czwartek, 19 września 2019

Po co chodzimy do specjalistów?

Nieustająco staję przed Wami i opowiadam o różnych sprawach. Prowadzę warsztaty, grupy. Zwykle od samego początku mówię jasno: nie jestem psychologiem. 
Chciałam, ale nie jestem, a teraz już mi się nie chce.  
Ale i tak często ktoś z Was nazywa mnie ekspertem. 
Trudne słowo. 
Zwykle czuję takie dziwne skręcenie ciała.  
Tik w policzku. 
Niepokój w sercu. 

 

Czasem gadamy prywatnie. Rozmawiamy. Przez telefon, na ławce w parku, w sklepie, w przelocie. Jakieś moje słowo zapala w Was nadzieję.
Prosicie o konsultację. 
Mówię: "Hej, właśnie rozmawiamy. Weź to sobie. Albo dam Ci numer do kogoś, komu ufam." 
 
Sama też nieraz korzystam z czyjegoś wsparcia. Czasem trafiam do różnych specjalistów z własnej, czy nie z własnej woli. 
Bywa różnie. 
Ale wiem jedno. 
Czasem, kiedy kogoś nazywamy specjalistą, ekspertem, mamy pokusę, żeby mu oddać odpowiedzialność za swoje decyzje.
Czasem eksperci mają pokusę, żeby tę odpowiedzialność na chwilę brać. To tak nie działa. 


Nie ma lepszego specjalisty od Twojego życia i życia Twojego dziecka niż Ty.  

 
Wiesz wszystko. 
Prawda?





Tam w głębi serca wiesz.



Czasem potrzebujesz wsparcia
Czasem rozplątania jakiegoś supła.
Czasem po prostu życzliwych ludzi wokół siebie, którzy pokarzą Ci, a raczej  POZWOLĄ ZOBACZYĆ, DOŚWIADCZYĆ innych, nowych sposobów. 
Najczęściej potrzebujesz kogoś kto z Tobą pobędzie. Zobaczy Cię. Przyjmie na klatę (ucho i serce) całą tę burzę, która w tobie jest. 
 
Dobrze jest chodzić do specjalistów. 
 
Ale czy dobrze jest pozwalać im etykietować nasze życie?
 

 
Mamy taki czas jako rodzice, jaki mamy. 
Trudny. 
Posłuszeństwo legło w gruzach, kobiety dostały prawa wyborcze, dzieci bić nie wolno...  
Specjaliści też tam są. 
Może jest im jeszcze bardziej trudno. 
Powiedzieć:"Nie wiem". 
Powiedzieć:"To, że państwa dziecko nie daje rady, to nie jego wina, ale chorych wymagań systemu".
Powiedzieć: "Rozumiem, ja też widzę ten bezsens i się na to nie zgadzam!"
Powiedzieć: "Zawsze działało, ale teraz jakby przestało?"
Awaria. 
Awaria. 
Nie mam procedury na państwa dziecko. 
Nie mam procedury na państwa życie. 




Po co macie więc przychodzić do specjalistów, czy na warsztaty?


Nie wiem. 
Wiem po co ja przychodzę.
Po to, żeby nauczyć się opierać na sobie. I żeby umieć mówić: Cokolwiek się będzie działo, ja stoję za moim dzieckiem. 
 
Żeby umieć je kochać tak, żeby rzeczywiście czuło się przeze mnie kochane.
 
Wybieram tych specjalistów, który są w tym ze mną, nawet jeśli czasem mówią "nie wiem".  




PS. "Nie ma dzieci, są ludzie" powiedział Korczak...
a może powiedzmy też:
"Nie ma rodziców, są ludzie":)
A może nawet:  Nie ma specjalistów, są ludzie. 
I w tym się możemy spotkać. 










 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza