środa, 2 marca 2022

"Kapelusz pani Wrony", czyli jak uczymy ośmiolatki patriarchatu.


"Kapelusz Pani Wrony" pani Danuty Parlak to lektura dla klas 2 szkoły podstawowej, wydana przez Wydawnictwo BIS. 

I - o zgrozo - zatwierdzona przez kogoś jako lektura!

Bardzo chcę, żebyście o tym pamiętali: to książka dla ośmiolatków!

 

A ten wpis jest nie tylko o tej książce - jest o tym jak działa patriarchat i kultura przemocy wobec dziewczynek, wobec chłopców, w ogóle wobec naszych ciał i emocji. 

Co może być tak strasznego w książce o zwierzątkach dla dzieci?

Wiele...

Nie mam pojęcia, co skłoniło autorkę do popełnienia tego opowiadania, ale wiem, że mamy naprawdę wiele pracy do zrobienia, żeby takie treści nie były oczywiste, przezroczyste i nie miały już szans być omawiane inaczej niż KRYTYCZNIE.

Marzę o świecie, w którym w każdym człowieku gotuje się ze złości, kiedy czyta takie treści.

Marzę o świecie, w którym to przestaje być przezroczyste. 

A zaczyna być niedopuszczalne. 


Co mnie tak bardzo wkurzyło?

Posłuchajcie. 

"Mikołaj, czyli historia pewnego bociana" to ostatnia opowieść w tym zbiorze. 

Cała rodzina bocianów nie może się doczekać aż bocian Mikołaj się ustatkuje i założy rodzinę. Niestety, jest wybredny. Kręci dziobem na wszystkie bocianie panny. (szlag!)

"Ta ma nogi za krótkie, ta znów krzywe. Ta ma dziób haczykowaty, ta z garbkiem. Ta ma szyję za mało wysmukłą, ta piórka nie dość białe." (serio?)

W końcu Mikołaj oznajmia, że przyprowadzi jakąś wybrankę. 

Ku zdziwieniu wszystkich, okazuje się, że to żabka Izabella.  

I tu wkracza mój "ulubieniec" (sarkazm!), stryj Józef, który "słynął w rodzinie ze specyficznego poczucia humoru". 

Słynął! 

No... rzeczywiście ze specyficznego: obrzydliwego, przemocowego, patriarchalnego, dziaderskiego i bezmyślnego!

Stryj Józef , w przeciwieństwie do reszty rodziny, jest zachwycony wybranką Mikołaja, cytuję: "Młodziutka, apetyczna żabka. - stryj Józef zaklekotał entuzjastycznie i z błyskiem w oku"

(Znacie ten błysk?) 

Uwierzcie, nie wiem czemu słowa "Młodziutka, apetyczna żabka" są wydrukowane w książce na czerwono. Ale są.

 Nikt nie oburza się na to zachowanie stryja. Tylko Mikołaj coś przeczuwa. 

"Zabrzmiało to nieco dwuznacznie. (oj, tak! czyli autorka czuje, ale brnie dalej!) Mikołaj na wszelki wypadek stanął bliżej Izabelli. Izabella świadoma, że cała rodzina Mikołaja uważnie ją obserwuje, wyciągnęła wdzięcznie szyję i zatrzepotała rzęsami."

Zatrzepotała rzęsami! 

Cóż innego może zrobić młoda osoba, która jest oceniana, pożerana wzrokiem i krytykowana. 

Trzepocze.

Rzęsami.

 


Ale. Stryj Józef ma pomysł jak wybrnąć z rodzinnego kryzysu. 

"Musi się chłopak wyszumieć. (...) Więcej swobody. Niech chłopak skosztuje życia."

Wysyłają więc po naradzie Mikołaja na dyskotekę, mama dyskretnie daje mu więcej kieszonkowego i ma przykazane nie wracać zbyt wcześnie. Postępowo, nie?

