piątek, 13 stycznia 2017

Ciało. Seks. Miłość. Emocje. Książki, które pomogą nam porozmawiać z małymi dziećmi o seksualności.

Obiecałam dalszy ciąg tematu - i oto on: wybór moich ulubionych książek, które dotyczą seksualności, i które są doskonałym początkiem do wielu ważnych rozmów.  
Większość z nich to nie podręczniki z wiedzą, ale opowieści o ciele, emocjach, pełne zmysłowości, radości życia. Pokazują sprawy związane z tym czego dziecko na co dzień doświadcza, z czym się zmaga, co je ciekawi.
Piszę tu o książkach dla maluszków, dla przedszkolaków i dla dzieci, które zaraz zaczną dojrzewać. Na nastolatki przyjdzie pora innym razem. Zapraszam!

1.  "Zuza chce mieć dzidziusia"
 Polecam całą serię o Zuzie, wydaną przez Wydawnictwo Entliczek. Szczególnie lubię pierwszą część serii :"Czy Zuza ma siurka". Świetna pierwsza lekcja feminizmu: to nie posiadanie siurka czy cipki decyduje czy jesteśmy odważni, pomysłowi, silni i czy lubimy mamuty;)
Zabawne i dotykające ważnych dla dzieci spraw książeczki dla przedszkolaków o wielkiej przyjaźni Maksa i Zuzy. 



2. "Nocnik nad nocnikami"
Wydawnictwo Nisza wydało książkę Alony Frankel "Nocnik nad nocnikami" w dwóch wersjach: dla chłopców i dla dziewczynek. 
Książka opowiada o sprawach nocnikowych, ale też o ciele w sposób uważny, ciepły, zabawny. Bardzo lubię szczególnie opis różnych części ciała. Prostota wygrywa:)
3. "Binta tańczy"
Gdybym wybierała się na bezludną wyspę z malutkim dzieckiem, to pewnie wzięłabym tę książkę - albo całą serię o Bincie, Babo, Lalo, Ajszy, tacie, mamie ich domu i psie, kurze, no i oczywiście bębnach. 
Boska, genialna, przepięknie zilustrowana przez Benjamina Chauda, a napisaną przez Evę Susso książka, która działa na wszystkie zmysły. Jest tu muzyka, jest deszcz, pory dnia i nocy, zapach ciasta. Jest puszczanie bąków, paćkanie jedzenia rękami:) Jest ten szczególny klimat kochającej się rodziny, do którego chce się wracać nawet przy setnym czytaniu. No i te tańce!

 4. "Piersi"
 Okładka mówi wszystko, hahahaha! Odważnie, jasno, pięknie o karmieniu dziecka piersią (plus dodatek dla dzieci karmionych butelką). Znów jest to jedna z serii książek - widziałam jeszcze o strupku i pępku. Napisana i zilustrowana przez Gen-ichiro Yagyu, wydana w Polsce przez Tako. Przy okazji poruszone są rożne ważne kwestie: wszystkie kobiety mają piersi, a nie wszystkie mają dzieci! Czasem piersi są małe, a czasem duże! No i zdarza się, że chłopaki mają biust. Książka dla przedszkolaków, ale starszaki też chętnie słuchają.


5. "Książka pełna miłości"
 Jeszcze raz Nisza i Alona Frankel, tym razem w większej i dłuższej książce, która jest historią o tym jak Michałek przyszedł na świat, historią miłości jego rodziców, ale też dostarcza konkretnej wiedzy o tym skąd w ogóle biorą się dzieci. Dla przedszkolaków. Bardzo piękna, wzruszająca i momentami zabawna. 
Jedyny zgrzyt  miałam przy akcji porodowej - nie zgadzam się, żeby kobiety musiały rodzić na leżąco! Ani w szpitalach, ani w książkach! Poradziłam sobie tak, że omijam to leżenie i opowiadam po swojemu:)
Poza tym - rewelacja:)


6. "Lalka Williama"
 Wydawnictwo Czarna Owieczka, autorka Charlotte Zolotow. Książka przeznaczona dla przedszkolaków, mówi o ważnej potrzebie wielu chłopców, żeby ćwiczyć się w roli taty: tytułowy William chce bawić się lalką, ale jego tatę to niepokoi. Z pomocą przychodzi babcia, która uznaję te ważną potrzebę wnuka i przemawia do rozumu jego tacie. Czekam na analogiczną książkę, która "pozwala" dziewczynkom biegać, wrzeszczeć i włazić na drzewa:)
Jeśli znacie kogoś kto ma podobny problem jak tata Williama, to zachęcam - po tej lekturze znikają wszelkie wątpliwości po co chłopcu lalka. Nawet anty-genderowe babcie i dziadkowie zachwycają się tą historią. Wypróbowałam:)!


