Wiesz, że nazwa tego bloga jest przypadkowa? Tak, ja też nie wierzę w przypadki!:)))
Kiedyś to był blog kulinarny. O zdrowym odżywianiu. A ponieważ zdrowe odżywianie doprowadziło mnie do jednego z najważniejszych zdań w moim życiu, przeszedł metamorfozę i oto jest. Taki, jaki jest.
Chcesz wiedzieć jakie to było zdanie? Bardzo juulowskie, choć Juula jeszcze wtedy nie znałam. Oto ono: "O wiele ważniejsza od tego co jest na talerzu, jest atmosfera przy stole."
I - nie wiem, czy uwierzysz, o wiele łatwiej jest mi smacznie i zdrowo gotować, niż sprawić, by pięć spokrewnionych osób usiadło chętnie o tej samej porze do ciepłego posiłku i zjadło go mile gawędząc. Przynajmniej w naszym domu;) Ten chce coś dokończyć, tamten nie lubi buraczków, a ktoś jest nie w sosie...
Zależy mi na tym, żebyśmy wszyscy w domu dobrze się odżywiali. W końcu jestem matką - polską matką! - i jeśli Ty też nią jesteś, wiesz o czym mówię. To najprostszy, wyssany z mlekiem matki sposób na okazanie miłości. Na dbanie o dom i rodzinę. Na odnalezienie sensu w życiu...
Posiłki często spędzają rodzicom sen z powiek. Czy
dziecko je za mało, czy za dużo, czy je to, co zdrowe, a może tylko
jedną potrawę tygodniami? Jesper Juul napisał na ten temat książkę: "Uśmiechnij się, siadamy do stołu", ale nie będę dziś pisała, co zrobić, żeby dzieci chciały siadać do stołu. Ani o tym co powinny mieć na talerzach.
Najważniejsza lekcja od Jespera Juula jaką odebrałam, brzmi: a jak ja się mam? Co ja czuję? Co o tym myślę? Kim jestem?
Czy chcę gotować? Czy to co wkładam poza marchewką do garnka to miłość? Czułość? Zniecierpliwienie? Złość?
Czy moją "zupę miłości" wmuszam? Czy proponuję?
Znam fajne matki, które nie wiedzą do czego są te pokrętła na kuchence;)
Co jest dla mnie ważne?
Może dziś jest taki dzień, że zamówię pizzę?
A może będzie obiad z dwóch dań i deser?
Nie znam recepty. Mam tylko drogowskaz.
Kim jestem? I czy zmuszam, czy zapraszam?
Nasza rodzina to suma wielu zmiennych i to my decydujemy, czy wolno jeść słodycze, czy nie, czy posiłki są o stałych porach, czy kiedy złapie nas głód. Możemy eksperymentować i szukać najlepszego dla nas rozwiązania.
To samo dotyczy zabawy.
Zdarzało mi się w przeszłości zmuszać siebie do zabawy. Już tego nie robię. Zbyt wiele potem było we mnie nagromadzonej irytacji. No i czego to uczy? Że dla szczęścia innych mogę naginać siebie? Czy chcę, żeby moje dziecko tak postępowało?
Dziś bardzo dbam, żeby lubić zabawy w których uczestniczę.
A jeśli waham się czy chcę wziąć w nich udział - zaglądam w siebie. W swoje uczucia i wartości. Wartością jest dla mnie czas spędzony z dziećmi, wartością jest czas, kiedy nie pędzę, kiedy pochylam się nad kamyczkiem, trawką, robaczkiem... Biorę go jak prezent od moich dzieci, bo samej czasem trudno mi wyhamować.
Co czuję? Czasem, że tak - chętnie się pobawię, ale najpierw potrzebuję herbaty. A czasem, że nie. Nie ma we mnie miejsca na zabawę.
PS. Zauważyłam, że bardzo lubię sięgać do zabaw z mojego dzieciństwa. Gotowanie zup ze wszystkiego to mój absolutny hit! :) Też tak macie?