Ma w końcu kosztować życia. Może znajdzie pannę w lepszym kolorze i z dłuższymi nogami niż żabka Izabella. Fu*k!

Na tym się nie kończy, Mikołajowi trzeba pomóc, więc wysyłają z nim "światowego" kuzyna z Australii, który jest "towarzyski, ochoczy do zabawy i chętny do kosztowanie życia w każdej postaci". 

To książka dla ośmiolatków - pamiętacie???!!!!

 

Z planu nic nie wyszło... Doszło za to do skandalu, czyli ślubu żaby i bociana.  Przy pocałunku stał się cud: żabka zamieniła się w piękną bocianią pannę.  Pocałowali się więc znów, a znany nam już stryj "bezwstydnie wpatrywał się w całującą parę: - Zuch chłopak! Moja szkoła! A ta bestyjka apetyczna... apetyczna - zaklekotał z uznaniem"


jesteście ciekawi które słowa tym razem zostały podkreślone na czerwono?

Tak: apetyczna i bestyjka. Bo kto patriarchatowi zabroni?


Niestety nie zrozumiałam morału tej historii, który brzmi "Nie całujcie żab, chłopaki". 

Może ktoś z Was go zrozumie i mnie oświeci?

Bo mnie tylko trafił szag i kawy mi nie potrzeba. 

Dla mnie morał tej lektury jest taki: nasz gniew jest potrzebny, nasza praca i nagłaśnianie takich rzeczy jest potrzebne. Myślenie jest potrzebne i czytanie całej kultury na nowo jest potrzebne!

Mówienie z czułością, łagodnością i bez oceniania o innych ludziach jest potrzebne. 

Ciałopozytywność jest potrzebna. 

Miłość do ciała, każdego ciała jest potrzebna!

Szacunek do każdego Innego jest potrzebny. 

Porządna edukacja seksualna jest potrzebna. 

I (do cholery jasnej!) nauczmy się wreszcie: kobiety to nie tylko ciało - przedmiot. To ciało nie jest własnością wszystkich! A chłopcy mają prawo do uczuć i emocji, a nie tylko "szumienia".

Bo te mity i stereotypy o chłopcach i dziewczynkach są obraźliwe dla wszystkich zainteresowanych!

Ile razy jako dzieci byliśmy karmieni takim "g"? 

Ile z tego jest dla nas niepodważalne?

Właśnie dlatego feminizm, studia gender, krytyczne myślenie i zmiany są potrzebne!

Ciałopozytywność jest potrzebna. 

Porządna edukacja seksualna jest potrzebna. 

 

 


 

 

sobota, 12 lutego 2022

Łechtaczka.

 W Wysokich Obcasach z zeszłego weekendu przeczytałam wywiad 

z francuską graficzką Jüne Plä o jej książce "Klub rozkoszy". 


Zdjęcie przedstawia modele łechtaczki z drukarki 3d.

Cały wywiad można przeczytać TU, ale mnie poruszyła ta wymiana:

"Kiedy założyłam konto na Instagramie, wykonałam pierwsze rysunki i zobaczyłam, jak szybko wzrasta liczba followersów, poczułam się mniej samotna.

Wtedy odkryłaś swoją łechtaczkę? Wiele kobiet nawet nie wie, gdzie ona się znajduje.

Tak. Dzięki internetowi w 2018 roku. Miałam wtedy prawie 40 lat. Wcześniej nikt o niej nie wspominał.

Nic dziwnego, skoro nawet we francuskich podręcznikach szkolnych łechtaczka nie była oznaczona aż do 2017 roku."


No i postanowiłam zrobić wpis o łechtaczce. 

Łechtaczki są przeróżne - tak jak i penisy!
Mniejsze, większe i różnie położone. 
Bo dlaczego nie miałyby takie być?


