Złość. Wściekłość, burza w emocjach, rozsadzanie klatki, walenie pięściami, kopanie, gryzienie i bycie ...aaa...NIEGRZECZNYM!!! Te słowa: grzeczne / niegrzeczne dziecko towarzyszą nam
od zawsze i bardzo trudno dają się usunąć z języka. Trudno je zastąpić, nawet wtedy, kiedy już nie chcemy ich używać.
A może warto zajrzeć - co tam się kryje? Czym jest konflikt, kłótnia, czy odwaga ma coś wspólnego ze złością?
Do czego potrzebny nam jest wrzask? I jak zdobyć wolność?
Wszystko to tematy na długie i ważne posty, ale dziś chcę Wam zaproponować nie tyle psychologiczne rozważania, co odwiedziny u książkowych bohaterów, którzy mogą nas czasem nauczyć więcej niż niejeden wykład. A przynajmniej, pomogą pogadać o złości
z naszym dzieckiem. I sobą.
Zapraszam:)
1. "Myszka"
Zaczynam od książki dla najmłodszych. Wreszcie doczekała się znana polska poetka - Dorota Gellner - pięknych ilustracji. Przyznam, że jako wzrokowiec, nie potrafię czytać książek z brzydkimi ilustracjami, a takie się niestety książkom Pani Gellner zdarzały.
Na szczęście Wydawnictwo Bajka zadbało o stronę wizualną
i mamy "Myszkę".
Myszka przeżywa wiele uczuć. Wstydzi się, zakochuje, ale też obraża i złości. A jak pięknie się złości! Posłuchajcie:
"Kiedy myszka się złości,
patrzcie- złości się cała!
A złość myszki jest wielka,
chociaż myszka jest mała."
Ten wierszyk powtarzam sobie często w ciągu dnia:)
I zawsze pomaga!
2."Billy jest zły"
EneDueRabe wydaje serię o Billym już od kilku lat, i przyznaję, że zawsze z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki:)
Billy jest niedoskonały, zabawny, niezbyt poprawny, dziecięcy, ludzki... Billy bawi się w świecie, gdzie nie lata nad nim rodzic-helikopter, ma przyjaciół z którymi czasem się kłóci, czasem przeżywa przygody. Czasem kłamie, czasem rozrabia. Ufff. Normalny;)
W tym odcinku Billy jest zły. Opis tej złości jest tak soczysty i smakowity, że tylko dla niego samego warto przeczytać tę książkę!
PS. Taaak, macie rację, to szwedzka książka. Od razu wiadomo, prawda?
3. "Doris ma dość"
I znów kultowa seria. Tym razem wydawana przez Zakamarki, a pisana i ilustrowana przez Piję Lindenbaum. Główną bohaterką serii jest Nusia, ale poznajemy też inne dzieci z jej przedszkola.
Ta część opowiada o Doris, która ma spore kłopoty: Brat zabiera jej rower bez pozwolenia, trzeba włożyć sukienkę na przyjęcie, a w ogóle to Doris nigdzie nie chce iść! Dlaczego musi dokądś iść, kiedy akurat tak świetnie się bawi?
Przyznacie, że każdy by się wściekł?
No i Doris się wścieka i ... i tu zaczyna się mój kłopot z tą książką, bo Doris ze złości ucieka z domu, ma różne przygody, a kiedy wraca, okazuje się, że nikt się nie zaniepokoił...
Moim zdaniem to najsłabsza pozycja w genialnej serii, ale możecie ocenić sami. Obrazki boskie!
4. "Ja też chcę mieć rodzeństwo"
Pora na Astrid Lindgren, która zresztą pojawi się nie raz!:) Bohaterem wydanej przez Zakamarki książki jest Peter, który kiedyś był malutki, a teraz jest duży i chciałby mieć rodzeństwo. No i dostaje. Siostrę. Szybko jednak okazuje się, że to nie sielanka, bo mama jakoś za bardzo się tą siostrą przejmuje, karmi ją, przytula i ...w ogóle! Peter próbuje zwrócić na siebie uwagę, odzyskać tron i uwagę mamy... Brzmi znajomo? Dla mnie bardzo:) Czytałam ją milion razy mojemu synkowi, kiedy "dostał" siostrę. I widziałam, że pomaga uporządkować emocje.
Wracajmy jednak do Petera. A choć Peter daje popalić, mama wie, że stoi za tym ból i strach, niezaspokojone potrzeby uwagi, ważności, bliskości... i szukają rozwiązania.
A potem? A potem siostra rośnie i jest się z kim bawić, kiedy rodzi się jeszcze... brat! Całe szczęście, że Peter nie wymienił siostry na trzykołowy rowerek;)
Boska Astrid! No to jeszcze raz Ona:
5. "Mała Ida też chce psocić"
Znów Zakamarki. Znacie Emila? On to rozrabia... Psoty po prostu robią mu się same! A co, jeśli komuś nie wychodzą? Mała Ida chce choć raz być jak brat i posiedzieć za karę w drewutni. Próbuje, próbuje i w końcu.. ale, warto dowiedzieć się samemu.