Wczoraj po kąpieli zawinęłam Danusię w ręcznik. Bardzo lubi bawić się w dzidziusia i poprosiła, żebym wzięła ją na ręce i zaniosła pokazać innym jaka jest malutka.
"Mamy małego dzidziusia!" zawołałam. "A czemu jest taki mokry?" zapytał Marcin. Na to Danusia wypaliła: "No bo ja się urodziłam do wanny!"
Narodziny do wanny, do wody, to część jej osobistej historii.
Wie o tym, często dopytuje o coraz to nowe szczegóły: czy od razu ssała pierś? Czy miała otwarte oczy? Czy krzyczała? Czemu tak śmiesznie skrzeczała?
Spotkanie Danusi tego Pierwszego Dnia, po kilku godzinach, ze starszym rodzeństwem na szczęście mamy nagrane na filmikach. To najlepszy antydepresant na świecie: ilość miłości, wzruszenia między nami wszystkimi wyciska ze mnie łzy przy każdym oglądaniu.
Nowy człowiek w rodzinie!
Mamy różne historie. Budujące, radosne, traumatyczne, smutne... Jakie by nie były, możemy je opowiedzieć sobie i dzieciom na nowo, po swojemu.
Żeby to zrobić, warto tam wrócić - samemu, z albumem zdjęć, z partnerem, przyjaciółką, a może terapeutą?
Poród to jedna z najważniejszych chwil w życiu, i jeśli coś tam "utknie", będzie się odbijało czkawką i nam, i naszym dzieciom.
Poświęćmy czas tej chwili. Czy coś tam zostało? Co Cię boli, zawstydza? Może masz jakiś żal głęboko w sercu?... Wiecie jakie żale często się powtarzają? Że wchodzili obcy ludzie, że była atmosfera pośpiechu, presji, że nie udało się naturalnie i może to moja wina?... Że nikt nie pomógł karmić, albo, że partner odbierał smsy...
Nazwijmy to, opłaczmy, zauważmy.
Zbierzmy to co było dobre, co możemy zapisać w pamięci jako "udało się". Czasem mamy tylko to słynne amerykańskie: "zamiast pokrzywdzona - ocalona!"
A jednak poszukajmy: pamiętacie porę dnia? Może była burza? Albo wielki upał? Co miałaś na sobie? Kto był blisko? Czy mieliście już imię dla maleństwa? Jak bardzo czekaliście na nie?
Płakaliście ze szczęścia? Ktoś robił zdjęcia?
Ktoś powiedział Wam coś pięknego po porodzie?
Utkajcie dla każdego dziecka jego własną, piękną historię oczekiwania, trudu, cierpliwości, wysiłku, wzruszenia, cudu działania hormonów i natury, a może medycyny?
Bliski jest mi projekt fotograficzny Dominiki Dzikowskiej, która fotografowała kobiety rodzące, ale też ich koszule porodowe.
Pamiętam przejmujący wywiad z Dominiką w Wysokich Obcasach, w którym dziwiła się, że choć potrafimy wydawać grube tysiące na ślub i wesele, tak rzadko doceniamy wagę porodu, skąpiąc sobie na niego.
Marzę o dniu, kiedy to się zmieni.
Jestem głęboko wdzięczna Fundacji Rodzić po Ludzku za istnienie i ich prace. Tak samo wszystkim mądrym położnym i doulom.
Polecam Wam też stronę Vivat Poród, gdzie wspierane są kobiety rodzące, właśnie przez opowieści, przez dobre historie.
(Właśnie się dowiedziałam, że bliska mi osoba będzie miała dzidziusia! Co za energia dziś w powietrzu!!!)
Chcemy wiedzieć. Chcemy słyszeć o tym jak czekano na nas z otwartymi ramionami, jak nasi bliscy się przygotowywali na nasze przyjście na świat i jak ono wyglądało. Co się działo. Tych emocji i słów nigdy nie zapomnimy.
Zauważyliście, że lekarze, robiąc wywiad o dziecku, zaczynają od ciąży i porodu? To na prawdę ma znaczenie dla emocji i zdrowia w całym naszym życiu.