 7. "W naszym domu jest"

WYtwórnia wydała zabawną książkę o rodzinie, która łączy poznawanie ciała i matematykę. Liczymy wszystko: kości, włosy i cycuszki. Piegi, głowy i długość jelit:) Oryginalne ilustracje. Zabawa dla przedszkolaków i starszych dzieci tez. Wesoła, lekka, można ją traktować również jako książkę o podobieństwach i różnicach, o kolorach skóry, upodobaniach, życiu rodzinnym. Świetny początek do różnych rozmów.

Polecam.

 8. "Miłość"

Dość świeża propozycja Wydawnictwa Entliczek. Równie ważny jest w niej tekst Astrid Desbordes, jak ilustracje Pauline Martin. 
Wszystko zaczyna się od tego, że mały chłopiec pyta swojej mamy, czy będzie go kochała przez całe życie. Jest tu oczekiwanie i kontakt z dzieckiem, które jeszcze jest w brzuchu mamy, jest dużo emocji, a nawet randka taty i mamy. Krótka, ale ładna książka o tytułowej miłości.

9. "Z Tango jest nas troje"

 Wydawnictwo AdPublik, autorzy Justin Richardson i Peter Parnell. Książka ta powiada o czymś, co zdarzyło się na prawdę w nowojorskim Zoo. Dwa pingwiny maskowe Roy i Silo opiekowały się razem jajkiem i wychowały pisklaka, który się z tego jaja wykluł - małą Tango. Te dwa pingwiny nie były jednak chłopakiem i dziewczyną, ale dwoma chłopakami, które bardzo się kochały. Prosta, piękna opowieść o potrzebie posiadania rodziny. 
Często ją  czytamy i moje dzieciaki bardzo ją lubią. Ja też:)




poniedziałek, 9 stycznia 2017

"Mamo, lubisz swoją cipkę?" Bardzo ważny post o dziecięcej seksualności i jak o niej rozmawiać.

- Mamo, lubisz swoją cipkę?
- Tak. A ty?
- Bardzo!

To jedna z wielu rozmów z moją 3 letnią córeczką... Kilka zdań wplecionych w dzień, gdzieś między mycie zębów, gotowanie obiadu i układanie puzzli.  
Jak się czujecie, czytając taką wymianę? Jestem ciekawa, czy Was to rozbawiło, czy może zawstydziło? Poczuliście ukłucie lęku? Zażenowanie? Oburzenie? 


Seksualność - nierozłączna część życia.
My, dorośli myśląc o seksualności, mamy wiele dorosłych "nakładek", zapominamy o innym, bardziej bezpośrednim i "niewinnym" spojrzeniu dzieci. Taka sama rozmowa jak ta o cipce, zdarza się przecież i o innych częściach ciała, bo dla 3 latki cipka niewiele różni się od ucha - to część ciała, którą trzeba poznać, umieć nazywać, dowiedzieć się do czego służy i jak o nią dbać. 

 Często zadawanym przez rodziców pytaniem jest "od kiedy"? Od kiedy rozmawiać z dzieckiem, od kiedy zaczyna się edukacja seksualna?
Na wspaniałym kursie "Seksualność dla profesjonalistów" prowadzonym przez Agnieszkę Stein i Gosię Stańczyk, padła na to pytanie najlepsza odpowiedź jaką znam: edukacja seksualna dziecka, zaczyna się od pierwszej chwili, kiedy ono się rodzi i dotyka swoim ciałem skóry mamy (lub taty) ... Kiedy pełznie do piersi i szuka jej ustami, kiedy łapie, zaczyna ssać. (Precyzyjnie mówiąc, dzieje się to pewnie już w brzuchu, kiedy dziecko uczy się czuć, odbierać świat zmysłami). 
Czy mama lubi mój dotyk? Czy tata często przytula mamę? Z jaką miną zmieniają mi pieluszkę? Co mówią o higienie? Co mówią, kiedy w filmie jest scena pocałunku, nagość? Czy dziecko widuje nagich rodziców? Czy ma rodzeństwo? Co odpowiadają na pytania o to, skąd się biorą dzieci? Czy chłopiec może opiekować się młodszym rodzeństwem, okazywać czułość?