PS. Trochę o tym jak trudno wyjść poza etykietkę.
Istnieją ciekawe badania o tym jak kolejność narodzin warunkuje nasze zachowanie - starszy brat łobuzuje? Niestety... oznacza to, że zajął nam miejsce i musimy poszukać roli dla siebie w innym repertuarze...
Inną wersją tej historii jest "Koszmarny Karolek".
6. "Uczucia, co to takiego?"
Zakamarki. Seria "Dzieci Filozofują". Jest o nieśmiałości, miłości...jest też o konfliktach. Skąd się biorą, do czego prowadzą, jak mogą wyglądać. Dobra, jako inspiracja do długich rozmów, szczególnie, jeśli macie w domu filozofa:)
Co ciekawe, raczej nie ma tu odpowiedzi, a pytania. Całkiem dobrze zadane.
7. "Grzeczna"
Kolejna książka EneDueRabe. Bardzo mocna i oryginalna pozycja. No bo..."Lusia jest grzeczna, tak grzeczna. Tak grzeczna, że pewnego dnia znika". Jeśli jeszcze się wahacie, czy aby na pewno potrzebna Wam złość...przeczytajcie historię Lusi... i Kasi... Basi... Agatki... Historię babci... Cioci... Mamy. Historię o złości, której nie wolno czuć. A która jest. I jest potrzebna.
A jak Lusia w końcu krzyczy! Poezja!
8. "Filip i mama, która zapomniała"
Jeszcze raz Pija Lindenbaum i Zakamarki. Cudowna książka, całkowicie bez sensu na pierwszy rzut oka, ale potem...
Kto z nas nie zna porannego zabiegania? Pośpiechu, nerwów, wiecznego: zdążę? Nie zdążę? O, boże zapomniałam dziecka!;)
Mam Filipa też się spieszy i Filipowi nie jest z tym łatwo... Aż nagle... No właśnie. Mama zmienia się w smoka, je muchy i zieje ogniem. Chcielibyście czasem poziać? Ja bardzo:)
Świat oczami dziecka: bezcenne!
9. "Magiczne tenisówki mojego przyjaciela Percy'ego"
Zakamarki dziś królują:)
Ulf Stark... bezbłędny w opisywaniu dziecięcego świata. Tym razem bohater jest już nieco starszy, ma kłopoty ze starszym bratem, który go leje, a do klasy przychodzi nowy kolega. Nowy jest inny. To...ŁOBUZ. I Ulf wie jedno: odda wszystko, żeby być takim odważnym!
To jedna z tych książek, które polecam zawsze i na każdy temat. Jeśli mówimy o seksualności, coś tu znajdziecie. O miłości, też. I o przyjaźni. No i o łobuzerce. Jest wałęsanie się po mieście, wysadzanie skrzynek na listy i niebezpieczne akrobacje nad przepaścią. Inicjacja ... nasuwa mi się to słowo. Inicjacja do czego? Do życia? Do odpowiedzialności? Ale jak to wszystko jest opisane! Bez cienia fałszywej nuty. Czytamy regularnie od lat i nigdy się nie nudzi.
10. "Ronja"
Na koniec Królowa. Królowa wśród pisarek i królowa wśród książek. "Ronja" Astrid Lindgren.
Ronja rodzi się pewnej burzliwej nocy, i to nie przypadek. To książka o dzikości, o samodzielności, o wielkiej miłości, o wielkiej kłótni: konflikcie dorosłych, który przeszkadza dzieciom.
Nie wiem skąd Astrid Lindgren to wszystko miała i potrafiła tak pisać! O mamie Ronji, która śpiewała, rodząc... O tacie, który był zbójnikiem i choć najbardziej na świecie kochał swoją córkę, pozwalał jej poznawać las na własną rękę. Bo przecież tylko tam, gdzie trochę niebezpiecznie, można ćwiczyć się w pokonywaniu strachu! O wyczesywaniu wszy z głowy przyjaciela, o wiosennym krzyku, który trzeba uwolnić, o próbie przezwyciężenia waśni dorosłych. I o skoku nad Diabelską Czeluścią. Skakaliście już?
Różne odcienie złości, różne niuanse. I różne prezenty. Odwaga. Samodzielność. Wolność. Bliskość. Bezpieczeństwo.
Zachęcam Was do poznawania świata tych papierowych bohaterów, a dzięki temu może też siebie samych.
I szukania nowych odcieni złości i nowych darów, które przynosi.
Poznana, stanie się dla nas prawdziwym rumakiem. Bo tylko, kiedy wyparta i nieokiełznana, rani.
Powodzenia:)
środa, 30 listopada 2016
środa, 23 listopada 2016
10 książek, które pomogą dziecku oswoić sięz chorobą, śmiercią, przemijaniem. I dwie na dokładkę.
Uwielbiam trudne tematy. Tak już mam, od zawsze. Gdzieś lecą łzy, dzieją się dramaty - nastawiam uszy.