Brakuje książek, filmów, publikacji, które pokazują poród z szacunkiem i czułością. Które nie zakłamują rzeczywistości, nie fałszują, nie straszą. Które przygotowują.
Nawet w pięknych książkach dla dzieci często sam poród opisany i pokazany jest medycznie, nieciekawie, źle.
A jak można pokazać dobrze? Może tak? Zapraszam Was na jeden z pięknych filmów dostępnych w necie:) Moje dzieci oglądały z zapartym tchem, a ja pokazałam im go z radością i zaufaniem, że dzieje się dobrze.
Odczarujmy go! Odczarujmy poród! Opowiedzmy go naszym dzieciom, a szczególnie naszym córkom jako coś, co jest w ich Mocy, co jest ważną inicjacją, wspaniałą częścią bycia kobietą, człowiekiem. Dajemy życie. Jesteśmy częścią czegoś Większego. Jesteśmy Naturą. Jest w nas też to co Dzikie. I to ważna część nas.
Jeśli zdarza nam się cesarskie cięcie, albo je wybieramy, zadbajmy o intymność i świętość tej chwili. Wierzę, że to możliwe, mimo koniecznej ingerencji medycyny. Dziękujmy za bezpieczne przyjście na świat naszego dziecka.
Jeśli nasze dziecko jest adoptowane - przecież też na nie czekaliśmy - i to oczekiwanie było bardzo podobne. I też było Pierwsze Spotkanie. Pierwszy dotyk. Pierwsze spojrzenie.
Pamiętam każdy z moich porodów - wybieranie koszuli, szpitala, robienie badań, radości i niepokoje, pamiętam jak liczyłam skurcze i jak zdziwiona byłam, że świat dalej "idzie", choć tu zdarzył się taki cód: urodziłam dziecko.
Pamiętam tę myśl: każde dziecko, jest świadectwem, że jakaś kobieta to przeszła! Patrzę na matki już zawsze inaczej.
Pamiętam poczucie siły jak rodziła się we mnie po porodach. Moja wiara w siebie rosła. Rosła wiara we własne możliwości.
Pamiętam wiele tylko naszych historii i historyjek, innych przy każdym z trójki dzieci. O mleku niechcący tryskającym z mojej piersi na gości w salonie, o pierwszych maskotkach i uśmiechach.
I opowiadam im. Uwielbiają oglądać zdjęcia z tamtych chwil. Zapamiętują.
Budują swoje historie.
PS. Ilustracja otwierająca ten tekst pochodzi z autorskiej książki Marianny Oklejak pt. "Cuda wianki"
- Mamo, masz krew, czy możemy iść na basen? pyta moja 3-latka. Temat od dawna oswojony, znany. Kilka razy zdarzyło się, że moje podpaski służyły za pieluchy dla misiów, albo ...naklejki. W pierwszym odruchu czasem miałam chęć bronić tych "dóbr", ale potem pomyślałam: "Hej, czy nie o to właśnie chodzi? Żeby to było normalne?"
Dziś o książkach, które warto czytać z dziećmi, bądź im podarować przed okresem dojrzewania.
Tak, żeby wiedziały co się może dziać, i że o wszystkim możemy rozmawiać.
Bo to, co obgadane, znane i "dobrze przewietrzone" mniej niepokoi. Tam, gdzie milczymy za długo, zbiera się niepotrzebne napięcie i w końcu nie ma dobrego wyjścia, jest nieporadność i zakłopotanie. Zadbajmy o nasz komfort i o komfort dzieci!
1. "Mała książka o życiu"
Czarna
Owieczka wydaje odważne i oryginalne pozycje. Moje dzieci bardzo lubią
książki z tej serii - dziwnie ilustrowane pozycje o rodzinach,
owłosieniu, jedzeniu, przemocy itd.
Postępowe i zabawne - można lubić bądź nie, ale z pewnością te książki są pomocne do tego by rozmawiać na wszelkie tematy.