Nie zachęcam Was do przełamywania siebie i mówienia na jednym wdechu trudnych słów jak penis, orgazm i łechtaczka. 
Zachęcam Was do poszukania z czym czujecie się komfortowo, jak lubicie mówić? Co jest dla Was autentyczne, komfortowe, na co macie zgodę? Doskonałym pomysłem jest poćwiczenie odpowiedzi na trudne pytania z partnerem czy przyjaciółką. Serio:) Spróbujcie - ja byłam mocno zaskoczona swoim skrępowaniem w niektórych kwestiach;)

Te - tzw. "trudne" pytania pojawią się szybciej niż myślicie i nie zawsze będą o pszczółkach... Dziś, kiedy media są mocno zseksualizowane, 8 latki często pytają np. "Mamo, a ty też robisz tacie loda???!!!"
Albo o szczegóły seksu homoseksualnego... Albo...No dobra, dość przykładów:) 
Ważne! Nie musicie odpowiadać, nie musicie przekraczać swojego skrępowania, możecie uczciwie powiedzieć: zaskoczyłeś/aś mnie... potrzebuję zebrać myśli. Albo: jestem teraz skrępowana tą rozmową, wolę wrócić do niej w domu. I wróćcie do tematu w dobrym momencie. 
Te rozmowy są szalenie ważne, ale jeszcze ważniejsze jest to, czym dzieci nasiąkają na co dzień. Role związane z płcią, otwartość, lubienie swojego ciała i swojej płci, energia do życia, stereotypy, zahamowania... Dzieci nas naśladują i wychwytują jak czuły barometr nasze prawdziwe przekonania, odczucia, niezauważalne dla innych grymasy. 

Na pytania o sprawy dotyczące bezpośrednio Waszego życia intymnego możecie  powiedzieć: mogę ci powiedzieć jak jest ogólnie u ludzi, ale nie chcę wdawać się w szczegóły dotyczące mnie, bo to moja intymna sprawa. To piękna lekcja intymności i jej poszanowania. 
Jednym słowem: odpowiadajcie adekwatnie (o tym co jest adekwatne w jakim wieku, będzie osobny post) do wieku dziecka i z uwagą na własne granice
Mówcie dzieciom, że nikt nie ma prawa ich dotykać bez ich zgody. Również Wy pytajcie o taką zgodę - już małe dzieci mogą same myć swoje intymne części ciała, bez naszej ingerencji, albo z pytaniem o pozwolenie. To świetna lekcja ochrony granic. I dobra podstawa do ochrony przed "złym dotykiem". 
Mówcie dzieciom uczciwie i jasno o wszystkim co dotyczy budowy ich ciała, higieny... Płuca są do oddychania, uszy do słuchania itd:)
Im wcześniej zaczniecie, tym będzie łatwiej. Temat odkładany na później obrasta niepokojami, zawstydzeniami i coraz trudniej zacząć. 
 
Seksualność, to nie tylko prokreacja i zagrożenia związane z nieplanowaną ciążą, czy chorobami.  Seksualność to także zmysłowe odbieranie świata, to bycie kobietą bądź mężczyzną.
Wg definicji Światowej Organizacji Zdrowia: "seksualność stanowi kluczowy aspekt istnienia człowieka w trakcie jego życia i dotyczy płci, tożsamości i ról płciowych, orientacji seksualnej, erotyzmu, intymności, przyjemności oraz prokreacji. Seksualność jest odczuwana i wyrażana w myślach, fantazjach, pragnieniach, wierzeniach, postawach, wartościach, zachowaniach, praktykach, rolach i związkach".

Pamiętajcie, pytając o seks, dzieci pytają o życie:)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

1 ważne pytanie, 6 książek i kilka sposobów na dobre Święta.