Zdjęcie z książki "Radości z kobiecości"

Początkowo, kiedy płód ma kilka tygodni, nie jest jeszcze rozstrzygnięte co wyrośnie z tzw. guzka płciowego. Czyli najpierw nasze organy są... neutralne płciowo. 
Dopiero potem w zależności od genów i hormonów formuje się 
z nich penis z moszną albo łechtaczka i wargi sromowe. 
(A czasem - i to też się zdarza - różne wariacje na ich temat. Mamy wtedy do czynienia z osobą interpłciową, na widok której lekarze i rodzice ciągle jeszcze często panikują i próbują, bez pytania o zgodę właściciela ciała, "poprawiać" naturę. 
Niestety to podejście, wynikające ze strachu i niewiedzy, a może też chęci ułatwienia dziecku i sobie życia, najczęściej kończy się tragedią - nie mamy bowiem możliwości dowiedzieć się od noworodka kim jest, z jaką płcią się identyfikuje i czy w ogóle chce ingerować w swoje ciało.)


Zdj. "Radości z kobiecości"

Ale. Wracajmy do łechtaczki. 
Wiemy już, że łechtaczka i penis to dwie odmiany tego samego narządu!
Mają też podobne cechy. 

Łechtaczka jak penis ma żołądź. Jego wielkość waha się najczęściej między 0,5 a 3,5 cm - całkiem spora różnica, prawda?
Żołądź jest widoczny gołym okiem, ale jest on tylko "czubkiem" organu, którego większa część jest schowana wewnątrz ciała. 
Kolejnym podobieństwem jest to, że łechtaczki mają... Erekcję!

Zarówno żołądź jak odnogi łechtaczki i opuszki przedsionka pochwy, pod wpływem np. stymulacji, powiększają się i stają coraz bardziej tkliwe. 

Większość kobiet doświadcza orgazmu dzięki stymulacji zewnętrznej części łechtaczki, ale coraz częściej mówi się, że również  tzw. orgazmy pochwowe są efektem stymulacji łechtaczki. Tyle że jej wewnętrznej części -  nabrzmiałych opuszek i odnóg łechtaczki od środka.

Główka penisa i główka łechtaczki są bardzo wrażliwe. 
Tyle, że główka łechtaczki jest jakieś 50 razy mniejsza, i ta sama ilość zakończeń nerwowych jest bardziej... hmmm, skondensowana.

Ciekawostka: Łechtaczki mają - jak penisy - samoistne "wzwody" w trakcie snu. Czasem kilka razy na noc!

No i co niesamowite - nie ma innego powodu do istnienia łechtaczki, niż rozkosz:)



Zdjęcia ilustracji z książki "Moje ciałopozytywne dojrzewanie"

Co możemy zrobić, żeby zapoznać się z łechtaczką?
Może pomóc lusterko, dużo delikatności i dobry, delikatny olejek. Zawsze czyste ręce. 

Bardzo bym chciała, żebyśmy wszyscy oswoili się z tą wiedzą. 
Ze słowem, ale i z narządem. 
Skoro większości kobiet tak wielką przyjemność sprawia właśnie łechtaczka, można zupełnie inaczej myśleć o naszym życiu seksualnym. 
Erekcja penisa nie jest już najważniejsza, mężczyźni mogą się wyluzować i nie muszą się tak bardzo "sprawdzać". 
Możemy się wzajemnie zapytać: co tak naprawdę się dla nas liczy. 
Może intymność?
Może zabawa?
Co nami kieruje? Chęć rozładowania? Ciekawość? 
Może dziś to, a jutro coś całkiem innego. 


Książki z których korzystałam i z których są ilustracje:
"Radiości z kobiecości" Niny Brochmann i Ellen Stokken Dahl
"Twoje ciałopozytywne dojrzewanie" Barbary Pietruszczak
i
"Period" Natalie Byrne:


Konflikt. Przegrana czy szansa?

Nie lubię konfliktów.

Za wszelką cenę unikam konfrontacji.

Staram się być miła.