Pamiętam wyraźnie te chwile, kiedy jako dziecko, zdawałam sobie sprawę, że Ona - Śmierć, ta która zabrała kota, wujka, króliki i babcię... istnieje, i że z jakiegoś powodu rodzice mnie przed nią chronią. A jednak przebijała się w usłyszanych rozmowach, filmach, zdarzeniach.
I już jako dziecko robiłam sobie w duszy postanowienia: nie bać się śmierci, nie unikać zabierania moich dzieci na pogrzeby!
Rozmawiamy. Co będzie po śmierci? A te małe groby na cmentarzu, to dziecięce... Kiedy umrę? Zwierzęta na talerzu to nie produkt... Wykorzystuję każdą napotkaną martwą żabę, mysz, ptaka, czy nawet sarnę... żeby im pokazać. Przybliżyć. Oswoić.
Tak się cieszę, że żyję w czasach Zakamarków, Dwóch Sióstr, Czarnej Owieczki i innych... Mamy tyle książek,
które z wrażliwością, sensem i różnorodnie pomogą nam porozmawiać z dzieciakami, a może też ze sobą, na ten tak czasem trudny, a przecież tak nieunikniony temat.
Zapraszam Was do poznania książek, które uwielbiam.
1."Bracia Lwie Serce"
Pozycja pierwsza - zaczytana już prawie na śmierć - to oczywiście Astrid Lindgren i "Bracia Lwie Serce", bo chyba nie ma piękniejszej książki... Czytałam ją jako dziecko, potem jako nastolatka, teraz czytam dzieciom, a one słuchają też audiobooka.
Za wartość dodaną do tej książki uważam to, że jeszcze nie udało mi się nie płakać, czytając. A dzieci, mam czasem wrażenie, czekają na moje łzy jak na jakieś święto. Gdyby zapytać Pana Juula, pewnie by się cieszył, bo to najcenniejsza reakcja rodzica: osobista i autentyczna. Właśnie ona najwięcej uczy nasze dzieci i to ona buduje między nami a nimi prawdziwą więź.
2. "Jabłonka Eli"
Na drugim miejscu "Jabłonka Eli". napisana przez Catarinę Kruusval i wydana przez Zakamarki. Elę zapewne znacie z serii książeczek dla mniejszych dzieci, gdzie sama, albo ze swoim przyjacielem Olkiem, wciąga nas w magiczny świat dzieciństwa. Kochamy Elę! A najbardziej Jabłonkę! I choć nie ma tu śmierci człowieka, to ginie, łamie się ukochane drzewo. Ciepło tej opowieści i mądrość rodziców, którzy pomagają dzieciom przejść przez żałobę jest najwyższej próby. Jest więc fotografia jabłonki, oprawiona w ramkę i zawieszona na ścianie, jest czas wspominania, żegnania się. A czas na nowe drzewo, musi być wyczekany. Płynie i płynie i nikt go nie lukruje, nie przyklepuje trudnych uczuć. Polecam dla dzieci w każdym wieku.
Polecam również ze względu na genialne ilustracje autorki.
3. "Basia i Dziadkowie"
"Basi" chyba nie trzeba polecać! Wyróżniająca się na polskim rynku seria duetu Zofia Stanecka (tekst) i Marianna Oklejak (ilustracje) rządzi;) Wydaje te książki Wydawnictwo Egmont,
do zalet należy cena, nic nie odbierając im z jakości. Jeśli zdarzy nam się którąś zgubić, natychmiast dokupujemy, muszą być wszystkie! Czytane wiele razy w roku, na wszystkie okazje: na podróż, na święta, na alergię i kiedy trzeba sprzątać... Bo "Basia" jest o życiu, nie o jakimś wydumanym, ale o tym tu, namacalnym, znajomym. Jest rodzina, szkoła, dom, przedszkole, pragnienie posiadania zwierzątka... Zmęczenie, żarty, i ta choć nie doskonała, to właśnie doskonała: miłość.
U nas "Basię" kocha 3 latka, 8 latka i 10 latek. I na dobranoc proszą najczęściej właśnie o tę serię.
W tym odcinku "Basi" nikt nie umiera, ale na chwilę zawisa taka groźba i jest strach Basi, i babci o dziadka, jest rozmowa, od której zabiera oddech, ale trzeba rozmawiać... Trochę mam ochotę przyczepić się do babcinego zapewnienia, że dziadek nie umrze, bo skąd to wiadomo? No, ale i tak, polecamy!
4. "Niebo za domem"
Gaute Heivoll napisał poetycką książkę o żałobie, o trudzie odnalezienia się wzajemnie i zbudowania swojego świata na nowo po największej stracie. Ojciec traci żonę a tym samym mały chłopiec swoją mamę. Zdecydowanie dla nieco starszych czytelników...pewnie od 7...8 lat. Piękna, również wizualnie
i smutna książka. Wydana przez FISO.
5. "Tajemnica Śmierci"
Zupełnie inna w treści i charakterze jest wydana przez Czarną Owieczkę "Tajemnica Śmierci". Tu znajdą coś dla siebie miłośnicy makabry. Nie ma też jednej wizji, raczej przegląd zwyczajów i alternatyw, różnorodność podejścia do tematu i wierzeń na świecie. Wiedza podana na możliwości 8 latka, którego fascynują zombi.