Macie tak czasem, że chcecie coś poprawić, zrobić lepiej, zachować się w jakiś wymarzony sposób i...
...wychodzi jak zawsze? 
Święta to doskonały przykład: będę cierpliwa, spędzę czas z bliskimi, poświęcę dużo uwagi na wybieranie prezentów, nie będę się objadać, nie będę się zamęczać, odpocznę, tym razem wszyscy gdzieś wyjedziemy i niczym nie będziemy się przejmować!
Lista jest długa. 
Grudzień to najczęściej trudny miesiąc. Dużo napięć, nawarstwień, zmęczenia, obowiązków - i jeszcze ten wewnętrzny głos: ciesz się!
Mamy z mężem jedno motto, od początku naszego Razem, brzmi ono: nie napinaj się. Uwielbiam je, bo oznacza też nie napinaj się, żeby się nie napinać:)
Jak to zrobić? 
Pomaga mi to, co uważam za najważniejsze w naukach Jespera Juula, (którego jak wiecie kocham): co chwila pytaj siebie kim jesteś? Kim właśnie teraz jesteś?
Co to znaczy? 
Sprawdź czy ci ciepło, czy nie, czy jesteś głodny? O czym marzysz? Co czujesz? Jakie myśli krążą ci po głowie? Co chcesz, a co decydujesz teraz robić? Sonduj siebie, poznawaj.
Rok temu obiecałam sobie wyjechać pierwszego dnia Świąt. Świetny plan. Ale czy dalej mój? Nie, bo nagle okazało się, że przyjadą przyjaciele z zagranicy i czekam na okazję, by ich spotkać. Teraz to jest ważniejsze.
Lubię szopkę, którą zrobił dziadek dzieci. Co roku ją rozkładamy. Ale w tym roku ustawiłam szopkę, którą zrobiła córka. Bo tak poczułam.

Zawsze w nocy, kiedy dzieci śpią, pakujemy prezenty z Marcinem. Nagle dołączyła Helenka i teraz cieszę się na ten nowy rytuał. Pakujemy we dwie. Mama i córka. Radość bycia. 
Zmiany, zmiany, zmiany. Co chwila, co sekundę. Kim jestem. Kim jestem teraz?
Kim  Wy jesteście w te Święta?

Święta to czas, kiedy pozwalam na więcej bajek. Ale też nie chcę, żeby ekran zabawiał dzieci cały czas. 
Mamy na to ulubione sposoby. 
Audiobooki. Naklejki. Duuuużo naklejek:))) Tiger - sklep, gdzie za bardzo małe pieniądze można kupić świetne zestawy "na nudę". 

Czas.
W tym roku umówiłam się ze sobą, że się nie spieszę. Na tydzień przed świętami zwalniam i nie popędzam ani siebie, ani dzieci. 
(Wyobrażacie sobie jak biegłam tydzień wcześniej???)
Obiecałam sobie pytać siebie co jest dla mnie na prawdę ważne. Prosić o pomoc
Dzielić się zadaniami

I rozpieszczać
Trochę w stylu modnego w tym roku Hygge. 
Polecam lekką i ciepłą, bardzo świąteczną książkę o tym duńskim sposobie na szczęście.
Co jest dla mnie rozpieszczaniem? Co jest dla mnie dziś rozpieszczaniem? Cisza, światełka, ładne zapachy, jeszcze więcej światełek, haha, pachnąca kąpiel, spacer z 3latką bez pośpiechu, poczytanie książki. Piękny nowy, ciepły koc. Brak pośpiechu. Czekanie na Spotkania świąteczne.


Na koniec chcę wam opowiedzieć o naszych ulubionych zimowo-świątecznych książkach. takich, które pomagają poczuć ten jedyny nastrój w roku.

1. O zimie. 
Zakamarki wydały poetycką książkę, w której znajdziemy wszystko, co w zimie najlepsze. Zamarznięte kałuże, które pękają trzeszcząco pod stopami. Iglo, burza śnieżna spędzana w ciepłej chatce, sople i ...magia. 



2. Święta z Kubusiem Puchatkiem
Egmont wydał jedną z licznych "przeróbek" Kubusia Puchatka, i choć zawsze najlepszy jest oryginał, to i ten wątek poboczny cieszy się u nas w domu popularnością. Jest jak zwykle o przyjaźni.

3. Gwiazdka w Bullerbyn

Wydawnictwo Bajka. Klasyka Świąt Bożego Narodzenia. A nawet klasyka klasyki. Jest tu wszystko. Śnieg, miłość, pierniczki i kolędy. A wszystko w niepodrabialnym stylu Astrid Lindgren. 

Bardzo polecamy.