A może...
Nigdy nie nauczyłam się, jak konstruktywnie przechodzić przez konflikty.
Brakuje mi narzędzi do rozwiązywania konfliktów.
Wydaje mi się, że konflikty niszczą relacje.
A może...
Dobrze i bezpiecznie się czuję w relacjach, także wtedy kiedy pojawiają się w nich konflikty.

Mam wiedzę i narzędzia do tego jak się wtedy zachować.

Czuję, że dzięki ćwiczeniu tych umiejętności i mojej odwadze, moje relacje są coraz głębsze i bliższe.










Mój stosunek do konfliktów ewoluuje. Nie, nie mogę w pełni się podpisać pod ostatnimi zdaniami - ale też nie czuję się już uwięziona w pierwszej serii.

Zapraszam na warsztat o konfliktach. Stacjonarnie, w Warszawie.



czwartek, 11 listopada 2021

Potwór z bagien. Złość, moja ukochana.

Jestem wściekła. 

Wściekłość buzuje, wybucha, tli się, krąży, szuka ofiary. Wściekłość utyka, zatruwa mnie, nie chce mnie uwolnić. 


Wściekłość jest ze mną już od tak dawna. 


Rozbrajam ją pomalutku. 


Jak wytrawny saper. 


Terapia, warsztaty, Lowen, TRE, spacer do lasu. 


Ona siedzi przyczajona. 


Czasem pojawia się w moim głosie, w złośliwym komentarzu, który chcę powiedzieć. Mówię?


Czasem tak, czasem zostaje we mnie tylko jego jad. 


Moja wściekłość często się zamraża. 

Każdy zły dotyk tkwi mi w gardle. 


Każde wspomnienie klapsa. 


Drwiny i żarty z mojego ciała.


Ksywki, które obrażały. 

Złośliwe koleżanki.


Moja wściekłość wyłazi z kryjówki, kiedy tego nie chcę. 

W całkiem nieadekwatnych momentach. 

Kiedy pies się nie słucha. 

Albo dziecko, czy mąż...


Moja wściekłość milczy i znika, kiedy jest mi potrzebna. 


Kiedy ktoś się wpycha przede mnie w kolejce.

Kiedy dostanę w knajpie nie to zamówienie. 

Kiedy nie ma komu wziąć ode mnie części obowiązków. 

Kiedy nie podoba mi się pana komentarz. 

Kiedy pani za blisko stoi i za głośno mówi. 

Kiedy ...



Moja wściekłość próbuje się podnieść i pokazać. 

Ale kiedy podnosi swoje wielkie, ciężkie cielsko, jest jak potwór z bagien. 


Uciekam z krzykiem, upycham ją tam z powrotem. 

Płaczę potem ze zmęczenia i... Z tęsknoty za nią...


Oszlamiona, oślizgła, śmierdząca i parszywa...

Nie ma lekko. 


Siedzi w swoich odchodach, w toksycznych wyziewach. 

Błaga o okno, o powietrze. 


O chwilę rozmowy chociaż. 



Wyobrażam sobie, że kiedyś pozwolę jej wstać. 

I popatrzę. 


Na każdą ranę, każdy wrzód, parch i kurzajkę. 

Na zastałe kości. 

Zwiotczałe mięśnie. Wielki brzuch. 



Moja wściekłość stanie w całym swoim majestacie i w świetle. 


I zobaczę. 


Jak wygląda na prawdę. 


Maleńka... Chodź, już nigdy Cię nie opuszczę. 





PS. Jeśli potem zechcę, to może i będę miła, ale na pewno niczego już nie przełknę. 

Bo nic nie muszę. 

Wszystko mogę. 
















Tabu. Co robić, kiedy trudno nam rozmawiać z dziećmi o seksualności?

Chcę Wam powiedzieć: nie odkładajcie edukacji seksualnej* (swojej i dzieci) na później.