2. "Wielka księga cipek" i "Wielka księga siusiaków"
Zabawnie
i otwarcie - wszystko o cipkach i siusiakach. Wydała te cuda "Czarna
Owca" i trzeba się trochę naszukać - znika z półek! Udało mi się - i tu
zdradzam adres jednej z moich ulubionych warszawskich księgarni - kupić
je w Bullerbyn.
Zdecydowanie słuszny jest napis z okładki: bez tabu! Autor Dan Höjer
napisał te książki ze złości, że tak trudno dowiedzieć się czegoś o tak
naturalnych i dotyczących każdego sprawach. Jemu było trudno zdobyć
wiedzę i postanowił pomóc innym. Śmiało o masturbacji, wzwodach i
różnych światowych zwyczajach. Sporo ciekawostek, anegdot i wiedzy.
Myślę, że to książki z gatunku tych odczarowujących - coś co zdawało się
trudne i kłopotliwe, staje się zwykłe i codzienne. Wielki ukłon dla
autora!
PS. W "Wielkiej księdze siusiaków" jest sporo o ich obcinaniu itd, dlatego zdecydowanie polecam dopiero dla chłopców około 11-letnich, kiedy ich to już nie przestrasza, a fascynuje.
3. "Zwykła książka o tym skąd się biorą dzieci"
Alicja
Długołęcka! Co my byśmy bez niej zrobili:))) Czarna Owieczka wydała tę
książkę i próżno szukać na polskim rynku podobnej. Nie ma. Po prostu
brak. Pusto. Dziura!
Tym
bardziej trzeba się nią cieszyć. Tak jak poprzednie dwie, sprawdza się,
kiedy tylko dzieci zaczynają czytać. Pozostawione sam na sam z tą
lekturą, nie oderwą się póki nie przeczytają kilka razy:)
Zdecydowanie podręcznikowa, wiedza, wiedza, wiedza a do tego rozmowy z dziećmi. Polecam!
PS.
Drobne wady... ilustracja porodu - medyczna, plus informacja, że poród
sprawia ból. A przecież nie zawsze! Chciałabym żeby więcej było
odczarowywania porodu... Żeby pokazać poród domowy, wodny, orgazmiczny.
Pisać o zaufaniu do swojego ciała i mądrości natury. Ten fragment do
poprawki. Ale poza tym: bezcenna.
4. "Obie"
Wracamy
do krainy poezji. Wydawnictwo Wolno. Autorki ilustracji nie trzeba
przedstawiać: Iwona Chmielewska. Z jej spotkania z poetką, pisarką
Justyną Bargielską musiało urodzić się niezwykłe dziecko.
Podarunek,
list od matki dla córki. O stawaniu się kobietą, o byciu ciałem z
ciała... O darze życia i kobiecości. Poetycko, niezwykle.
5. "Królestwo dziewczynki"
W
pełni autorska książka Iwony Chmielewskiej, z czułością, dbałością o
detal wydana przez Wydawnictwo Entliczek. Mamy tu różne faktury,
koronkę, zanikanie tekstu... Jest metafora, działanie na wielu
poziomach, dotykanie głębokiej symboliki, a jednocześnie prostota tej
historii o dojrzewaniu i o pierwszej miesiączce. Najpiękniejsza! Dla
każdej dziewczynki, dziewczyny, kobiety.
6. "Kiedy dziewczynka staje się kobietą"
A
skoro jesteśmy przy wchodzeniu w dorosłość i pierwszej miesiączce, nie
może zabraknąć niedawno wydanej przez Wydawnictwo Yemaya książki Lucy
H.Pearce "W rytmie księżyca". Bardzo kobieca książka. Napisana dla
własnych córek i innych kobiet z szacunkiem i miłością. Zaprasza do
Czerwonego Namiotu, gdzie wstęp mają tylko kobiety, uczy poznawać swój
cykl i cykl życia. Opowiada o ciele i jego świętości. Wspaniała odtrutka
dla przekazu jaki płynie z naszej cywilizacji, z mediów.
Tu uczymy się wsłuchiwać w swoje ciała. Szanować je i uznawać za święte. Dobre.
Książka dla córek i dla matek. Dla każdej Kobiety. Ma Moc.