6. "Czarne życie"
Ene Due Rabe wydało bardzo lubianą przez nas serię. Oprócz "Czarnego życia" są też "Inne życie" i "Różowe życie". Podobnie jak poprzednia pozycja, książka ta nie daje konkretnych odpowiedzi, raczej pokazuje nasze "nie wiem" i uczy jak sobie można poradzić. Są więc rozmowy o reinkarnacji, o tym, że w życiu wszystko się przeplata: narodziny i śmierć. O tym, że można nie lubić pogrzebów i że stypy są dziwne, bo i smutne i wesołe. Jest dużo o emocjach, i co w naszej kulturze oryginalne: pani pastor.
7. "Lato Stiny"
Wydana przez Zakamarki książka Leny Andreson, opowiada o wizycie Stiny u dziadka na wyspie. Sąsiadem dziadka jest pan Bujda, który ma depresję. Delikatna i nie mówiąca wprost o chorobie, a jednak ciekawa propozycja zmierzenia się z tym tematem w książce dla dzieci.
8. "Różowe środy, albo podróż z ciotką Hildą"
Pisałam już, że kocham Wydawnictwo Dwie Siostry? Kocham. "Różowe środy" konfrontują nas z obecnością w naszym życiu i rodzinach osób nieuleczalnie innych... Nie powiem chorych, bo tak się nie da o ciotce Hildzie! Ukochana, upośledzona umysłowo ciotka Hilda, wydobywa z innych ludzi to co w nich najlepsze, a że po drodze czasem mają ochotę stłuc lustro?
Nie wahajcie się, pakujcie w podróż życia, bo o życie chodzi w tej książce, i żeby go nie przegapić.
Od 7 lat mniej więcej, bo to już książka prawie bez obrazków, choć myślę, że są i młodsi, co polubią:)
9. "Czy umiesz gwizdać, Joanno?"
I znów Zakamarki, genialny i nieoceniony Ulf Stark (mamy książkę z dedykacją!) wyczarowuje świat dwóch chłopców: Ulfa i Bertila. Ulf ma dziadka, a Bertil bardzo by chciał. Co robią? Idą do domu starców, żeby mu jakiegoś znaleźć. Nie mamy wątpliwości, ze to spotkanie, okaże się równie ważne dla obu z nich. Ciepła, jak zwykle u Ulfa Starka nieco wywrotowa i cudownie niepoprawna książka o przyjaźni i pożegnaniu. Klasyka. Warto!
10. "Chusta babci"
I znów... Zakamarki! Asa Lind (tak, tak, ta sama, która napisała "Piaskowego Wilka"!) i Joanna Hellgren stworzyły opowieść o dzieciństwie, utkaną ze szczegółów, które łatwo sobie przypomnieć czy wyobrazić. Zapachy, kolory, przemykanie wśród dużych dorosłych, chowanie się pod stołem, własne światy, zamykanie się w łazience i myśli, myśli, myśli na ważne tematy, z którymi trzeba coś zrobić. Czy pomoże chusta babci.. a może rozmowa z nią? Bo babcia umiera... a dorośli niczego nie tłumaczą. Dobrze, że babcia wszystko rozumie. Piękne!
PS. Obiecałam jeszcze dwie, prawda? Nie mam ich w domu i nie mogę dla Was sfotografować, krążą wśród znajomych i cieszą zapewne i dorosłych i dzieci. Obie piękne i wyjątkowe.
Pamiętam wyraźnie te chwile, kiedy jako dziecko, zdawałam sobie sprawę, że Ona - Śmierć, ta która zabrała kota, wujka, króliki i babcię... istnieje, i że z jakiegoś powodu rodzice mnie przed nią chronią. A jednak przebijała się w usłyszanych rozmowach, filmach, zdarzeniach.
I już jako dziecko robiłam sobie w duszy postanowienia: nie bać się śmierci, nie unikać zabierania moich dzieci na pogrzeby!
Rozmawiamy. Co będzie po śmierci? A te małe groby na cmentarzu, to dziecięce... Kiedy umrę? Zwierzęta na talerzu to nie produkt... Wykorzystuję każdą napotkaną martwą żabę, mysz, ptaka, czy nawet sarnę... żeby im pokazać. Przybliżyć. Oswoić.
Tak się cieszę, że żyję w czasach Zakamarków, Dwóch Sióstr, Czarnej Owieczki i innych... Mamy tyle książek,
które z wrażliwością, sensem i różnorodnie pomogą nam porozmawiać z dzieciakami, a może też ze sobą, na ten tak czasem trudny, a przecież tak nieunikniony temat.
Zapraszam Was do poznania książek, które uwielbiam.
1."Bracia Lwie Serce"
Pozycja pierwsza - zaczytana już prawie na śmierć - to oczywiście Astrid Lindgren i "Bracia Lwie Serce", bo chyba nie ma piękniejszej książki... Czytałam ją jako dziecko, potem jako nastolatka, teraz czytam dzieciom, a one słuchają też audiobooka.