Jeśli czekacie zawsze zrobi się za późno....
Jest znacznie łatwiej i zwyczajniej, kiedy jest normalną częścią życia od początku.


I znacznie łatwiej gadać z dziećmi, kiedy sprawy interesują je bardziej poznawczo, jak wszystko inne, niż kiedy zaczyna się dorastanie.
I nagle jest gorąco, a słów brakuje.
Wtedy warto mieć bazę wcześniejszych rozmów, wyćwiczoną (bardziej lub mniej) łatwość wypowiadania konkretnych słów, doświadczenie, że dzieci mogą nas pytać... o wszystko.

Dociera do mnie ostatnio sporo historii, kiedy dzieciakom dzieje się krzywda, bo istnieje to cholerne tabu, i błądzą we mgle.

I uważam, że to nie może pozostawać na rodzicach, bo całe pokolenia były wychowane w tym tabu.

Wszyscy tu potrzebują wsparcia.
I wiedzy.
I jasności.

Ale świata nagle i na już nie zmienimy.
Na co mamy wpływ?
Na siebie....
Od czego możemy zacząć?

Od poczucia.
Co czuję na myśl o rozmowie z synem/córką o .... (wstawcie sobie cokolwiek związanego z ciałem, płodnością, płcią: seks, antykoncepcja, rozwód, poród, aborcja, miesiączka, wzwód, polucje....itd.).
Pobądźcie z tym uczuciem.

Czy jest Wam wygodnie?
Niewygodnie?
Gdzie to czujecie?
Jeśli uczucie jest nieprzyjemne, to czy możecie chwilę pobyć z tym dyskomfortem?
Położyć rękę tam gdzie czujecie to w ciele.
Oddychać w to miejsce.

Z łagodnością dla siebie, bez presji.

Może pojawi się jakiś głos?
Słuchajcie go.
Podziękujcie mu.
Zastanówcie się czyj to głos?
Czy mówi z troski?
Czy ta troska jest podszyta lękiem?

A może jest jeszcze inaczej?

Ten głos jakoś chce dla Was dobrze, ale ...może jego dane o świecie są nieaktualne?

U mnie to często głos mojej babci, która przeżyła wojnę, sama wychowywała synów i uważała, że troska to straszenie i kary za zainteresowanie seksualnością.

Czasem się we mnie odzywa.
Już rozpoznaję jej głos. Teraz jest częścią mnie.
Wiem, że nie zniknie, ale coraz lepiej się z nim w sobie dogaduję.


Zachęcam Was do usłyszenia tych głosów w sobie, które mówią: wina, strach, grzech, wstyd... Do zaopiekowania się nimi.



Poszukajcie też głosów wsparcia.
Może był w Waszym życiu dorosły, którego można było pytać?
Może macie teraz wokół siebie kogoś kto Was inspiruje?
Może w jakimś filmie jest ktoś kto mówi tak, jak to Wy byście chcieli?


Warto popatrzeć dookoła jeszcze pod tym kątem - czego uczy mnie kultura w której żyję?
Jak filmy i bajki na których się wychowujemy pokazują relacje między ludźmi?
Co "wolno" dziewczynkom, kobietom, a co mężczyznom, chłopcom?
Jak wyglądają?
Jak się zachowują?
Co mówią?
Jakim językiem?

Rozbrajanie mitów i przekonań w naszych głowach to praca na życie. To proces.
Ale to też świetna zabawa, jak już się zacznie, nie można skończyć:)

Oczywiście - dobrym sposobem jest czytanie, ale nic nie zastąpi gadania z innymi.
Wciągnijcie przyjaciół we wspominanie na ten temat, w dzielenie się swoimi doświadczeniami.

Albo chodźcie na warsztaty.

Albo idźcie na konsultacje czy terapię.

Albo...

Ciekawa jestem, co Was jeszcze wspiera w rozbrajaniu tabu w sobie?