Obiecałam dalszy ciąg tematu - i oto on: wybór moich ulubionych książek, które dotyczą seksualności, i które są doskonałym początkiem do wielu ważnych rozmów.
Większość z nich to nie podręczniki z wiedzą, ale opowieści o ciele, emocjach, pełne zmysłowości, radości życia. Pokazują sprawy związane z tym czego dziecko na co dzień doświadcza, z czym się zmaga, co je ciekawi.
Piszę tu o książkach dla maluszków, dla przedszkolaków i dla dzieci, które zaraz zaczną dojrzewać. Na nastolatki przyjdzie pora innym razem. Zapraszam!
1. "Zuza chce mieć dzidziusia"
Polecam całą serię o Zuzie, wydaną przez Wydawnictwo Entliczek. Szczególnie lubię pierwszą część serii :"Czy Zuza ma siurka". Świetna pierwsza lekcja feminizmu: to nie posiadanie siurka czy cipki decyduje czy jesteśmy odważni, pomysłowi, silni i czy lubimy mamuty;)
Zabawne i dotykające ważnych dla dzieci spraw książeczki dla przedszkolaków o wielkiej przyjaźni Maksa i Zuzy.
2. "Nocnik nad nocnikami"
Wydawnictwo Nisza wydało książkę Alony Frankel "Nocnik nad nocnikami" w dwóch wersjach: dla chłopców i dla dziewczynek.
Książka opowiada o sprawach nocnikowych, ale też o ciele w sposób uważny, ciepły, zabawny. Bardzo lubię szczególnie opis różnych części ciała. Prostota wygrywa:)
3. "Binta tańczy"
Gdybym wybierała się na bezludną wyspę z malutkim dzieckiem, to pewnie wzięłabym tę książkę - albo całą serię o Bincie, Babo, Lalo, Ajszy, tacie, mamie ich domu i psie, kurze, no i oczywiście bębnach.
Boska, genialna, przepięknie zilustrowana przez Benjamina Chauda, a napisaną przez Evę Susso książka, która działa na wszystkie zmysły. Jest tu muzyka, jest deszcz, pory dnia i nocy, zapach ciasta. Jest puszczanie bąków, paćkanie jedzenia rękami:) Jest ten szczególny klimat kochającej się rodziny, do którego chce się wracać nawet przy setnym czytaniu. No i te tańce!
4. "Piersi"
Okładka mówi wszystko, hahahaha! Odważnie, jasno, pięknie o karmieniu dziecka piersią (plus dodatek dla dzieci karmionych butelką). Znów jest to jedna z serii książek - widziałam jeszcze o strupku i pępku. Napisana i zilustrowana przez Gen-ichiro Yagyu, wydana w Polsce przez Tako. Przy okazji poruszone są rożne ważne kwestie: wszystkie kobiety mają piersi, a nie wszystkie mają dzieci! Czasem piersi są małe, a czasem duże! No i zdarza się, że chłopaki mają biust. Książka dla przedszkolaków, ale starszaki też chętnie słuchają.
5. "Książka pełna miłości"
Jeszcze raz Nisza i Alona Frankel, tym razem w większej i dłuższej książce, która jest historią o tym jak Michałek przyszedł na świat, historią miłości jego rodziców, ale też dostarcza konkretnej wiedzy o tym skąd w ogóle biorą się dzieci. Dla przedszkolaków. Bardzo piękna, wzruszająca i momentami zabawna.
Jedyny zgrzyt miałam przy akcji porodowej - nie zgadzam się, żeby kobiety musiały rodzić na leżąco! Ani w szpitalach, ani w książkach! Poradziłam sobie tak, że omijam to leżenie i opowiadam po swojemu:)
Poza tym - rewelacja:)
6. "Lalka Williama"
Wydawnictwo Czarna Owieczka, autorka Charlotte Zolotow. Książka przeznaczona dla przedszkolaków, mówi o ważnej potrzebie wielu chłopców, żeby ćwiczyć się w roli taty: tytułowy William chce bawić się lalką, ale jego tatę to niepokoi. Z pomocą przychodzi babcia, która uznaję te ważną potrzebę wnuka i przemawia do rozumu jego tacie. Czekam na analogiczną książkę, która "pozwala" dziewczynkom biegać, wrzeszczeć i włazić na drzewa:)
Jeśli znacie kogoś kto ma podobny problem jak tata Williama, to zachęcam - po tej lekturze znikają wszelkie wątpliwości po co chłopcu lalka. Nawet anty-genderowe babcie i dziadkowie zachwycają się tą historią. Wypróbowałam:)!