4. Masło przygodowe
Pozycja niby nie świąteczna, ale kilka ostatnich rozdziałów to przygotowania do Świąt, oczekiwanie i w końcu: Przeżywanie ich. 
Książka polskiej autorki, Barbary Stenki, wydana przez Wydawnictwo Literatura z dodatkiem - co miłe! - świetnego audiobooka: do wielokrotnego użytku dla dużych i małych. Kto z Was nie zna przygód rodziny Końców, nich się cieszy: uczta przed Wami:) 
Książka potrzebna szczególnie w czasach podziałów. Tata Koniec to muzyk rockowy pełną gębą, za to mama to miłośniczka telewizji Trwam, a dzieci? Dzieci są zabawne, prawdziwe, mają realne problemy. Kaśka (temperatura ciała 36,8) plus dwaj starsi bracia, co rapują. Polecam!
5. Basia  i zwierzaki
Tym razem Egmont zdecydował się na wydanie specjalne: świąteczna Basia jest uzupełniona o bardzo dużo naklejek i tekturowe zwierzątka do wycinania, składania i ozdabiana. Wiele godzin pracy dla małych rączek.


Jak zawsze możemy też liczyć na luz Zofii Staneckiej, autorki: święta nie są napuszone i sztywne. Wprost przeciwnie: 
"Święta będą w tym roku nieidealne- szepnęła (mama) półsennie - wszędzie jest bałagan. Tata uśmiechnął się z czułością. - Właśnie takie będą najlepsze na świecie - oświadczył".
I tego Wam w te Święta życzę. Aby były nieidealne, a mimo to by Was zwyczajnie cieszyły, by znalazło się w ich czasie miejsce na to, co na prawdę Wam potrzebne i co lubicie. Bez napinania.

środa, 7 grudnia 2016

Kiedy jest za dużo lęku. Nerwica natręctw u dziecka - czy to moja wina?

Każde dziecko rodzi się inne. 
Każdy z nas ma inny temperament, reaktywność, odporność na stres, kolor oczu ... losuje z wielkiej puli genów, emocji, traum swoich przodków. 
(Polecam ciekawe artykuły o dziedziczeniu traum: link - tu od strony naukowej i tu link z perspektywy gabinetu terapeuty, głos ważny szczególnie dla nas, ludzi, wychowanych przez ofiary II Wojny Światowej).
Czasem dziecko rodzi się napięte, niespokojne, lękliwe,  trudne, czy jak często mówimy: wymagające. Ma silniejszą potrzebę planu, stałego rytmu, bardziej niż jego rówieśnicy opiera się zmianom. 

Zwykła ciemność staje się Groźną Ciemnością i lampka w pokoju nie może być nigdy zgaszona. A nawet zapalona czasem nie pomaga.
Zdarza się też, że w rodzinie jest duży poziom napięcia. Napięcia wypowiedzianego, bądź nie - dzieci są przecież doskonałym odbiorcą wewnętrznych stanów swoich bliskich i "słyszą" też te awantury, przy których nich nie ma. Wyczuwają napięcia, rodzinne tajemnice, widzą lekki grymas na twarzy opiekuna, zanim pojawi się wyuczony uśmiech. 
Czasem pojawiają się kłopoty. 
A zaraz po nich pomysły: może to Zespół Aspergera? Zaczyna się rajd po gabinetach. I czasem to Asperger, a czasem bardzo go przypominająca niektórymi objawami nerwica natręctw - czyli inaczej zaburzenia obsesyjno-kompulsywne.

Warto wiedzieć, że "wiele dzieci przechodzi okres natrętnych zachowań, które czasem znikają. Dlaczego? W mózgu pojawia się jakby błąd w programie. Umysł bez potrzeby bije na alarm, a nie powstał jeszcze klawisz "stop". Występowanie nerwicy natręctw jest powiązane z deficytem serotoniny. (...) W mózgu dziecka powstają niepokojące, natrętne myśli, które podsuwają straszne obrazy: dom spłonie, mama umrze i tak dalej.
Umysł nakazuje działanie, które ma powstrzymać nadejście dramatu. Myśli jednak ciągle powracają i czynności ochronne stają się kompulsywne." Cytowany fragment pochodzi z lubianej przeze mnie książki Isabelle Filliozat pt. "Moje dziecko doprowadza mnie do szału" - ciekawie, przystępnie i przejrzyście o rozwoju dziecka, jego mózgu i nas rodziców:)

Większość z nas pamięta zabawy w unikanie przerw w chodniku, prawda?

Kiedy więc zaczyna się problem? Czy częste mycie rąk to już to? Paniczne unikanie psich kup na trawniku? Zakładanie codziennie tych samych ubrań? 

Lekarze często twierdzą, że jeśli natręctwo nie zaburza rytmu życia rodziny i nie jest kłopotliwe dla jej członków i samego zainteresowanego, to jeszcze nie jest problem. Zwykle mija samo.
Ale z drugiej strony wiemy, że towarzyszą temu natrętne, trudne myśli. Warto zastanowić się jak możemy dziecku pomóc?