Dla mnie zawsze poruszające jest wyjeżdżanie za granicę i stykanie się z inna kulturą. Gdzie to co tu oczywiste, zupełnie oczywiste nie jest.

Życzę Wam ciekawości i dobrej zabawy:)



* poprzez edukację seksualną rozumiem wszystko co przekazujemy dzieciom świadomie i nieświadomie od chwili poczęcia, wszelkie przekazy na temat płci, ról społecznych, higieny, zdrowia, przyjemności, płodności itd. Wiedza o rozmnażaniu naszego gatunku jest fragmentem tej całości.







środa, 3 listopada 2021

Dlaczego warto otwarcie rozmawiać z dziećmi o seksualności i co złego robi tabu?


Seksualność jest częścią świata i nie ma potrzeby, żeby kogoś przed nią chronić. 



Mamy płeć i ciało odkąd przeciskamy się na ten świat aż do ostatniego oddechu. 

Jesteśmy sensualni, czuli, wrażliwi, zmysłowi i gotowi na przyjemność. 

Doświadczamy świata poprzez nasz intelekt, jasne! Ale o ile bardziej poprzez ciało?!


Umazać się w błocie, powąchać żywicę, wygrzać na słońcu i wskoczyć do lodowatej wody. 

Pocałować kogoś. 

Poczuć mrowienie w ciele. 

Biec. 

Śmiać się. 

Ruszać. 

Ruch, czucie - to życie. 


Bezruch, nieczułość - zamarcie. 



Znacie takie powiedzenie "wylać dziecko z kąpielą"?


Mam wrażenie, że w obawie przed seksualnością właśnie to robimy. 

Pozbywamy się życia. 


Wylewamy życie z tą straszną, straszliwą sprawą: edukacją seksualną. 


Chcemy chronić nasze dzieci przed seksualizacją, a zamiast tego chronimy przed wiedzą. 



Prawda jest taka, że jesteśmy istotami seksualnymi i nic tego nie zmieni.

Potrzebujemy wsparcia i wiedzy jak tę seksualność obsługiwać, a nie straszenia i zakazów. 

Rzetelna edukacja seksualna daje narzędzia do bezpiecznej i przytomnej eksploracji tego co naturalne: ciała, przyjemności. 


Bez niej wchodzenie w dorastanie to skok na główkę bez sprawdzenia czy woda nie sięga przypadkiem po kolana...


Seks w różnych postaciach otacza nas czy tego chcemy czy nie, i w takiej formie jak chcemy lub nie. 

Nasze dzieci oglądają odważniejsze teledyski niż nam się śniło, zaglądają w smartfon kolegi, widzą gazetę w kiosku, reklamę w kinie itd, itd,. 



Nie unikniemy tego. 

Ale możemy dać im przeciwwagę w postaci dobrych treści, pięknych filmów i książek. 

Możemy powiedzieć im: to ok eksplorować, pytać, czuć. 

To normalne czuć podniecenie, fascynację, chęć na kontakt.

A jeśli coś w tym świecie cię przestraszy - jestem tu i pomogę ci się z tym uporać. 


Robiąc z seksualności tabu, powodujemy tylko, że nasze dzieci stają się samotne w swoich poszukiwaniach i że nie mogą nam zaufać, nie mogą nas zapytać. 

Zostają same w gąszczu świata, który jest pełen wszystkich aspektów seksu - bardziej i mniej fajnych. 

Powiedzmy tabu nie. 

Bo jest niebezpieczne!


PS. Pytacie często o książki. 

Dla dzieci 8-11 jest teraz cudny pakiet: Moonki dwie, dla mnie tworzą komplet, całość. I są wspaniałe!

Do czytania samodzielnie lub razem z rodzicami. 



PS. Poprzez "edukację seksualną" rozumiem dostęp do wiedzy, odpowiadanie na pytania, mówienie prawdy dostosowanej do wieku i dostęp do książek,  lekcji, warsztatów.