7. "W naszym domu jest"
WYtwórnia wydała zabawną książkę o rodzinie, która łączy poznawanie ciała i matematykę. Liczymy wszystko: kości, włosy i cycuszki. Piegi, głowy i długość jelit:) Oryginalne ilustracje. Zabawa dla przedszkolaków i starszych dzieci tez. Wesoła, lekka, można ją traktować również jako książkę o podobieństwach i różnicach, o kolorach skóry, upodobaniach, życiu rodzinnym. Świetny początek do różnych rozmów.
Polecam.
8. "Miłość"
Dość świeża propozycja Wydawnictwa Entliczek. Równie ważny jest w niej tekst Astrid Desbordes, jak ilustracje Pauline Martin.
Wszystko zaczyna się od tego, że mały chłopiec pyta swojej mamy, czy będzie go kochała przez całe życie. Jest tu oczekiwanie i kontakt z dzieckiem, które jeszcze jest w brzuchu mamy, jest dużo emocji, a nawet randka taty i mamy. Krótka, ale ładna książka o tytułowej miłości.
9. "Z Tango jest nas troje"
Wydawnictwo AdPublik, autorzy Justin Richardson i Peter Parnell. Książka ta powiada o czymś, co zdarzyło się na prawdę w nowojorskim Zoo. Dwa pingwiny maskowe Roy i Silo opiekowały się razem jajkiem i wychowały pisklaka, który się z tego jaja wykluł - małą Tango. Te dwa pingwiny nie były jednak chłopakiem i dziewczyną, ale dwoma chłopakami, które bardzo się kochały. Prosta, piękna opowieść o potrzebie posiadania rodziny.
Często ją czytamy i moje dzieciaki bardzo ją lubią. Ja też:)
- Mamo, lubisz swoją cipkę?
- Tak. A ty?
- Bardzo!
To jedna z wielu rozmów z moją 3 letnią córeczką... Kilka zdań wplecionych w dzień, gdzieś między mycie zębów, gotowanie obiadu i układanie puzzli.
Jak się czujecie, czytając taką wymianę? Jestem ciekawa, czy Was to rozbawiło, czy może zawstydziło? Poczuliście ukłucie lęku? Zażenowanie? Oburzenie?
Seksualność - nierozłączna część życia.
My, dorośli myśląc o seksualności, mamy wiele dorosłych "nakładek", zapominamy o innym, bardziej bezpośrednim i "niewinnym" spojrzeniu dzieci. Taka sama rozmowa jak ta o cipce, zdarza się przecież i o innych częściach ciała, bo dla 3 latki cipka niewiele różni się od ucha - to część ciała, którą trzeba poznać, umieć nazywać, dowiedzieć się do czego służy i jak o nią dbać.
Często zadawanym przez rodziców pytaniem jest "od kiedy"? Od kiedy rozmawiać z dzieckiem, od kiedy zaczyna się edukacja seksualna?
Na wspaniałym kursie "Seksualność dla profesjonalistów" prowadzonym przez Agnieszkę Stein i Gosię Stańczyk, padła na to pytanie najlepsza odpowiedź jaką znam: edukacja seksualna dziecka, zaczyna się od pierwszej chwili, kiedy ono się rodzi i dotyka swoim ciałem skóry mamy (lub taty) ... Kiedy pełznie do piersi i szuka jej ustami, kiedy łapie, zaczyna ssać. (Precyzyjnie mówiąc, dzieje się to pewnie już w brzuchu, kiedy dziecko uczy się czuć, odbierać świat zmysłami).