Za wartość dodaną do tej książki uważam to, że jeszcze nie udało mi się nie płakać, czytając. A dzieci, mam czasem wrażenie, czekają na moje łzy jak na jakieś święto. Gdyby zapytać Pana Juula, pewnie by się cieszył, bo to najcenniejsza reakcja rodzica: osobista i autentyczna. Właśnie ona najwięcej uczy nasze dzieci i to ona buduje między nami a nimi prawdziwą więź.
2. "Jabłonka Eli"
Na drugim miejscu "Jabłonka Eli". napisana przez Catarinę Kruusval i wydana przez Zakamarki. Elę zapewne znacie z serii książeczek dla mniejszych dzieci, gdzie sama, albo ze swoim przyjacielem Olkiem, wciąga nas w magiczny świat dzieciństwa. Kochamy Elę! A najbardziej Jabłonkę! I choć nie ma tu śmierci człowieka, to ginie, łamie się ukochane drzewo. Ciepło tej opowieści i mądrość rodziców, którzy pomagają dzieciom przejść przez żałobę jest najwyższej próby. Jest więc fotografia jabłonki, oprawiona w ramkę i zawieszona na ścianie, jest czas wspominania, żegnania się. A czas na nowe drzewo, musi być wyczekany. Płynie i płynie i nikt go nie lukruje, nie przyklepuje trudnych uczuć. Polecam dla dzieci w każdym wieku.
Polecam również ze względu na genialne ilustracje autorki.
3. "Basia i Dziadkowie"
"Basi" chyba nie trzeba polecać! Wyróżniająca się na polskim rynku seria duetu Zofia Stanecka (tekst) i Marianna Oklejak (ilustracje) rządzi;) Wydaje te książki Wydawnictwo Egmont,
do zalet należy cena, nic nie odbierając im z jakości. Jeśli zdarzy nam się którąś zgubić, natychmiast dokupujemy, muszą być wszystkie! Czytane wiele razy w roku, na wszystkie okazje: na podróż, na święta, na alergię i kiedy trzeba sprzątać... Bo "Basia" jest o życiu, nie o jakimś wydumanym, ale o tym tu, namacalnym, znajomym. Jest rodzina, szkoła, dom, przedszkole, pragnienie posiadania zwierzątka... Zmęczenie, żarty, i ta choć nie doskonała, to właśnie doskonała: miłość.
U nas "Basię" kocha 3 latka, 8 latka i 10 latek. I na dobranoc proszą najczęściej właśnie o tę serię.
W tym odcinku "Basi" nikt nie umiera, ale na chwilę zawisa taka groźba i jest strach Basi, i babci o dziadka, jest rozmowa, od której zabiera oddech, ale trzeba rozmawiać... Trochę mam ochotę przyczepić się do babcinego zapewnienia, że dziadek nie umrze, bo skąd to wiadomo? No, ale i tak, polecamy!
4. "Niebo za domem"
Gaute Heivoll napisał poetycką książkę o żałobie, o trudzie odnalezienia się wzajemnie i zbudowania swojego świata na nowo po największej stracie. Ojciec traci żonę a tym samym mały chłopiec swoją mamę. Zdecydowanie dla nieco starszych czytelników...pewnie od 7...8 lat. Piękna, również wizualnie
i smutna książka. Wydana przez FISO.
5. "Tajemnica Śmierci"
Zupełnie inna w treści i charakterze jest wydana przez Czarną Owieczkę "Tajemnica Śmierci". Tu znajdą coś dla siebie miłośnicy makabry. Nie ma też jednej wizji, raczej przegląd zwyczajów i alternatyw, różnorodność podejścia do tematu i wierzeń na świecie. Wiedza podana na możliwości 8 latka, którego fascynują zombi.
6. "Czarne życie"
Ene Due Rabe wydało bardzo lubianą przez nas serię. Oprócz "Czarnego życia" są też "Inne życie" i "Różowe życie". Podobnie jak poprzednia pozycja, książka ta nie daje konkretnych odpowiedzi, raczej pokazuje nasze "nie wiem" i uczy jak sobie można poradzić. Są więc rozmowy o reinkarnacji, o tym, że w życiu wszystko się przeplata: narodziny i śmierć. O tym, że można nie lubić pogrzebów i że stypy są dziwne, bo i smutne i wesołe. Jest dużo o emocjach, i co w naszej kulturze oryginalne: pani pastor.
7. "Lato Stiny"
Wydana przez Zakamarki książka Leny Andreson, opowiada o wizycie Stiny u dziadka na wyspie. Sąsiadem dziadka jest pan Bujda, który ma depresję. Delikatna i nie mówiąca wprost o chorobie, a jednak ciekawa propozycja zmierzenia się z tym tematem w książce dla dzieci.
8. "Różowe środy, albo podróż z ciotką Hildą"
Pisałam już, że kocham Wydawnictwo Dwie Siostry? Kocham. "Różowe środy" konfrontują nas z obecnością w naszym życiu i rodzinach osób nieuleczalnie innych... Nie powiem chorych, bo tak się nie da o ciotce Hildzie! Ukochana, upośledzona umysłowo ciotka Hilda, wydobywa z innych ludzi to co w nich najlepsze, a że po drodze czasem mają ochotę stłuc lustro?