Przede wszystkim  nie współpracujmy z natręctwami, nie róbmy im "specjalnego" miejsca w rodzinie. Jeśli to właśnie wtedy, kiedy od 10 minut myje ręce,  poświęcimy naszemu dziecku więcej naszej uwagi, może się zdarzyć, że mimowolnie sami spowodujemy nasilenie natręctwa. Oddzielmy nasze dziecko od choroby i jasno mówmy chorobie stop.

Nie jestem zwolenniczką skupiania się na problemach. 
Szczególnie jeśli dotyczą dzieci, bo często zdarza się tak, że przez nasze nadmierne zainteresowanie dziecko samo zaczyna czuć się problemem. 
Czasem wystarczy poczekać, poświęcić więcej czasu na wspólny, dobry czas. Tak właśnie było, kiedy moje starsze dzieci przechodziły kilkutygodniowe fazy zacinana się na niektórych literkach. Takie "fizjologiczne" jąkanie występuje  u dużej części dzieci w okresie intensywnego rozwoju mowy, i choć jest męczące, wprawia dzieci w zakłopotanie, najczęściej samo ustępuje dość szybko.  Robienie wokół tego szumu raczej szkodzi niż pomaga. 


Co jeszcze może pomóc?
Nie będę oryginalna: ruch na świeżym powietrzu! To bardzo ważne. A także dobra dieta: unikajmy chemii, korzystajmy z sezonowych warzyw, sięgajmy po dobre tłuszcze. Nie szalejmy z białym cukrem. Urozmaicajmy, cieszmy się wspólnym gotowaniem i jedzeniem. 

Zadbajmy o naszą relację z partnerem. Niewypowiedziane żale, obciążają atmosferę. 

Polecam też praktykę uważności - pozwala na  oddzielanie myśli od człowieka. Niech dziecko wie, że natrętne, trudne myśli to nie ono. Warto wytłumaczyć dziecku, że myśli to tylko jakby telewizor w naszej głowie. Ale to nie MY. Możemy nauczyć się nasze myśli wyłączać, ściszać, nie przejmować się nimi, panować nad nimi. Tak długo jak identyfikujemy się ze swoimi myślami, natręctwa mają nad nami władzę. Mindfulness jest pomocny zresztą nie tylko w terapii natręctw, ale w całym naszym życiu. Znacznie podnosi poziom naszego zadowolenia i zmienia nas i nasze relacje z innymi ludźmi.  


A co, jeśli natręctwa się nasilają? 
Przede wszystkim nie obwiniajmy siebie ani dziecka. 
Ono nie może nic poradzić na to, co się z nim dzieje. 
Ta choroba to splot okoliczności - budowy mózgu, genów.
Możemy ją nasilić, ale nie wywołać!

Wiele osób ma kłopot z sięgnięciem po pomoc lekarza. Bo choć natręctwa to choroba neurologiczna, jest ściśle związana z emocjami i utarło się, że leczą ją psychiatrzy. Zdarza się, że konieczne jest leczenie farmakologiczne. Nie bójmy się tego.
Popatrzmy na natręctwo jak na  niedoczynność tarczycy - trzeba uzupełnić odpowiedni hormon, żeby organizm mógł prawidłowo działać!

Warto szukać dobrych lekarzy, którzy mają doświadczenie i wiedzę właśnie w tym temacie. Warto poradzić się specjalisty, co możemy zrobić, żeby wspomóc proces zdrowienia małego człowieka. 

PS. Jeśli dotarliście do tego miejsca, mam dla Was moją najważniejszą radę. Gotowi?


Najważniejsze - i to możemy zrobić zawsze - zadbajmy o siebie.  Zadbany, zadowolony, wypoczęty rodzic ma więcej siły, cierpliwości. Powiedzmy do siebie wprost: "jestem mamą, tatą wymagającego dziecka. Potrzebuję wsparcia". Płaczmy w ramionach kogoś bliskiego, dawajmy sobie czas na oddech, ładowanie akumulatorów. Szukajmy wiedzy, otwartości, bliskich relacji. 
Szukajmy dobrych chwil, momentów radości i - co niezwykle ważne: skupiajmy się na zdrowej części naszego dziecka. Zauważajmy ją, niech choroba nie zasłania nam cudownej istoty, której towarzyszymy.

PS 2. Nie napisałam nic o terapii behawioralnej, bo nic o niej nie wiem. Ale jeśli jesteście ciekawi, to ten temat też mogę zbadać:)