 

wtorek, 2 listopada 2021

Wychowano mnie na grzeczną dziewczynkę. Cykl reakcji stresowych.

Wychowano mnie na grzeczną dziewczynkę. 

I nie mówię tu o mamie i tacie, dajmy im spokój;) 


Wychowała mnie tak wspaniale kultura patriarchalna, społeczeństwo lat 70 tych i 80 tych. 90te poprawiły. 

Nie zajmę się teraz oglądaniem jak to było, ale raczej jaki jest efekt. 



Kiedy czuję stres, kiedy napięcia jest dużo... 

Szukam czegoś co... Pomoże mi znów być grzeczną!


Ciało napina się coraz bardziej. 

Błaga o uwolnienie napięcia. 

Emocje szaleją.


A ja szukam.... "Tabletki na uspokojenie".

Muzyki na wyciszenie. 

Olejku na ból. 

Ciemnego, cichego kącika na mnie. 


Żeby świat przypadkiem nie musiał zobaczyć mnie zmęczonej, wściekłej, wkurzonej, doprowadzonej do kresu, potrzebującej...


No nie, taką mnie trzeba jakoś ukryć albo obłaskawić. Może prezencik?  Może być kwiatek na Dzień Kobiet, może być winko.


Pracuję z ciałem, stresem, emocjami od lat. 

To moja praca na terapii własnej, warsztatach pracy z ciałem, ale też moja praca zawodowa. 

Czytam, myślę, rozmawiam o tym praktycznie codziennie. 


I co?


I ten mechanizm ciągle działa!


Zapisuję sobie dużymi literami na ścianie RUCH. 

Tak, rusz się!


Nie zastygaj!

Proś!

Sięgaj.

Wyjdź na rower. 

Płacz. 

Tup.

Krzycz!

Przeklinaj..


Tylko nie zastygaj....



Bardzo pięknie piszą o tym siostry Amelia i  Emily Nagosky w rewolucyjnej moim zdaniem książce "Wypalenie. Jak wyrwać się z błędnego koła stresu". Bardzo Wam ją polecam znów i znów. 


Ta wiedza jest bezcenna. 


I zrobię sobie duży napis na ścianie: ODPOCZNIJ! RUSZAJ SIĘ. PROŚ O POMOC! 

Nie zostawiaj siebie samej, nie uspakajaj się. 

Stres jest jak tunel i trzeba go przejechać do końca, aż do ulgi. 


Rozpoznasz ją. 




Grzeczne dziewczynki mają w ciele dużo niedomkniętych cykli stresowych. 

Utykają nam w gardłach. 

W udach. 

W miednicy. 

W żebrach, przeponie, sercu, głowie. 

Przelewają się czasem łzami, stłumionym szlochem. 

Płaczem po cichutku...


Żeby rozładować stres i ból, płacz tak, żeby sąsiedzi na pewno usłyszeli. 

Tak, żeby zrobiło się gorąco w Twoim sercu i brzuchu. 

Tup. 

Krzycz. 

Wal pięściami. 


Tak, żeby wszystkie dawne przełknięte "uspokój się", "złość piękności szkodzi", "grzeczne dziewczynki tak nie robią"... mogły eksplodować w kosmos. 


Eksplodować i uwolnić się, zamiast utykać w Tobie. 

We mnie. 

W nas. 



Grzeczne dziewczynki nafaszerowane są tymi tekstami i dziwią się, że chorują. Że ktoś nie zauważa ich granic. Że są takie zmęczone. 


Nie - to jest dziwne. 


Dziwi mnie raczej siła zapomnienia i moc tych słów we mnie. 

Jak odtwarzają się we mojej głowie, jak sama siebie uspakajam. 


Nie , nie chcę być spokojna. 

Chcę uciec albo rozszarpać wroga. 

Wytrząść stres z ciała. 


A potem...  Rozluźnić się i móc cieszyć życiem, sobą, przyjemnością.