Nie wahajcie się, pakujcie w podróż życia, bo o życie chodzi w tej książce, i żeby go nie przegapić.
Od 7 lat mniej więcej, bo to już książka prawie bez obrazków, choć myślę, że są i młodsi, co polubią:)
9. "Czy umiesz gwizdać, Joanno?"
I znów Zakamarki, genialny i nieoceniony Ulf Stark (mamy książkę z dedykacją!) wyczarowuje świat dwóch chłopców: Ulfa i Bertila. Ulf ma dziadka, a Bertil bardzo by chciał. Co robią? Idą do domu starców, żeby mu jakiegoś znaleźć. Nie mamy wątpliwości, ze to spotkanie, okaże się równie ważne dla obu z nich. Ciepła, jak zwykle u Ulfa Starka nieco wywrotowa i cudownie niepoprawna książka o przyjaźni i pożegnaniu. Klasyka. Warto!
10. "Chusta babci"
I znów... Zakamarki! Asa Lind (tak, tak, ta sama, która napisała "Piaskowego Wilka"!) i Joanna Hellgren stworzyły opowieść o dzieciństwie, utkaną ze szczegółów, które łatwo sobie przypomnieć czy wyobrazić. Zapachy, kolory, przemykanie wśród dużych dorosłych, chowanie się pod stołem, własne światy, zamykanie się w łazience i myśli, myśli, myśli na ważne tematy, z którymi trzeba coś zrobić. Czy pomoże chusta babci.. a może rozmowa z nią? Bo babcia umiera... a dorośli niczego nie tłumaczą. Dobrze, że babcia wszystko rozumie. Piękne!
PS. Obiecałam jeszcze dwie, prawda? Nie mam ich w domu i nie mogę dla Was sfotografować, krążą wśród znajomych i cieszą zapewne i dorosłych i dzieci. Obie piękne i wyjątkowe.
"Kiedy kiedyś, czyli Kasia, Panjan i Pangór" to historia dziewczynki, która zaprzyjaźnia się ze starszym panem, sąsiadem, karmią razem ptaki, a on pomału oswaja ja ze swoim odejściem. Jest pięknie pokazana przyjaźń między dorosłym i dzieckiem, szacunek i poważne traktowanie, jest też pięknie pokazany tytułowy Pangór, czyli... dowiecie się, jeśli zajrzycie do książki Jarosława Mikołajewskiego i Doroty Łaskot-Cichockiej. Wiek od 3 lat do 103. Wydał Egmont, a książkę uhonorowano nagrodą Ibby. Zasłużenie.
A na zakończenie rarytas. Kojarzycie ilustratorkę Evę Erikkson? Jej seria małych książeczek o Maksie, to jedna z najbardziej zdartych serii dla maluszków w naszym domu:) Pani Eva zilustrowała też serię dla nieco starszych. Jest to napisana przez Rose Legercranz historia o Duni i jej przyjaciółce Fridzie. Czemu zamieszczam to historię o przyjaźni, szkole, codziennym życiu?
Otóż mama Duni chorowała i umarła. Teraz rodzina Duni to ona, tata i kot. W serii pojawia się dużo trudnych uczuć, tęsknota za mamą, za przyjaciółką, choroba taty, złość na jego nową dziewczynę... Za co lubię te książki? Za dobrze oddany świat emocji dziecka, za życzliwych dorosłych, którzy je dostrzegają (nauczycielka w szkole Duni!) i za to co chwila pojawia się nowa część:) Pierwsza z serii to "Moje szczęśliwe życie".
Mam nadzieję, że zainspiruję Was do sięgnięcia z dziećmi po którąś z lektur. I do ważnych rozmów nie tylko o śmierci.
Etykiety:
codzienność,
dzieci,
emocje,
emocje dziecka,
Jesper Juul,
książki,
łagodność,
naśladownictwo,
rodzicielstwo,
rodzicielstwo bliskości,
tabu,
uczucia,
uważność
piątek, 18 listopada 2016
Bezradność. Uczucie, którego nikt nie chce.
Często na warsztatach, na które chodzę, czy na tych które prowadzę, rozmawiamy o uczuciach. O tych dobrych i o tych, które są mniej wygodne. Zwykle pojawia się nowa perspektywa. Radość pokazuje swoją drugą twarz: jest przyjemna, ale przecież czasem nie możemy jej znieść! Np. kiedy jesteśmy zmęczeni, a nasz maluch skacze, biega w tempie torpedy, pokrzykuje. A złość? Często nie doceniana, okazuje się być nam niezbędna do dobrego, szczęśliwego życia. Choćby do bronienia swoich granic.
Dla mnie teraz jednym z takich trudnych uczuć, które są aktualnie na tapecie, jest bezradność. Bez radność. Bez rady. W czarnej kropce, w rozsypce, może bez nadziei.