Czy mama lubi mój dotyk? Czy tata często przytula mamę? Z jaką miną zmieniają mi pieluszkę? Co mówią o higienie? Co mówią, kiedy w filmie jest scena pocałunku, nagość? Czy dziecko widuje nagich rodziców? Czy ma rodzeństwo? Co odpowiadają na pytania o to, skąd się biorą dzieci? Czy chłopiec może opiekować się młodszym rodzeństwem, okazywać czułość?
Nie zachęcam Was do przełamywania siebie i mówienia na jednym wdechu trudnych słów jak penis, orgazm i łechtaczka.
Zachęcam Was do poszukania z czym czujecie się komfortowo, jak lubicie mówić? Co jest dla Was autentyczne, komfortowe, na co macie zgodę? Doskonałym pomysłem jest poćwiczenie odpowiedzi na trudne pytania z partnerem czy przyjaciółką. Serio:) Spróbujcie - ja byłam mocno zaskoczona swoim skrępowaniem w niektórych kwestiach;)
Te - tzw. "trudne" pytania pojawią się szybciej niż myślicie i nie zawsze będą o pszczółkach... Dziś, kiedy media są mocno zseksualizowane, 8 latki często pytają np. "Mamo, a ty też robisz tacie loda???!!!"
Albo o szczegóły seksu homoseksualnego... Albo...No dobra, dość przykładów:)
Ważne! Nie musicie odpowiadać, nie musicie przekraczać swojego skrępowania, możecie uczciwie powiedzieć: zaskoczyłeś/aś mnie... potrzebuję zebrać myśli. Albo: jestem teraz skrępowana tą rozmową, wolę wrócić do niej w domu. I wróćcie do tematu w dobrym momencie.
Te rozmowy są szalenie ważne, ale jeszcze ważniejsze jest to, czym dzieci nasiąkają na co dzień. Role związane z płcią, otwartość, lubienie swojego ciała i swojej płci, energia do życia, stereotypy, zahamowania... Dzieci nas naśladują i wychwytują jak czuły barometr nasze prawdziwe przekonania, odczucia, niezauważalne dla innych grymasy.
Na pytania o sprawy dotyczące bezpośrednio Waszego życia intymnego możecie powiedzieć: mogę ci powiedzieć jak jest ogólnie u ludzi, ale nie chcę wdawać się w szczegóły dotyczące mnie, bo to moja intymna sprawa. To piękna lekcja intymności i jej poszanowania.
Jednym słowem: odpowiadajcie adekwatnie (o tym co jest adekwatne w jakim wieku, będzie osobny post) do wieku dziecka i z uwagą na własne granice.
Mówcie dzieciom, że nikt nie ma prawa ich dotykać bez ich zgody. Również Wy pytajcie o taką zgodę - już małe dzieci mogą same myć swoje intymne części ciała, bez naszej ingerencji, albo z pytaniem o pozwolenie. To świetna lekcja ochrony granic. I dobra podstawa do ochrony przed "złym dotykiem".
Mówcie dzieciom uczciwie i jasno o wszystkim co dotyczy budowy ich ciała, higieny... Płuca są do oddychania, uszy do słuchania itd:)
Im wcześniej zaczniecie, tym będzie łatwiej. Temat odkładany na później obrasta niepokojami, zawstydzeniami i coraz trudniej zacząć.
Seksualność, to nie tylko prokreacja i zagrożenia związane z nieplanowaną ciążą, czy chorobami. Seksualność to także zmysłowe odbieranie świata, to bycie kobietą bądź mężczyzną.
Wg definicji Światowej Organizacji Zdrowia: "seksualność stanowi kluczowy aspekt istnienia człowieka w trakcie jego życia i dotyczy płci, tożsamości i ról płciowych, orientacji seksualnej, erotyzmu, intymności, przyjemności oraz prokreacji. Seksualność jest odczuwana i wyrażana w myślach, fantazjach, pragnieniach, wierzeniach, postawach, wartościach, zachowaniach, praktykach, rolach i związkach".
Pamiętajcie, pytając o seks, dzieci pytają o życie:)