookoła nas. Żeby rożni ludzie mogli się tu odnaleźć  i czuli się zaproszeni.
I być może takie postawienie sprawy, dla wielu osób będzie powodem, żeby odrzucić tę książkę. A szkoda. 

Co jeszcze?
Ładna, wyważona rozmowa o edukacji seksualnej, o tym jak ważne jest by dzieci miały do niej dostęp. Już od samego początku. W domu.
Poza tym sporo w #sexdepl luzu, zdjęcia ciśnienia, zachęty, żeby się nie napinać, że może być dziwnie i śmiesznie i to nie koniec świata. Podoba mi się taki język: "słuchaj swojego ciała", "każdy ma prawo do popełnienia błędu". 
Jest w tej książce wiedza i luz.
Jest też sporo wsparcia dla osób LGBTQAIP+ i fajnie:)
Jest nacisk na szacunek dla Innego.  I dla siebie. 
Jest moja ulubiona Alicja Długołęcka.  
I sporo linków, osób, miejsc, które można dzięki książce odszukać w sieci i dowiedzieć się więcej.


Fajnie, że choroby i ryzyko jakie może nieść współżycie seksualne są opisane tak, że jest to po prostu wiedza, nie straszenie.  
Sporo o antykoncepcji. Fizjologii.Prawach.
Ciekawa jestem co powiedzą o tej książce ci, do których jest skierowana. 
A ja czekam na kolejne. Bo, jak pisałam na wstępie, dobrze, że ta książka jest, ale rynek jest zdecydowanie jeszcze nienasycony:)


 



piątek, 24 sierpnia 2018

Grupa wsparcia dla rodziców dzieci ze specjalnymi potrzebami

Przez 10 tygodni od października będziemy spotykać się w Stu Pociechach. Na byciu, rozmowie. Jeśli czujesz, że to miejsce dla Ciebie - zapraszam, można odpocząć na ławeczce.

czwartek, 23 sierpnia 2018

Ty też jesteś rozczarowana macierzyństwem?

Kiedy decydowałam się, że chcę założyć rodzinę i mieć dzieci, nie zdawałam sobie sprawy, co to znaczy. To znaczy tak, wiedziałam, że będę w ciąży, że pojawi się chłopiec lub dziewczynka, i że mogę być niewyspana przez jakiś czas.  

Myślę, że w głębi duszy liczyłam głównie na dużą ilość nielimitowanej miłości w pakiecie. Chaps. Najeść się, nachapać, dostać.
Za pierwszym razem przez chwilę to nawet działało, bo skleiłam się z cudowną, pachnącą i potrzebującą mnie istotą, nie oddając jej na ręce nikomu przez długie miesiące. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w końcu mi zachciało mi się odkleić, a tu: płacz! 
Pojawienie się drugiego dziecka to była jeszcze większa rewolucja. Wiedziałam już, że dobrze jest zapoznać je od razu z innymi domownikami i pozwalać im też  nosić maleństwo na rękach. Miłości wystarczy dla wszystkich. 
Za to nie wiedziałam jak się rozdwoić... Ćwiczyłam to przez jakiś czas w rozpaczliwych pozach, a dzieci cierpliwie mi pomagały. Chęć zabawy starszego, właśnie wtedy, kiedy chcę usypiać młodszą. Potrzeba powrotu ze schodów do toalety, kiedy kombinezony zimowe są już wciśnięte na wszystkich, itd. Wiecie o czym mówię, prawda?
Nie ukrywam, to był czas totalnej porażki. 
Ja, która "nie krzyczy", krzyczałam. 
Ja, która "tuli i tłumaczy cierpliwie", wyrywałam przedmioty, darłam się i płakałam. 
Ja, która jest oazą spokoju, nie byłam oazą niczego do spokoju nawet zbliżonego. 
Chciałam się ukryć, uciec, na pewno nie chciałam się czegoś uczyć. Ale nie miałam wyjścia:)
To był czas wyruszenia w drogę. 
Zadawania pytań. Poznawania siebie. Czytania. Uczenia się. 
To był czas skakania w przepaść, w nieznane, a przerażone ego pisało testament. 
To był czas, którego bym nie przeżyła w całości bez wsparcia męża, terapii i przyjaciół.
Czasem miałam ochotę odpalić piękny stos z książek Juula. 
Bo gdzie on był, kiedy moje dzieci płakały? Co miałam zrobić z moją złością? Bezradnością? Z lękiem o dzieci i to wszystko?
Sami rozumiecie, że na decyzję o trzeciej ciąży trochę czekałam;)
 

Generalnie macierzyństwo bardzo mnie rozczarowało. 
Poród bolał, noce są za krótkie, dzieci wolą tablet od błota, nie sprzątają w pokoju i ciągle chcą jeść, jakby nie mogły sobie same zrobić. W dodatku to się nie kończy. Jedzą coraz więcej, bałaganią bardziej i jeszcze mają coraz więcej do powiedzenia.Majchętniej wszystkie na raz. CIĄGLE. Kto z własnej woli się na to zgadza?
A małżeństwo to już w ogóle. Skąd brać na jeszcze nie czas i siłę? 

Macierzyństwo mnie roz-czarowało. 
Jestem teraz o wiele silniejsza niż myślałam. 
Jestem tak silna, że uczę się być delikatna. 
Jestem bardziej ludzka. Mylę się, potykam, robię rzeczy, o które siebie nie podejrzewałam. I dalej siebie lubię. Lubię siebie nawet bardziej.
Uczę się na czym na prawdę mi zależy. A na co nie chcę tracić czasu. Bezcennego czasu.
Uczę się mocno angażować. A nie czekać.
Uczę się nie napominać dzieci bez sensu, ale pamiętać, że jestem dla nich przykładem. Częściej widzą mnie szczęśliwą, czy uciekającą w smartfona? 
Uczę się być elastyczna. Ufna. Żywa.
Uczę się, ze nie jestem pępkiem świata, ale jego częścią, częścią całości. 



Macierzyństwo bardzo mnie rozczarowało. 
I dzięki temu spotykam siebie prawdziwą.


Rozczarowało, bo okazało się, że nie dostanę tego czego chcę, ale za to dostanę to, czego potrzebuję.
Zamiast czekać, co mogę dostać, zastanawiam się jak dbać o siebie tak, żeby dawać coś dzieciom. Nie to czego chcą, ale to, czego potrzebują. 
Czasem mi się udaje. Czasem nie. I tak jest dobrze.
Jesteśmy.
Razem.
Cudownie nieidealni.




środa, 11 lipca 2018

Lipiec offline

Kochani! 
Lipiec jest dla mnie czasem off-line. Porządki w domu, ospa najmłodszej;) wyjazd nad jezioro. Mam nadzieję na całkowity slow i zanurzenie w tu i teraz. A od sierpnia wracam z poleceniami książkowymi i nowymi tematami rodzicielskimi.
Uściski i dobrych wakacji dla Was:)