To uczucie, którego nikt nie chce. Nikt z własnej woli nie zaprasza. To uczucie które tak trudno znieść, kiedy przeżywa je ktoś bliski - znieść i w dodatku pozostać właśnie "bez rady". Towarzyszyć, być, czuć swoją niewygodę, potrzebę radzenia, zaradzenia.
Czy zdarza się rodzicom?
Tak. Ponieważ zdarza się ludziom. A rodzice to... ludzie. Nie koniecznie ci z reklam pasty do zębów, nadmorskich wycieczek i rodzinnych lotów balonem.
Rodzice to istoty z krwi i kości.
Z uczuciami jest tak, że możemy je przeżywać, albo spychać. Niestety spychane nie znikają;)
Spotkanie z własną bezradnością, a także złością wstydem, gniewem itd. wymaga odwagi.
Warto wtedy mieć przy sobie kogoś kto patrzy, słucha, oddycha koło nas. Warto mieć kogoś przy kim możemy oswajać nasze poupychane głęboko lęki, pragnienia, dawno zaschnięte łzy.
Warto dowiedzieć się, że nie jesteśmy jedyni. Że inni też nie są z reklam, ale z życia. Prawdziwi.
Pojawiają się tu takie słowa jak "empatia", "przyjaciel", a także "grupa wsparcia". Polecam Wam to doświadczenie. Dobrze nie być samemu, szczególnie kiedy jest trudno.
A sobie przypominam jedno z wielu zaskakujących, mądrych, wywracających mój świat do góry nogami, inspirujących zdań Jespera Juula o rodzicielstwie:
"Pamiętajcie, że można być kiepskim rodzicem, a jednocześnie dobrym człowiekiem."
PS. Dziękuję Ci Tamarko... Dziękuję Wam Ago, Magdo, Kasiu, Grupo. Uczycie mnie jak być dla siebie dobrą. To najlepsza lekcja.
PS. 2 Wartość dodana do bezradności: doświadczenie wsparcia. Bliskość.
Też urealnienie. Pokora. Pogodzenie ze sobą. Lepsze zrozumienie innych i siebie. Dużo jak na taką niechcianą panią B.
niedziela, 13 listopada 2016
Codzienność
”Większość rzeczy, które mówicie swoim dzieciom, żeby je wychowywać, nie wychowuje ich w żaden sposób! To znaczy: nie pozostawia trwałego śladu.
Największy wpływ wychowawczy ma to, co się dzieje w codziennym życiu między członkami rodziny: ich świadome i nieświadome zachowania, myśli, przekonania, ale także humory, nastroje, konflikty, kryzysy, radości i szczęścia. To są fenomeny, które pozostawiają trwały ślad w ciele i duszy Waszych dzieci.”
Jesper Juul
Największy wpływ wychowawczy ma to, co się dzieje w codziennym życiu między członkami rodziny: ich świadome i nieświadome zachowania, myśli, przekonania, ale także humory, nastroje, konflikty, kryzysy, radości i szczęścia. To są fenomeny, które pozostawiają trwały ślad w ciele i duszy Waszych dzieci.”
Jesper Juul
Etykiety:
codzienność,
cytat z Jespera Juula,
Jesper Juul
czwartek, 6 października 2016
Podróż
Myślę ostatnio o byciu z dziećmi, byciu rodzicem, jako o podróży.
Dalekiej, np. takiej wakacyjnej.
Jadąc na wakacje już kilka tygodni wcześniej przygotowujemy się do niej z mężem i dziećmi. Każdy po swojemu. Jedni pakują ukochane misie, inni paszporty;)
Kilka dni przed jest już wielkie oczekiwanie, trochę stresu, dużo radości. I teraz ta najważniejsza decyzja: kiedy zaczynają się te wakacje? Czy kiedy dotrzemy do celu? Czy zaraz po zamknięciu za sobą furtki od domu...? A może już są?
Kiedyś ważny był dla mnie cel. Podróż była męczącą koniecznością.
Aż nagle odkryłam, że w ten sposób bardzo wiele tracę.
Hej! Wakacje są już dziś, już teraz, w tej sekundzie...
Wakacje: nasz dobry czas razem!
Jedziemy. Może pod wpływem impulsu zostaniemy na dzień w jakimś przepięknym miejscu? Może zepsuje się auto i zostaniemy na kilka dni w jakimś nie-wiadomo-gdzie? A może w ostatniej chwili zapragniemy zmienić cel podroży? Nie wiem.
Jestem.
Już wakacyjnie nastawiona.
I podobnie tu, z dziećmi... Kiedy śledzimy sobie wspólnie drogę żuczka na listku, to śledzimy i nie zastanawiam się nad biologią jako kierunkiem ich ewentualnych studiów. Kiedy nie chcą rano wstać, nie rozpaczam, że będą spóźniać się do pracy i szef ich wyrzuci... Kiedy zapomną, rozleją, wywrócą...ok, to jest teraz, dziś.
Właśnie tego DZIŚ nie chcę przegapić. Właśnie ono staje się dla mnie coraz ważniejsze. Najważniejsze.
Właśnie tu jestem i tu są moje dzieci. Tu możemy się spotkać.
Bo nie wiem co będzie jutro. Jutro odbiera mi radość z dziś, wieje lękiem, więc... No właśnie. Oddech, i tu i teraz, tak banalnie:)
Poruszyła mnie ostatnio opowieść mamy, która straciła dziecko. I ten żal, że ich ostatnie chwile to była nerwówka, pospieszanie. A nie całus i "kocham cię".
Obserwuję żuczka. (Czasem po dłuższej chwili nie wytrzymuję i robię mu zdjęcie, hahahaha)
Przytulam każde po kolei i wszystkie razem.
Odbieram ze szkoły i zawożę na zajęcia. Ten czas w aucie, w szatni - pielęgnuję. To nie stracone chwile. To czas razem.
Słucham. Bardzo niedoskonale. Ale mali mistrzowie pomagają mi się doskonalić w tej ich sztuce. Byciu w tej chwili.
Poprawiają, złoszczą się. Trafiają najcelniej na odciski i depczą po moich kantach. Wygładzają.
Wiem, że za kilka, czy kilkanaście lat będę za tym czasem tęsknić. Za pachnącymi ciałkami, miękkimi łapkami. Za małymi i dużymi sprawami, codziennością pełną łez, śmiechów, krzyków.
Bardzo nie chcę jej przegapić.
Chcę tu być.
wtorek, 4 października 2016
Reagować, czy nie reagować? O przemocy wobec dzieci.
Teatr, za chwilę zacznie się wspaniale przedstawienie dla dzieci. Przedstawienie o wolności, o odwadze i przyjaźni. O Pippi. Wokół mnie przyjaciele i bliżsi i dalsi znajomi, kolorowy tłum, rozemocjonowany, wesoły. Czekamy.
Nagle za mną krzyk: "Uspokoisz się wreszcie?! No, uspokoisz się??! Mówiłam ci, że masz się uspokoić!" Odwracam się, atmosfera jest gęsta. Widzę dużą, bo stojącą nad dzieckiem kobietę. Na ławce siedzi na oko 2-3 letni chłopczyk. Skulony.
Kątem oka łapię zamierające uśmiechy na twarzach okolicznych rodziców. Krzyk nie jest tłumiony, hamowany, ściszony wobec innych ludzi. Jest nienaturalnie głośny, świadczy o braku kontroli i skrajnym zdenerwowaniu.
Wracam uwagą do moich dzieci, ale po chwili słyszę wielkie "łup!". Odwracam się. Chłopczyk leży pod ławką, Jest tam ciemno, drewniane deski musiały go boleśnie spotkać... Pomagamy w kilka osób uwolnić go z tej dziury. Dotykam napiętego ciałka. Leją się łzy.
I wtedy znów się zaczyna... "Co ty wyprawiasz? Uspokój się...! Zaraz stąd wyjdziemy, jeśli się nie uspokoisz!" Z całą mocą próbuję skupić się na mamie. Złapać jej perspektywę... Może w jej życiu dzieje się coś strasznego? Dotykam jej lekko i pytam: "Czy mogę Pani jakoś pomóc?" Kobieta odmawia, ale bierze dziecko na kolana i coś jakby "przytula", dalej je atakując słowami, ale już ciszej. Mówię: "Musiał się bardzo przestraszyć...i pewnie boli"
Sztywne małe ciałko, skulone ramiona, wzrok wbity w ziemię.
Ta mama z synkiem wyszli z tego przedstawienia. A może tylko się przesiedli?
A ja zostałam z nimi, z tym małym chłopcem i jego mamą... i noszę ich w sobie od kilku dni.
Noszę wspomnienie dotyku jego ciała. Zaciśnięcia. Próbę opanowania łez. Próbę zniknięcia. Szukanie jednak przytulenia. Noszę jej siłę i przerażającą ogromność w porównaniu do dziecka.
Noszę swoją bezradność.
Pamiętam, że kiedyś, długo, długo bezwiednie stawałam natychmiast w roli dziecka i nienawidziłam takich rodziców całą sobą.
Dużo wody musiało upłynąć, żebym mogła spojrzeć ze współczuciem na oboje.
I choć nie ma we mnie zgody na przemoc wobec dzieci, nie widzę innej drogi niż wspieranie ich rodziców.
Czego sama potrzebowałam, kiedy było mi za trudno, kiedy puszczały nerwy i zamieniałam się w mamę wrzeszczącą?
Najbardziej chyba brakowało mi świadomości, że nie muszę sobie radzić. Że jedna osoba to za mało. Że może mi się nie udawać i mogę prosić o pomoc. I ją przyjmować.
Jak mawiają mądrzy ludzie: "potrzebna cała wioska..."
PS. Cieszę się, że coraz częściej zdarza mi się reagować z łagodnością w takich wypadkach. O wiele gorzej czuję się, kiedy bezradna przechodzę obok. Ale też pozwalam sobie milczeć, kiedy brak mi dystansu i zaczynam oceniać. Bo nie oceny są tam potrzebne.
Łagodność...
Etykiety:
bez oceniania,
łagodność,
rodzicielstwo,
uczucia,
uważność
Subskrybuj:
Posty (Atom)

